PRZED MECZEM UKRAIŃCÓW Z ROSJANAMI: LUBIĄ RYWALI, GARDZĄ PUTINEM?

berinczik

Napięta sytuacja polityczna sprawia, że dwumecz Russian Boxing Team z Ukraine Otamans nabiera dodatkowego znaczenia. Gdy aneksja należącego do Ukrainy Krymu przez Rosję staje się coraz bardziej realna, w ćwierćfinale rozgrywek World Series of Boxing razy będą wymieniać pięściarze z obu krajów. W poniedziałek w Moskwie dojdzie do trzech rosyjsko-ukraińskich potyczek (w każdym spotkaniu ligi odbywa się pięć walk), a w piątkowym rewanżu w Doniecku do czterech.

Donieck zamiast stolicy
Władimir Niktin – Mykoła Bucenko (56 kg), Radżhab Butajew – Denys Berinczyk (64 kg – na zdjęciu), Artiom Czebotariew – Dmytro Mitrofanow (75 kg) – ci zawodnicy będą walczyć o zwycięstwo dla swojej drużyny narodowej w Moskwie. Gospodarze w całości wystawią krajowy skład, z Dawidem Ajrapetjanem (49 kg) i Jewgienijem Tiszczenką (91 kg). Atamanów w tych kategoriach wagowych reprezentować będą odpowiednio Uzbek Hasanboj Dusmatow i Białorusin Siarhiej Karniejew. W rewanżu pojedynki stoczą pięściarze z pozostałych, ujednoliconych dla ligi WSB i boksu olimpijskiego kategorii 52, 60, 69, 81 oraz +91 kg.

Faworyta nie sposób wskazać. W sezonie 2013/2014 bilans ukraińskiego zespołu to 8 zwycięstw i 2 porażki, a rosyjskiego 6 wygranych (m.in. z Hussars Poland – 5:0 i 3:2) i 4 przegrane. Należy jednak wziąć pod uwagę, że gospodarze poniedziałkowego meczu trafili do znacznie silniejszej grupy B, w której rywalizowali z takimi potęgami jak Cuba Domadores, Astana Arlans Kazakhstan czy Azerbaijan Baku Fires.

W związku z wydarzeniami na Krymie organizacja dwumeczu stała pod znakiem zapytania. Menedżer rosyjskiej drużyny Stiepan Lendel (co ciekawe, jest Ukraińcem) nalegał, aby rewanż odbył się na neutralnym terytorium. W fazie grupowej Atamani podejmowali przeciwników w Kijowie oraz znajdujących się niedaleko Browarach. Tym razem, w ramach kompromisu, postawiono na wschód kraju i Donieck, gdzie w ostatnich miesiącach nie dochodziło do tak dramatycznych wydarzeń jak w stolicy.

Choć członkowie obu ekip w wypowiedziach dla mediów zgodnie podkreślają, że polityki ze sportem nie powinno się łączyć, to jednak…

– Prawda jest taka, że wszyscy nasi zawodnicy potępiają rosyjską interwencję na Krymie, również urodzony na wschodzie kraju Denys Berinczyk – mówi nam ukraiński dziennikarz, który woli nie być wymieniany z imienia i nazwiska. – Przychodzi mi na myśl hasło, które na kijowskim Majdanie Niepodległości znalazło się na jednym z transparentów. Lubimy Rosjan, gardzimy Putinem. Myślę, że dobrze oddaje ono nastroje Atamanów przed dwumeczem z Rosją – kontynuuje nasz rozmówca.

Dobrzy znajomi
Osobistych animozji między pięściarzami trudno się jednak doszukiwać. – Nie ma w nas żadnej dodatkowej agresji przeciwko Rosjanom. Równie mocno koncentrowalibyśmy się na przykład przed starciem z Kubą. Rywale to nasi dobrzy znajomi. Często spotykamy się na zawodach międzynarodowych, gdzie nawzajem sobie kibicujemy. Mielibyśmy teraz drzeć koty w związku z tym, co robią politycy? Bzdura – podsumowuje trener Atamanów, Walentin Sobolewskij.

W pozostałych ćwierćfinałach Azerowie rywalizują z Włochami (w pierwszym meczu wygrali 5:0), Niemcy z Kazachami (2:3), a Kubańczycy z Amerykanami. Rosjanie lub Ukraińcy w półfinale zmierzą się ze zwycięzcami tego ostatniego dwumeczu.

Przemysław Osiak, przegladsportowy.pl