Archiwum: WYWIADY

TOMASZ JABŁOŃSKI: WIERZĘ W MEDAL OLIMPIJSKI. ZAWSZE BYŁ MOIM MARZENIEM

pantera01

O olimpijskim brązie Wojciecha Bartnika (Barcelona 1992) słyszymy prawie tak często, jak o golu Jana Domarskiego na Wembley. Tomasz Jabłoński (75 kg) chce stanąć na podium Igrzysk jako pierwszy polski bokser od 24 lat. Kwalifikację do Rio de Janeiro 27-latek uzyskał dzięki startom w lidze WSB (6 zwycięstw i 1 porażka w ubiegłym sezonie). Bieżące rozgrywki rozpoczął od pewnej wygranej w Argentynie z Joaquinem Linguą. Kolejną potyczkę ma stoczyć 12 marca w Moskwie, podczas meczu Rafako Hussars Poland z Rosjanami.

- Kiedy stoczy pan następną walkę w rozgrywkach WSB?
Tomasz Jabłoński: Prawdopodobnie 12 marca, w meczu z Rosją. Dopadło mnie lekkie przeziębienie. To chyba przez klimatyzację w samolocie z Argentyny. Bolą mnie płuca i kaszlę, ale niebawem powinienem być w pełni sił. Bardzo możliwe, że 1 marca stawię się na zgrupowaniu w Cetniewie. Na razie szykuję się na mecz z Rosją. Potem, jeśli zespół wyjdzie z grupy – a nadal są na to szanse – będę walczył w ćwierćfinale.

- Jak walczyło się panu w Buenos Aires z Joaquinem Linguą?
TJ: Trudno. Nie jestem do końca zadowolony. Walka nie była najgorsza, ale nie mogłem wyczuć dystansu. Nogi nie pracowały tak, jak powinny. Nie miałem dużo czasu na przygotowania. Trenuję od stycznia. Wcześniej przeszedłem zabieg laserowy oczu i nie mogłem ćwiczyć na pełnych obrotach. Niebawem powinienem wejść w normalny rytm. W następnej walce będzie lepiej.

- Odnosiliśmy wrażenie, że rywalowi z Argentyny mógł pan wyrządzić większą krzywdę.
TJ: To prawda. Jak wspomniałem, zawiodło wyczucie dystansu. Albo wpadałem za blisko rywala i nie mogłem dokończyć akcji, albo za daleko odskakiwałem. Czułem, że można wygrać przed czasem. Przeciwnik był do trafienia, ale brakowało precyzji. Nie mogłem się wstrzelić kombinacją ciosów. Wchodziły tylko pojedyncze uderzenia.

- Podobno warunki zostawiały dużo do życzenia.
TJ: W sali było bardzo gorąco, a z tak słabymi warunkami w WSB jeszcze się nie spotkałem. Nie było nawet prawdziwej szatni. Znaleźliśmy sobie jakiś kantorek, gdzie przeprowadziliśmy rozgrzewkę. Nie było miejsca, pociliśmy się nawet po zdjęciu koszulek. Baliśmy się, że w sali, gdy zejdą się ludzie, będzie jeszcze goręcej. Na szczęście włączono jakieś wiatraki. Powietrze było gorące, ale przynajmniej krążyło. Nie było tragedii. Sala była bardzo skromna. Gale boksu zawodowego w takich miejscach może i się odbywały, ale czterdzieści lat temu. Najważniejsze, że zrobiłem swoje. O to chodziło, żeby się „przepalić”. Wygrałem i chociaż z tego mogę być zadowolony.

- Do Igrzysk w Rio de Janeiro zostało niecałe pół roku. Jak będzie się pan przygotowywał?
TJ: Na razie obowiązuje mnie umowa z Rafako Hussars Poland. Dla tego zespołu trenuję i walczę. Kiedy zakończymy udział w rozgrywkach WSB, zacznę się szykować do igrzysk. Prezes SAKO Gdańsk, mój trener Marek Chrobak ma już wstępny plan wyjazdów i turniejów, w których wezmę udział. Prawdopodobnie czekają mnie dwa obozy górskie na wysokości około dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza. Pierwszy z nich może się odbyć w Bułgarii. Jest tam dobry ośrodek, przyjeżdża dużo ekip. Wcześniej przejdę szczegółowe badania. Będę pod opieką specjalistów.

- Zamierza się pan zatem przygotowywać poza kadrą narodową?
TJ: Tak. Będzie jednak nade mną czuwał sztab szkoleniowy. Mówię o trenerze Chrobaku i specjaliście od przygotowania motorycznego, a być może będzie z nami także jeden ze szkoleniowców reprezentacji. Zobaczymy, jak moim kolegom pójdzie w kwalifikacjach olimpijskich (trzy turnieje odbędą się w kwietniu, maju i czerwcu – przyp. red.). Jeśli któryś z nich awansuje do Rio, być może do nas dołączy i będziemy pracować razem. Koledzy z kadry będą się przygotowywać do wspomnianych turniejów, ja muszę zacząć przygotowania pod kątem igrzysk. Oczywiście możliwe, że będziemy się umawiać na sparingi bądź razem występować w turniejach międzynarodowych.

- Ile razy walczył pan w Ameryce Południowej?
TJ: Rok temu wygrałem walkę w meczu WSB z Venezuela Caciques, a w sobotę zwyciężyłem w Argentynie. W Ameryce Południowej panuje taki klimat, że do Rio de Janeiro będę musiał dotrzeć odpowiednio wcześnie, aby zadbać o aklimatyzację. Po pobycie w Buenos Aires wiem, że pierwsze dni po przylocie mogą być trudne. Trener Chrobak myśli nawet o tym, abym w takcie przygotowań udał się do Brazylii lub na Kubę. Mógłbym tam przyzwyczaić się do olimpijskich warunków.

- Jest pan jednym z siedmiu pięściarzy wagi średniej, którzy wywalczyli już kwalifikację do Rio. Łącznie będzie was 28. Aby wywalczyć medal, będzie pan musiał wygrać dwie lub – co bardziej prawdopodobne – trzy walki. Kto jest faworytem do złotego medalu?
TJ: W wadze średniej jest wielu świetnych zawodników, choćby Artiom Czebotariow (Rosjanin to zawodowy mistrz świata APB, niedawno znokautował w Turcji Adema Kilicciego – przyp. red.) i Arlen Lopez (Kubańczyk to złoty medalista MŚ 2015 w Doha – przyp. red.). Poziom jest wysoki i bardzo wyrównany. Wiele walk może być zaciętych i kończyć się niejednogłośnym werdyktem sędziów. Nie jest tak, że jeden pięściarz zdecydowanie się wybija i jest poza zasięgiem innych. Trzeba być dobrze przygotowanym. Mam nadzieję, że wrócę z tej imprezy z medalem.

- Walki będą trwały trzy rundy. Czy wyrobił pan sobie taką markę u sędziów, aby po wyrównanym pojedynku spojrzeli na pana przychylnym okiem?
TJ: Wydaje mi się, że dzięki WSB stałem się rozpoznawalny, a sędziowie patrzą na mnie inaczej niż kiedyś. A rzeczywiście jest tak, że po zaciętej walce zwycięstwo z reguły przyznaje się temu, kto jest bardziej znany i szanowany. Już przed mistrzostwami Europy i mistrzostwami świata, po dotarciu na miejsce, witałem się z tzw. supervisorami. Nazywali mnie po imieniu. To było miłe.

- Zdejmie pan z polskiego boksu klątwę Wojciecha Bartnika, naszego ostatniego zdobywcy medalu olimpijskiego w boksie?
TJ: Mam taką nadzieję. Liczę też na to, że na igrzyskach nie będę jedynym reprezentantem Polski. Mam nadzieję, że awansuje na nie na przykład Igor Jakubowski (waga ciężka, 91 kg – przyp. red.), choć w jego kategorii do zdobycia pozostaje tylko pięć miejsc w trzech turniejach kwalifikacyjnych. Inni reprezentanci kraju też mają szansę. Oby przygotowali się jak najlepiej i powalczyli. Fajnie, że wywalczyłem awans i będę na igrzyskach, ale nie da mi to chleba. Wierzę w medal, który zawsze był moim marzeniem. Teraz po prostu trzeba zrealizować cel.

- W 2016 roku skończy pan 28 lat. Czy po igrzyskach zostanie pan bokserem zawodowym?
TJ: Na razie mam tylko jedną propozycję, od AIBA Pro Boxing. Z innymi promotorami nie rozmawiałem. Boks zawodowy APB rozwija się, więc może to jest dobry pomysł? Nie wiem jeszcze, jakie pieniądze wchodzą w grę. Po igrzyskach będę musiał zacząć zarabiać, a w boksie olimpijskim do tej pory nie było wielkich sum. Chciałbym walczyć na dużych zagranicznych galach. Pięściarze APB pokazali się przed walką Władymira Kliczki z Tysonem Furym. Słyszałem też, że AIBA porozumiała się też z amerykańskim promotorem Oscarem de la Hoyą (właściciel grupy Golden Boy Promotions – przyp. red.).

- Czy w pana życiu prywatnym także zajdą zmiany? Od dawna tworzy pan udany związek z Kasią.
TJ: W tym roku, z uwagi na igrzyska, będę w rozjazdach, dlatego jeszcze nie zaplanowałem ślubu. Może uda się w przyszłym? Kasia też trenuje boks w moim klubie, ale tylko dla siebie. Nie walczy w zawodach, co uważam za dobre rozwiązanie. Wspiera mnie. Dobrze wie, na czym polega ten sport. Rozumie mnie i jest w stanie dużo znieść. Kasia jest moim najwierniejszym kibicem

Rozmawiał: Przemysław Osiak, Przegląd Sportowy

KINGA SIWA: W SPORCIE WYCZYNOWYM LICZY SIĘ WYŁĄCZNIE WYNIK. Z TEGO JESTEM ROZLICZANA

ewelina_kinga

- 6 miesięcy i 19 dni. Tyle czasu musiałaś czekać na swój kolejny pojedynek, po tym jak zostałaś zawieszona przez AIBA. Ostatnim Twoim oficjalnym pojedynkiem był bój z Anetą Rygielską w finale Mistrzostw Polski w Karlinie. Co robiłaś we wspomnianym czasie, by utrzymywać sportową formę na wysokim poziomie?
Kinga Siwa: Nie liczyłam dni, ale w tym okresie każdy z nich trwał jakby to były trzy. Odebranie mi możliwości startu w Baku było dla mnie sporym ciosem ale od samego początku współpracy z moim trenerem, Markiem Chrobakiem, stawialiśmy sobie za cel Igrzyska Olimpijskie. Na tym więc pozostało nam się skupić. Nie przerwałam zajęć. Na początku lipca poprowadziłam zgrupowanie dla pomorskiej kadry wojewódzkiej, a potem weszłam już na odpowiednie obroty. Moją specjalnością jest wytrzymałość, ale by wygrywać z najlepszymi, musimy z trenerem mocno pracować nad pozostałymi elementami. Praktycznie każdego dnia Marek Chrobak poświęca mi swój czas, bym weszła ostatecznie na odpowiedni poziom przygotowania. Starego misia trudno oduczyć starych nawyków, tym bardziej nauczyć czegoś nowego, ale… posuwamy się naprzód.
kinga_win
- Gratuluję świetnego powrotu, czyli zwycięstwa w Międzynarodowym Turnieju „Tammer Cup” w Tampere. Jak czułaś się w ringu po przerwie? Mówiłaś mi, że rywalki nie prezentowały wielkiego boksu, ale odrzućmy skromność – jak przebiegały te dwie walki?
KS: Cieszyłam się z powrotu na ring. Bardzo mi tego brakowało. Uprawiam sport wyczynowy a nie rekreację, ani sztukę walki, gdzie ważny jest rozwój ciała i umysłu. W sporcie wyczynowym liczy się wyłącznie wynik. Z tego jestem rozliczana. Brzmi to może brutalnie, ale w tym się odnajduję. Cały czas czuje głód walki i zwycięstw. Wracając do turnieju w Tampere, to rywalki nie były utytułowane, ale walczyły od początku do końca. W ringu należy być czujnym do ostatniego gongu a lekceważenie kogokolwiek może się skończyć przegraną. A ja nie znoszę przegrywać. Ten turniej był dla mnie o tyle dobry, ponieważ udało mi się pokazać lepszy niż do tej pory boks. To dobra prognoza na przyszłość i dowód, że nasze przygotowania są dobrze opracowane.
Kinga_Bukareszt1
- Rozumiem, że zmiana terminu Mistrzostw Świata ze stycznia na maj to dla Ciebie dobra wiadomość? Będziesz się starała nadgonić stracony czas. Niebawem wyruszasz na Syberię…
KS: Mieliśmy z trenerem z początku mieszane uczucia. Informacja o przełożeniu terminu padła tuż po zakończeniu przez nas obozu wysokogórskiego w Alpach. Był on dla mnie niesamowitym przeżyciem. Wykonaliśmy kawał mocnej roboty, która miała dać mi moc na eliminacje do Igrzysk Olimpijskich. Pomyślałam: “oto niekończące się przygotowania. Najpierw Baku, teraz to”. Ale faktycznie, nie będę już czuła się do tyłu względem innych rywalek jeśli chodzi o starty. Liczę na jeszcze kilka walk w tym roku. Dzięki klubowi 06 Kleofas Katowice, będę mogła wyjechać na Syberię na turniej Petroleum Cup. Ważne, by przygotowania w roku olimpijskim przebiegły maksymalnie dobrze. Klub SAKO zapewnia mi wyjątkowo komfortowe warunki rozwoju. W Gdańsku spełniam swoje marzenia. Tu mieszkając, a to już prawie trzy lata,  zdobyłam upragniony tytuł mistrzyni świata w kickboxingu (jako reprezentantka klubu Champion Gdańsk), wróciłam do boksu. Rozwijam się jako zawodniczka i jako trenerka. Miasto Gdańsk również jest dla mnie łaskawe. Byłam wyróżniana za osiągnięcia sportowe w postaci stypendium i nagród. Gdyby nie mój trener, Marek Chrobak, już dawno bym pewnie porzuciła sport i układała sobie “normalne” życie. Na szczęście tak się nie stało i nie spieszy mi się do zakończenia tej przygody.
Kinga_mp
- W Twojej kategorii wagowej wydajesz się być numerem jeden. Jaki wpływ na Twoją sportową motywację i generalnie dyspozycję mają młode rywalki – Aneta Rygielska i Kinga Szlachcic. Jak je oceniasz ze sportowego punktu widzenia?
KS:  To są młode, ale już bardzo dobrze wyszkolone zawodniczki. W obu widzę spory potencjał. To bardzo dobrze, że ze mną rywalizują, bo wszystkie na tym korzystamy. Naturalnie, chcę, żeby 2016 rok był “mój”, ale liczę, że dziewczyny mi nie odpuszczą. Poza ringiem nie zabijamy się wzrokiem. Dobrze jest gdy ringowe rywalki potrafią na co dzień być dobrymi koleżankami. W kickboxingu potrafiłam z rywalką wymienić się sprzętem przed walka. W trakcie pojedynku jedna drugiej próbowała urwać głowę. Po walce oddawałyśmy sobie sprzęt i znów się lubiłyśmy.
kadra 2006
- Jesteś jedną z najbardziej doświadczonych kadrowiczek. Twoje bokserskie początki zarejestrowałem w pamięci już w 2002 roku, kiedy wygrałaś w Zawierciu turniej o Mistrzostwo Polski Juniorek. Dwa lata później reprezentowałaś już Polskę a w 2006 roku wystartowałaś w aż trzech wielkich turniejach mistrzowskich – Mistrzostwach Świata, Europy i Unii Europejskiej. Jak zmienił się boks kobiet na przestrzeni tych lat?
KS: Na początku XXI wieku, boks kobiet praktycznie nie istniał, walki miały charakter pokazowy, gdzieś tam w przerwie między właściwymi pojedynkami. Rozwijanie tej dyscypliny wydawało się być co najmniej szalonym pomysłem. Od wydawałoby się nierealnych pomysłów tworzą się wielkie sprawy. Tak było w przypadku boksu kobiecego. Był Leszek Piotrowski, Marek Węgierski, Krzysztof Kucharzewski  i grupa ogromnie zaangażowanych dziewczyn, która przecierała szlaki w tej dyscyplinie. Niełatwy to szlak. Ja dołączyłam jakby w drugim rzucie do kadry, na początku bardziej jako pomoc w pracy w parach i sparingach. Na swój czas musiałam parę lat poczekać. Dziewczyny nie rozstają się z nią do dziś, bo to nałóg,  z którego chyba się nie wychodzi. Wszystkich nie wymienię, ale Anna Kasprzak (pierwsza zapisana w PZB pięściarka), Katarzyna Czuba-Wrońska, Jagoda, Karge, Karolina Michalczuk, Karolina Łukasik, Kinga Ruszczyńska są trenerkami lub prowadzą sportowe zajęcia. Niektóre przeszły na zawodowstwo, jak Karolina Łukasik, Karina Kopńska, Bojana Libiszewska, Ewa Brodnicka, Ewa Piątkowska. Niektóre zostały sędzinami, jak Karolina Bagnowska, Magdalena Motyczko, czy Katarzyna Krukowska. Dziś, przede wszystkim, szkolenie kobiet przestało być czymś wyjątkowym.”. Rzecz jasna, wzrósł bardzo poziom światowego boksu. Wyrównał się. Rywalek na turniejach jest już nie kilka, a kilkadziesiąt i z każdą trzeba się mocno liczyć. W Polsce sporty walki i boks są bardzo popularne, ale na poziomie rekreacji. Łatwiej jest „zostać pięściarką” teraz, niż tych 10-15 lat temu, gdy na dzień dobry  w klubie się słyszało- „nie trenujemy dziewczyn”, co nie znaczy, że rzesze kobiet się do tego garnie. Wyczynowa praca nie jest dochodowa, więc trzeba być szaleńcem, by się temu całkowicie poświęcić. Ale oto jesteśmy! Uważam, że nasze dziewczyny są zdeterminowane i chcą wygrywać. Podstawą jest wiara w zwycięstwo. Potrafiłam przegrać, bo zabrakło mi wiary. Ale i wygrywałam, gdy wiarę tą miałam tylko ja i mój trener. Marek Chrobak jest niepoprawnym optymistą. Dlatego może być dumny z posiadania w klubie olimpijczyka [Tomasza Jabłońskiego – przyp. JD]. W planie na Rio ma mieć dwóch. U niego nie ma zdań typu “nie da się, to bez sensu, a po co, za dużo roboty z tym”. Tu nie ma nic odkrywczego. Mnóstwo mistrzów mówiło, że podstawą wyniku jest ciężka, systematyczna praca i wiara w zwycięstwo, a nie tzw. talent. Są rzeczy, na które wpływu nie mamy. Ale skoro podjęliśmy się już tej ciężkiej roboty, wykonajmy ją ze swojej strony, maksymalnie najlepiej. W Polsce, za czasów trenera Leszka Piotrowskiego, praktycznie cały rok byłyśmy poza domem. Wędrowałyśmy z Cetniewa we Władysławowie do Strzechy Akademickiej w Karpaczu, Grudziądza, Warszawy. W tej chwili zgrupowań jest mniej, ale uważam, że w Polsce nie brakuje bardzo dobrych trenerów klubowych. Takich, którzy znają swoje podopieczne i wiedzą jak podnosić ich poziom. Jeżeli na linii trener kadry-trener klubowy-zawodniczka, będzie istniała dobra relacja, praca na zgrupowaniach i praca w klubie będą się uzupełniały, zaś polski boks kobiecy czekają sukcesy największego kalibru. Tyle w teorii. Co do boksu, zmieniał się system punktowania. Przeszłam maszynki “pianino” i maszynki “mecz piłkarski”. W teorii każdy system jest dobry, ale dobrze, że w końcu wrócono do “kartek”. W przeciwieństwie do moich koleżanek, jestem za zdjęciem kasków u kobiet. Dobrze mi o tym mówić, w końcu mam krótkie włosy.
zawiercie 2002 Mistrzostwa Polski
- Przez wiele lat skutecznie łączyłaś starty w boksie i kick-boxingu. W jaki sposób i gdzie rozpoczęła się Twoja sportowa droga? Na pewno wiążę się z tym jakaś ciekawa historia…
KS: Na sali treningowej pojawiłam się w 2000 roku. Dobrze pamiętam pierwszy trening, jak i pierwszą walkę, na którą czekałam ponad rok. Z wrażenia nie mogłam zasnąć w nocy, tak byłam podekscytowana. Szkoda, że tego nikt nie nagrał. W ciągu minuty trzy razy przewróciłam się potykając o własne nogi. Nos miałam czerwony od krwi a kark bolał kilka dni. Remis. Mimo to, po walce rozpierała mnie radość. To było to! Ze sporej grupy rekrutów w moim pierwszym klubie, Pomorzaninie Toruń, utrzymałam się ja i Kamil Gorząd. To był bardzo dobry zawodnik. Obrywało mi się wielokrotnie, gdy przyszło nam razem sparować. To nie wstyd dla mężczyzny, by traktował partnerkę treningową jak poważnego zawodnika. Kiedyś jeszcze chłopcy mieli z tym opory, ale dziś już tego problemu nie widzę. Kobiety są słabsze fizycznie, ale współpartner,  redukując nieco siłę ciosu podczas pracy, może się wytworzyć dobrą i korzystną dla obu stron współpracę. Z Kamilem jesteśmy dziś trenerami, a on wychowuje teraz moją rywalkę ringową, Anetę. W boksie na początku szło mi bardzo topornie. Nierzadko słyszałam dobrą radę “daj sobie już spokój”. I prawie tak by się stało, ale spotkałam na swojej drodze Marka Marszała. Rozpoczął się nowy, wspaniały etap kickboxingu. Na mistrzostwo świata musiałam długo czekać. Mi nie było łatwo. Przez kilka lat ocierałam się o cel. Dosłownie, jednym punktem. Dlatego tak cudownie smakowało to ostanie zwycięstwo w low kick. Ale w tym samym roku był światowy czempionat w full contact. Nie chciałam być mistrzynią świata. Chciałam być dwukrotną mistrzynią świata. Przegrałam w finale. Ryczałam, jakby mi co najmniej chałupę ktoś spalił. Do końca roku, co rano budziłam się i pierwsze co, to myślałam o tej przegranej. To tak, jakbym zdobywała górę i odpadła metr pod wierzchołkiem metr pod wierzchołkiem. Tak się czułam. A potem przyszedł styczeń 2014 roku, kiedy zgodnie z ustaleniami z Markiem Chrobakiem zakończyłam etap kickboxingu. Takie zresztą były wymogi AIBA. Wróciłam do boksu. Tu są wielkie góry do zdobycia. Przygód w sportowej przygodzie mi nie brakowało, ale pracuje z poczuciem, że jeszcze tak naprawdę nic nie zdobyłam. Bo chcę więcej.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
-  Twój dotychczasowy dorobek to przede wszystkim dwa brązowe medale Mistrzostw Europy (2006 i 2014) i dwa Mistrzostw Unii Europejskiej (2007, 2008) oraz 7 złotych medali Mistrzostw Polski seniorek. Na co jeszcze stać Kingę Siwą? Jakie są Twoje sportowe plany i ambicje?
KS: Moim celem jest medal Igrzysk Olimpijskich.
-  Masz już niemałe doświadczenie i sukcesy w pracy trenerskiej. Rozumiem, że swoją dalszą przyszłość wiążesz z tą dziedziną bokserskiego rzemiosła?
KS: W SAKO pełnię rolę zarówno zawodniczki, jak i trenerki. Tej drugiej roli uczę się cały czas, przeżywam na tym polu radości z dobrze wykonanych zadań ale też i wpadki, z których staram się wyciągnąć odpowiednie wnioski, bo wiem, jak niezwykle ważną osoba dla zawodnika jest trener. Jedno zdanie, jedna decyzja prowadzącego, może wywrócić młodemu człowiekowi myślenie o 180 stopni. Na dzień dzisiejszy opieram swoje plany treningowe na własnym doświadczeniu. Nie każę wykonywać na treningu czegoś, czego sama nie próbowałam. Ponieważ moim największym atutem, jako zawodniczki jest wytrzymałość, ten element przygotowań pełni u mnie nadrzędną rolę. Sporą nowością było dla mnie prowadzenie grupy dziecięcej. Przeżyłam z początku mały szok. Praca z kilkulatkami wcale nie jest prosta, ale chyba sobie poradziłam. Dzieciaki z Sopotu mnie nie zjadły. Zajęcia sportów walki dla dzieci zdobywają coraz większe uznanie wśród rodziców i dzieci i bardzo dobrze. Są to bezpieczne a jednocześnie ogólnorozwojowe treningi, tak bardzo potrzebne najmłodszym. Chwilowo, głównie ze względu na moje częste wyjazdy, nie prowadzimy zajęć w Sopocie, ale zapraszam do Gdyni i Gdańska, gdzie ćwiczą na sali 8 i 10-latkowie. Miałam też możliwość prowadzenia zgrupowań pomorskiej kadry wojewódzkiej. Na dzień dzisiejszy jestem jednak przede wszystkim zawodniczką i na tym się skupiam.
sopot dzieci 2014 fot. M. Kaszubowska
- Boksowałaś z wieloma znakomitymi zawodniczkami, m.in. Yulią Nemtsovą, Rolą El-Halabi, Amandą Coulson, Klarą Svensson, Gulsum Tatar, czy Anastasiyą Belyakova. która ze swoich rywalek nich cenisz najwyżej i dlaczego? Może zachowałaś jakieś szczególne wspomnienia z tych walk?
KS: Mój trener kickboxingu, Marek Marszał, z toruńskiego Smoka, mówił: “walczysz z mistrzynią świata? Świetnie! Skopiemy jej d***”. W kickboxingu ludzie nie pękają, dlatego cieszę się, że znalazłam się w tym wspaniałym środowisku na kilka lat. Walki z mistrzyniami są trudne psychicznie. Ale, w szczególności w kickboxingu, co chwila trafiałam na utytułowane zawodniczki. Pokonywałam je. Czasem dopiero po którejś próbie. W boksie, prawdziwą wojnę ze sobą przeżyłam przed walką z Gulsum Tatar, podczas Mistrzostw Europy w Bukareszcie. To była walka o wszystko. Ja, stara zawodniczka, jadąca na koszt trenera klubowego, bo inaczej się nie dało. Wiedzieliśmy, że jak przegram, to będzie koniec. Tatar mnie obijała parę lat wcześniej, miałam to przed oczami tuż przed pojedynkiem. Tym razem za tytułami nie poszło przygotowanie do walki. Wykorzystałam to, co mogłam i dzięki temu wciąż przeżywam wspaniałą sportową przygodę. Stoczyłam wiele trudnych dla siebie walk, w boksie i kickboxingu. Potrafiłam wygrywać dosłownie w ostatnich sekundach, nabijając punkt (jak były maszynki). Potrafiłam też przegrać, bo za bardzo chciałam. Boks jest bardzo trudnym zajęciem. Ciężkim, złożonym sportem, w którym gnębione są i ciało i umysł. Systematyczna, sumienna praca i poczucie sensu w to co się robi, daje siłę psychiczną. Przed walką nie czuje się wtedy człowiek jak nieprzygotowany do egzaminu student. Ale przede wszystkim liczy się wiara i chęć zwycięstwa. Fakt, na wiele rzeczy nie mamy wpływu. W sporcie, jak i w życiu, niezbędnym elementem sukcesu jest szczęście, dobry zbieg okoliczności i nie mówię o „dobrym” losowaniu słabych przeciwniczek w drabince. Wejście w odpowiedni stan umysłu, bycie maksymalnie dobrze przygotowanym i wygrywanie z najlepszymi. Oto elementy, na które pracuje się każdego dnia, w trakcie zajęć fizycznych i poza nimi. To wszystko potem się zgra w ciągu tych 8 intensywnych minut walki. Najcenniejszych w życiu.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

Fot. Natalia Hollińska, M. Kaszubowska, Kinga Siwa
kinga podium stare

Kinga_Bukareszt2

ZARINA TSOLOYEVA: POZIOMEM ZAWODNICZKI Z KAZACHSTANU W SZYBKIM TEMPIE DOGANIAJĄ PANÓW

kazakh_stamm

Obchodząca niedawno 22. urodziny Zarina Tsoloyeva to jedna z najmłodszych i najzdolniejszych zawodniczek reprezentacji Kazachstanu. Tegoroczna wicemistrzyni swojego kraju w wadze z limitem 64 kg, reprezentowała niedawno swój kraj podczas podczas Międzynarodowego Turnieju Bokserskiego im. Feliksa Stamma (na zdjęciu pierwsza z prawej z koleżankami z drużyny), boksując w olimpijskiej wadze lekkiej (60 kg). Za kilka dni Zarina stanie do rywalizacji w Międzynarodowym Turnieju Bokserskim w Atyrau, na którym wystąpi także nasza kadra narodowa. Była więc dobra okazja by zapytać ją o same zawody i kazachski boks.

- Witaj Zarina, możesz przekazać nam nieco informacji na temat Międzynarodowego Turnieju Bokserskiego, który niebawem odbędzie się w Kazachstanie? Ma na nim wystąpić także reprezentacja Polski.
Zarina Tsoloyeva: Dzień dobry. Z tego, co się orientuję to w turnieju w Atyrau weźmie udział 5 ekip, w tym oczywiście reprezentacja Kazachstanu. Nie wiem ile konkretnie zawodniczek stanie do rywalizacji ale będą to na pewno dobrze obsadzone zawody. Dla naszej reprezentacji to bardzo ważny start. W każdej z wag zaboksuje po kilka zawodniczek z naszego kraju.

- Jak oceniasz nagłą zmianę terminu Mistrzostw Świata w Astanie. Zamiast w styczniu będziecie rywalizować w maju…
ZT: Myślę, że wspomniana przez Ciebie zmiana terminu mi akurat wyjdzie na dobre, ponieważ będę miała jeszcze więcej czasu na przygotowania. Tak, więc ta zmiana bynajmniej nie wpłynęła na mnie negatywnie.

- Niedawno w Warszawie boksowałaś w limicie 60 kg aby ostatnio wrócić do limitu 64 kg. W jakiej kategorii zobaczymy Cię w Atyrau?
ZT: Tym razem wystąpię w wadze do 64 kg.

- Zdradzisz nam w jaki sposób kadra Kazachstanu będzie się przygotowywać do Mistrzostw Świata w Astanie?
ZT: Niestety nie mogę Ci zdradzić szczegółów strategii naszych przygotowań (śmiech).

- W takim razie zapytam nie o przyszłość, tylko o przeszłość. Jakie masz wspomnienia z pobytu w Warszawie i startu w MTB im. Feliksa Stamma?
ZT: Turniej w Polsce? Szczerze Ci powiem, że bardzo mi się u Was podobało! Same zawody były świetnie przygotowane od strony organizacyjnej i sportowej. Nie pamiętam kiedy po raz ostatni widziałam tyle wspaniałych zawodniczek na jednych zawodach. Zarówno tych utytułowanych, jak i talentów.

- A jaką masz opinię o polskim boksie? Spotykasz na zawodach nasze pięściarki…
ZT: Powiem tak – polskie zawodniczki imponują mi swoim charakterem i uporem. To zarówno świetne pięściarki, jak też na co dzień miłe dziewczyny.

- Powiedz krótko dlaczego zdecydowałaś się trenować tak trudną dyscyplinę sportu, jaką jest boks?
ZT: Na treningi bokserskie przyszłam po to tylko, by nauczyć się sztuki samoobrony. Jednak z czasem mój wspaniały trener zrobił ze mnie pełnowartościowego, zawodowego sportowca. Nie wiem czy wiesz, ale przed długi czas równolegle trenowałam także siatkówkę, będąc nawet ze swoją drużyną mistrzynią Kazachstanu. Teraz jednak liczy się tylko boks. Moimi sportowymi idolami są Muhammad Ali i Katie Taylor.

- W Kazachstanie boks mężczyzn jest niezwykle popularny. Czy tak samo jest z boksem kobiet?
ZT: Rzeczywiście boks panów jest u nas bardzo rozwinięty, popularny i stale przynosi nam wiele sukcesów. Ringowe dokonania kolegów bardzo mi imponują i kibicuję chłopakom z całych sił. Z kolei jeśli chodzi o boks kobiet, to zapewniam Cię, że w szybkim tempie doganiamy wyniki mężczyzn. Zyskujemy także na popularności – np. do mnie średnio co miesiąc dzwonią dziennikarze i pytają co słychać.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

kazakh_stamm1

NATALIYA KNYAZ: ŻYCZCIE MI ZWYCIĘSTW, A UKRAIŃCOM POKOJOWEGO NIEBA NAD GŁOWAMI

nat_knyaz_mini

- Witaj Nataliya. Przyjmij gratulacje z okazji wywalczenia kolejnego Pucharu Ukrainy. Nie wiem czy polscy kibice o tym wiedzą, ale królujesz w swojej kategorii już od lat i jeśli się nie mylę, to nie przegrałaś na Ukrainie żadnej walki. Opowiedz jak wyglądał wspomniany turniej w Czerniowcach?
Nataliya Knyaz: Cześć. Dziękuję. Faktycznie mam już za sobą turniej o Puchar Ukrainy w boksie, jednak mistrzostwa naszego kraju, które zadecydują o ostatecznym składzie kadry na przyszłoroczne Mistrzostwa Świata, odbędą się we wrześniu. Od 5 lat jestem mistrzynią Ukrainy wśród seniorek, a wcześniej dwa razy wywalczyłam złoty medal podczas młodzieżowych mistrzostw kraju. Do turnieju w Czerniowcach przygotowywałam się bardzo starannie. Stoczyłam tam dwa pojedynki, a w finale moja rywalka oddała walkę walkowerem. Jestem więc ponownie najlepsza, co oczywiście cieszy zarówno mnie, jak i mojego trenera.

- Aktualnie przebywasz na zgrupowaniu kadry narodowej. Gdzie i jak długo będziecie trenować? Jakie są założenia na to zgrupowanie?
NK: W tej chwili przebywamy na 18-dniowym zgrupowaniu szkoleniowym w Czerniowcach, a konkretnie w ośrodku „Słoneczna Dolina”. W ostatnich dniach obozu będziemy miały sparingi. Dwie nasze kadrowiczki otrzymały kwalifikację do Igrzysk Europejskich w Baku i całą drużyną staramy się im pomóc w przygotowaniach.

- Twoja kategoria wagowa [48 kg – przyp. JD] niestety nie znalazła się w programie Igrzysk Europejskich w Baku. Zapowiada się więc dla Ciebie „pusty” rok, bo to najważniejszy turniej w kalendarzu 2015 roku. Jakie są więc Twoje najbliższe plany startowe?
NK: Niestety to prawda, mojej kategoria nie znalazła się w programie Igrzysk Europejskich. W związku z tym moje najbliższe plany to przede wszystkim zdobycie po raz szósty złotego medalu Mistrzostw Ukrainy i przygotowania do Mistrzostw Świata, które odbędą się w lutym 2016 roku.
nat_knyaz
- Za 16 miesięcy Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro, po którym rozpocznie się nowy cykl olimpijski. Nie myślałaś o tym, by zmienić kategorię wagową na 51 kg i spróbować swojej olimpijskiej szansy?
NK: Mimo wszystko cały czas mam nadzieję, że waga z limitem 48 kg znajdzie się w jednak programie Igrzysk Olimpijskich w 2020 roku.

- Twoja przygoda z wielkim boksem rozpoczęła się w 2008 roku w bułgarskim mieście Yambol podczas Młodzieżowych Mistrzostw Europy, gdzie zdobyłaś złoty medal. Pamiętasz jeszcze ten turniej? Wygrałaś tam trzy pojedynki z wymagającymi rywalkami…
NK: Oczywiście, że pamiętam i to tak, jakby to było wczoraj. Te wspomnienia zawsze pozostaną świeże i trwałe. Przed finałową walką z Rosjanką była bardzo zdenerwowana i wówczas mój trener Zagirskij, który niestety nie mógł ze mną pojechać do Bułgarii, przez telefon wprowadził mnie w dobry, spokojny nastrój. Powiedział mi, że jestem zuchem, że świetnie się zaprezentowałam, dochodząc do finału, a stać mnie jeszcze na więcej. Trzeba tylko jeszcze raz powalczyć ze wszystkich sił o zwycięstwo. I wygrałam. To było niezapomniane przeżycie.

-  Aklimatyzacja w gronie seniorek trwała dość krótko, bo już w następnym roku skutecznie rywalizowałaś w turniejach w Ankarze, St. Petersburgu, czy Astanie. Pierwszy medal seniorski zdobyłaś jednak dopiero w 2011 roku…
NK: Niedługo po Młodzieżowych Mistrzostwach Europy pojechałam na turniej o Puchar Ukrainy seniorek. Jak to się u nas mówi trafiłam „z okrętu na bal” [rosyjskie powiedzenie oznaczające nagłą zmianę otoczenia, przejście z jednej rzeczywistości w drugą – przyp. JD] i po raz pierwszy wygrałam te zawody, wygrywając z dwoma bardziej ode mnie doświadczonymi rywalkami. Później kilka razy wygrywałam międzynarodowe turnieje, ale najlepszy wynik zanotowałam w 2011 roku podczas Mistrzostw Europy w Rotterdamie, gdzie zdobyłam brązowy medal.

- Wówczas w Rotterdamie przegrałaś ze Svetlaną Gnevanovą. To rywalka, która szczególnie Ci „nie leży”? Kilka razy boksowałyście ze sobą i za każdym razem wygrywała Rosjanka…
NK: W Rotterdamie boksowałam trzy razy i w półfinale skrzyżowałam rękawice z Gnevanovą. Jak dotąd rywalizowałam z nią kilka razy i za każdym razem przegrywałam. Svetlana jest bardzo niewygodną przeciwniczką Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja do rewanżu i uda mi się ją w końcu pokonać.

- Ubiegły rok był dla Ciebie mało szczęśliwy, bo mimo dobrej postawy przegrałaś po dobrych walkach dwie imprezy mistrzowskie. Najpierw w Bukareszcie podczas Mistrzostw Europy uległaś Bułgarce Sevdzie Asenovej, a w Jeju City podczas Mistrzostw Świata lepszą od Ciebie okazała się Madoka Wada z Japonii. Czego Ci zabrakło, by wygrać te walki?
NK: Tak, rzeczywiście. Byłam w dobrej formie na obu tych turniejach mistrzowskich, a mimo to nie udało mi się wywalczyć tytułu, ani nawet medalu. Na Mistrzostwa Europy jechałam z jasnym celem wywalczenia medalu! Niestety w ćwierćfinale po wyrównanej walce i dyskusyjnym, niejednogłośnym werdykcie przegrałam z Bułgarką. Jeśli chodzi o Mistrzostwa Świata w Korei, o moim wyniku zadecydował wysoki poziom zawodów. Wszystkie zawodniczki w mojej kategorii wagowej były bardzo mocne i każda z nich mogła wywalczyć złoty medal. Przegrałam z Japonką, która później wywalczyła brązowy medal. Mimo porażki byłam zadowolona z tego pojedynku, bo zrobiłam w nim wszystko, na co mnie stać.

- Jak wspomniałem, w międzynarodowej rywalizacji jesteś już od 7 lat. Pamiętasz jakie były początki Twojej przygody z boksem? Jak i gdzie to się zaczęło?
NK: Wcześniej trenowałam także kick-boxing, trzykrotnie zdobywając złoty medal Mistrzostw Ukrainy. Później podjęłam decyzję, by trenować boks i w 2008 roku po raz pierwszy pojechałam na Młodzieżowe Mistrzostwa Ukrainy, gdzie zdobyłam złoto. Tak to się wszystko zaczęło.
nat_knyaz02
- Wielu kibiców może dziwić, że tak drobna i piękna dziewczyna wybrała tak trudną i niebezpieczną dyscyplinę sportu… Nigdy nie żałowałaś tego wyboru?
NK: Nigdy niczego nie żałowałam. Bardzo podoba mi się boks. Już od dzieciństwa marzyłam by się czymś takim zajmować. Każdy powinien przecież robić to, co najbardziej lubi. Oczywiście, boks jest trudny dla dziewcząt i wiele osób, które widzą mnie po raz pierwszy, na początku nie wierzy, że trenuję tak niebezpieczną dyscyplinę sportu. I to mi się w nim najbardziej podoba. Na treningach jestem pięściarką a w życiu codziennym wesołą dziewczyną. Mogę Cię zapewnić, że jestem z tym szczęśliwa. Robię to, co kocham. Życie jest piękne.

- Co w takim razie robisz poza boksem? Jaka na co dzień jest Nataliya Knyaz?
NK: Jestem na studiach doktoranckich [tzw. aspirantura – przyp. JD] na katedrze Kierowania Projektami i Programami. Nie mam wiele wolnego czasu, bo ten zajmują mi niemal bez przerwy treningi i nauka. Ale oprócz tego lubię „wyskoczyć” zakupy, spędzić czas z przyjaciółmi, brać udział w sesjach fotograficznych – jednym słowem lubię aktywnie spędzać czas.

- Jak wygląda Twój sportowy rozkład dnia? Jak trenuje jedna z najlepszych zawodniczek kadry narodowej Ukrainy?
NK: Kiedy jestem na zgrupowaniu szkoleniowym, trenuje trzy razy dziennie, a kiedy w domu, to dwa razy. Wszystko zależy od tego czy przygotowuję się do jakichś zawodów, czy po prostu znajduję się w optymalnej formie fizycznej.

- Jak określiłabyś swój styl walki? Na jakich atutach opierasz swój boks? Masz jakieś wzory, inspiracje?
NK:  Każdy dobry pięściarz powinien posiadać duży arsenał techniczno-taktycznych umiejętności i już w trakcie walki, wybiera taką taktykę, która przyniesie mu zwycięstwo. Nie będę odsłaniać wszystkich swoich atutów, ale powiem, że w zależności od sytuacji staram się łączyć różne bokserskie style. Inspiracją są dla mnie dobrze przeprowadzone pojedynki a także bliscy mi ludzie, którzy wierzą we mnie i wspierają.
nat_knyaz01
- Nie mogę nie zapytać o sytuację jaka od wielu miesięcy panuje na Ukrainie. W jakim stopniu konflikt zbrojny, który ma miejsce na wschodzie Twojego kraju wpływa na sytuację ukraińskiego boksu? Jak wygląda kondycja finansowa i …moralna ukraińskich sportowców?
NK: W tej chwili sytuacja w naszym kraju jest bardzo ciężka i niewątpliwie wpływa to także na ukraiński sport. W związku z brakiem środków finansowych, nie możemy jak inne kraje wymieniać sportowych doświadczeń, wspólnie trenując z najlepszymi na świecie i występując w międzynarodowych turniejach. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości wszystko to się zmieni na lepsze.

- Jestem z Polski, więc chciałbym przy okazji zapytać o Twoje kontakty z naszym krajem? Boksowałaś kiedyś w Polsce? Pamiętam, że walczyłaś z Polkami. Znasz jakieś nasze zawodniczki?
NK: Polska to dla mnie kraj jak najbardziej rodzinny, ponieważ pochodzę z Drohobycza. Mój pradziadek był Polakiem, a rodzice do dzisiaj mieszkają niedaleko polskiej granicy. W Waszym kraju byłam wiele razy, począwszy od czasów dzieciństwa. Jeśli chodzi o boks to miałam kilka razy okazję spotykać się w ringu z Waszymi zawodniczkami. Po raz pierwszy boksowałam z Polką w 2009 roku w międzynarodowym meczu Polska-Ukraina w Grudziądzu, gdzie wygrałam z Martyną Letkiewicz. W 2012 roku, w innym meczu Ukraina-Polska, na naszym ringu, wygrałam z Angeliką Grońską. W tym samym roku rywalizowałam z Angeliką raz jeszcze na międzynarodowym turnieju w Nikołajewie, gdzie ponownie byłam lepsza.

- Czego mogę Ci życzyć na kolejne miesiące? W życiu sportowym i ..nie tylko.
NK: Jeśli chodzi o sport, to naturalnie możesz mi życzyć kolejnych pięknych zwycięstw. A w życiu – nie tylko moim – ale także wszystkich Ukraińców – najważniejsze jest teraz byśmy mieli pokojowe niebo nad naszymi głowami.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę, życzę wielu sukcesów i mam nadzieję, że zobaczymy się podczas zawodów w Polsce.
NK: Również bardzo dziękuję. Rozmowa z Tobą była przyjemnością.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

PAWEŁ PASIAK: ZROBIĘ WSZYSTKO, BY MOJE ZAWODNICZKI WYWALCZYŁY KWALIFIKACJE OLIMPIJSKIE

pasiak01

- Z trenerem kadry narodowej seniorek, Pawłem Pasiakiem, rozmawiamy po drugim zgrupowaniu reprezentacji w Sokółce. Jakie były najważniejsze cele Waszej wspólnej pracy?
Paweł Pasiak: Zgrupowanie zaczęliśmy od analizy badań, które przeprowadziliśmy w Instytucie Sportu w Warszawie i od razu zabraliśmy się do pracy nad tymi parametrami zawodniczek, które znajdowały się na bardzo niskim poziomie. Obciążenia oraz główny cel i charakter pracy na zgrupowaniu ustaliłem pod kątem budowania i kształtowania tego, w czym pojawiły się niepokojące braki. Dziewczyny miały wyraźnie powiedziane, że po Mistrzostwach Świata mają okres roztrenowania i odpoczynku, a ich organizm musi wrócić do poziomu wyjściowego. Po następnych badaniach będziemy wiedzieli skąd wystartowaliśmy, czy jest progres, co poprawiliśmy a nad czym jeszcze musimy popracować. Badania są ważnym wyznacznikiem w którym miejscu znajduje się każda z dziewcząt i nad czym powinna się w najbliższym czasie skoncentrować. Analiza składu ciała była dla niektórych reprezentantek zaskoczeniem ale mam teraz mocne argumenty, aby zmienić nie tylko obciążenia ale także metody i środki do pracy dla kadrowiczek w klubach.

- Czy jest Pan zadowolony z dyspozycji fizycznej, w jakiej kadrowiczki przyjeżdżały na zgrupowania? Po drodze była m.in. przerwa świąteczno-noworoczna, podczas której nie wszystkie pracowały na sali treningowej…
PP: Nie mam żadnych zastrzeżeń do dziewczyn, bo na zgrupowaniach prezentowały się prawidłowo, jak na tak długą przerwę w treningach. Ich limit wagowy także był prawidłowy, jak na ten okres przygotowań oraz porę roku. Moje zawodniczki stają się coraz bardziej świadome, co mnie bardzo cieszy, ale nie znaczy to, że wszystko jest pięknie – bo tak nie jest… Problemy są jednak po to, abyśmy je wspólnie rozwiązywali i szukali wyjścia z każdej sytuacji. Wszystko da się zrobić, wystarczy do każdej z kadrowiczek podejść indywidualnie, bo ta kadra jest bardzo zróżnicowana pod względem fizycznym, jak i mentalnym – osobowościowym.

- Jak wygląda aktualnie stan rywalizacji w najważniejszych w tym roku pięciu kategoriach wagowych [51, 54, 60, 64 i 75 kg - przyp. JD], które zobaczymy na Igrzyskach Europejskich w Baku?
PP: Dla mnie najważniejszą jest rywalizacja w trzech wagach olimpijskich. Jak wiadomo naszym głównym celem jest start w Mistrzostwach Świata w Astanie i walka o miejsce w kadrze rozgrywa się już tylko pomiędzy sześcioma zawodniczkami. W kategorii do 51 kg Ewelina Wicherska – Sandra Drabik, w 60 kg – Kinga Siwa powinna do końca walczyć z Anetą Rygielską, a w 75 kg -  Lidia Fidura z Elżbietą Wójcik. Tutaj nic już się nie zmieni. Do lutego 2016 roku nikogo więcej do tej rywalizacji nie przewiduję, ale później naturalnie wejdą do kadry młodsze dziewczyny. Niestety na Igrzyskach Europejskich w Baku nie zobaczymy Polki w wadze do 60 kg, gdyż Karolina Michalczuk, która wywalczyła kwalifikację, zrezygnowała z kadry narodowej po Mistrzostwach Europy w Bukareszcie. Reszta [Drabik, Wicherska, Siwa i Fidura - przyp. JD] mają przypisane miejsca w swoich wagach.

- Trudno o sukcesy i sportowy rozwój jeśli nie staje się do rywalizacji międzynarodowej. Mimo wstępnych zapowiedzi nie pojechaliście do Bułgarii na turniej Strandja. Gdzie i kiedy zatem zobaczymy Polski w międzynarodowych próbach?
PP: Bardzo żałuję, że nie pojechaliśmy do Bułgarii, bo udział w turnieju Strandja był elementem mojego wstępnego planu i jednym z ważniejszych startów, gdyż w Sofii wszystkie rywalki byłyby w podobnej do nas formie. Wiadomo, że po Mistrzostwach Świata prawie wszystkie ekipy odpoczywały. Co zatem planuję? W marcu do Cetniewa przyjedzie 10 reprezentantek Francji oraz dwie dobre Azerki – Yana Alexeyeva i Anna Alimardanova. Wiem, że również kadra Turcji jest bardzo zainteresowana współpracą z nami. Następnie 3 kwietnia wymagające Szwedki przetestują formę Rygielskiej, Siwej i Wójcik, a później czeka nas mecz z drużynami Niemiec i Rosji. Z Hamburga wrócimy prosto do Karlina na Mistrzostwa Polski i praktycznie dwa dni po ich zakończeniu wylecimy do Hiszpanii na turniej BoxAm”. W maju mamy zaplanowane zgrupowanie w Zakopanem, na które prawdopodobnie dojedzie ekipa Finlandii z rewelacyjną Mirą Potkonen. Zapewne po drodze pojawi się jeszcze jakiś zagraniczny start, po którym będziemy trenować na zgrupowaniu w Cetniewie, skąd wylecimy na Igrzyska do Baku.

- Wielu kibiców czeka na debiut seniorski Elżbiety Wójcik, najlepszej młodzieżowej zawodniczki świata minionego roku. Jak wygląda proces jej aklimatyzacji w nowych warunkach kadry narodowej seniorek?
PP: Ja także jestem ciekawy jej konfrontacji z rywalkami w normalnych warunkach turniejowych, a nie tylko na sparingach. Wiem na co Elę stać, jakie mam rezerwy i jakie słabe strony. Myślę, że od dawna ma w drużynie pewne miejsce. Zauważyłem, że dziewczyny przyjęły ją do kadry bez jakiegokolwiek „frycowego” – to dojrzałe dziewczyny i rozumieją, że wejście do kadry młodych zawodniczek to naturalny proces. Cieszę się, że – jak na razie – Ela Wójcik i Lidka Fidura mają ze sobą normalne relacje i jestem mile zaskoczony, kiedy widzę jak jedna drugiej stara się pomagać w zajęciach. Nieważne która z nich wygra rywalizację i na kogo postawię – muszą być w kadrze obie, bo tylko wówczas będę miał gwarancję dyscypliny i rywalizacji. Poza tym może – odpukać – zdarzyć się jakaś kontuzja, czy choroba i musimy mieć przygotowaną zmienniczkę na tym samym poziomie. Ela musi dorosnąć szybciej niż inne dziewczyny w jej wieku i być świadoma wszystkiego co robi w życiu, by nie „przespała” najlepszego czasu i nie zmarnowała wielkiego talentu. Ma bardzo dobrego trenera, Tomasza Różańskiego, któremu także zależy na jej dobrych wynikach. Reszta zależy od niej samej. Czas pokaże jak będzie. Czekają ją poważne konfrontacje i jestem pewien, że będzie sobie dobrze radziła także w boksie seniorskim. Pamiętajmy, że boksowała już z najlepszą zawodniczką świata wagi średniej Claressą Shields, ale zbyt szybko nie wymagajmy od niej wielkich rzeczy – dajmy jej czas, a będziemy mieli na pewno z Eli pociechę. Jeśli nie ja, to na pewno kolejny trener kadry narodowej będzie miał wielkiej klasy materiał nawet na następne Igrzyska Olimpijskie (2020 i 2024), bo to jest jak najbardziej realne.

- Kluczem do osiągania sukcesów w boksie olimpijskim jest odpowiednia współpraca z trenerami klubowymi. Jak wyglądają relacje na linii trener kadry-trenerzy klubowi?
PP: Jestem oczywiście w kontakcie z trenerami kadrowiczek i wiem, że nie każdy z nich jest do końca świadomy tego, co robi. Jednak na szczęście rozumiemy się w najważniejszych sprawach. Dziewczyny są różne – jedna pracuje za dużo a inna za mało, zaś jeszcze inna wymyśla sobie niestworzone cuda, czyli dziwne jednostki treningowe, nie mając pojęcia jakie mogą być tego następstwa. Czasem zawodniczki mylą okresy przygotowań… Wierzę, że trenerzy już panują nad tym, co robią one w klubach i idziemy w dobrym kierunku. Na pewno wszystkim nam zależy aby kadrowiczki były coraz lepsze. Widzę wielkie braki w technice, w repertuarze zachowań, w taktyce ale przez lata błędy te nawarstwiły się do tego stopnia, że w pewnym wieku bardzo ciężko się je eliminuje. Najgorsze są te, które wspomniane błędy robią automatycznie.To normalne dziewczyny, a nie gwiazdy. Jak powiedział kiedyś Damian Jonak, którego bardzo cenię za solidność i skromność, gwiazdy to mamy na tylko niebie. Jeżeli któraś z nich myśli, że osiągnęła szczyt, bo jest najlepsza w kraju, to niestety często przekłada się to później na złą pracę w klubie, gdzie jest zbytnio faworyzowana i na zbyt wiele sobie pozwala, a przecież musi być dokładnie odwrotnie – od mistrzyń wymagajmy dwa razy więcej! Kadrowiczki – jak dotąd – przyjeżdżają z klubów przygotowane i nie muszę im tu w tym temacie słodzić. Zresztą wchodzimy w okres, w którym treningowe oszustwo wyjdzie na wierzch szybciej niż ktokolwiek by się tego spodziewał.
pawel_pasiak02
- Konsekwentnie powtarza Pan, że kadra powinna być stopniowo odmładzana. Potwierdzają to Pana powołania na zgrupowania szkoleniowe reprezentacji. Jak wygląda najbliższe zaplecze kadry narodowej seniorek? Oglądał Pan zakończone w Grudziądzu Mistrzostwa Polski Juniorek…
PP: Odmładzanie kadry powinno odbywać się regularnie co cztery, a w niektórych wagach nawet co dwa lata. Zaplecze kadry seniorek, pod względem poziomu i doświadczenia, oceniam bardzo wysoko i za dwa-trzy lata będzie to bardzo mocna i młoda drużyna. Podejrzewam, że niektóre nasze seniorki po 2016 roku przejdą na sportową emeryturę i marzę o tym że jeśli miałoby to faktycznie nastąpić, to po ich starcie w Igrzyskach, bo stać je na to, by pojechać do Rio. Moim zdaniem nie należy inwestować w zawodniczki zamknięte w szablon i nie chcące lub nie potrafiące się rozwijać. Nie należy się bać dawać szanse młodym, boksersko „plastycznym” i głodnym sukcesu pięściarkom. Nie należy ich od razu rzucać na głęboką wodę ale co chwilę konfrontować z coraz mocniejszymi rywalkami. Wszystko po to, by w trakcie tej adaptacji ich nie stracić. Młode polskie zawodniczki są lepiej wyszkolone technicznie od swoich starszych koleżanek ale są słabsze fizycznie i łatwiej je mentalnie złamać w ringu. Młode pięściarki stanowią więc na zgrupowaniach cenne urozmaicenie i – z zyskiem dla obu stron – pomagają przygotowywać się starszym koleżankom, boksującym na dobrym, europejskim poziomie.

- Czyim pomysłem jest wspólna praca podczas zgrupowań kadr seniorskiej i młodzieżowej?
PP: Pomysł wspólnych zgrupowań sprawdził się po przygotowaniach juniorek do Mistrzostw Świata w Albenie w 2013 roku, kiedy to seniorki pomagały się przygotować młodszym koleżankom . Od tego czasu staram się przynajmniej 3 razy w roku spotykać się na wspólnych wyjazdach. Zanika wówczas przepaść pomiędzy seniorką i juniorką i myślę, że trenerzy klubowi nie mają zastrzeżeń do tego typu współpracy. Oczywiście pilnuję aby wszystkie konfrontacje były mądrze prowadzone a przewaga w ringu nie była przygniatająca.

- Jakie zawodniczki zwróciły Pana uwagę podczas Mistrzostw Polski Juniorek?
PP: Postawiłem na właściwe „konie” i złote medale wywalczyły te zawodniczki, po których się tego spodziewałem. Nie byłem pewien tylko wyniku rywalizacji Pauliny Gruchały z Ewą Białas i przed finałem postawiłem na tę pierwszą. Zaskoczeniem była dla mnie porażka Anety Gojko, która być może nie potrafiła odnaleźć się w narożniku, w którym zabrakło jej trenera i wychowawcy, Tomasza Potapczyka. Wszystkie kadrowiczki były zmęczone zgrupowaniami i przyjechały w różnej dyspozycji. Wyniki niektórych walk za jakiś czas mogły być więc odwrotne. Pamiętajmy, że była to pierwsza w tym roku impreza. Jeżeli złote medalistki utrzymają do końca roku przewagę nad rywalkami, to dopiero wtedy będą prawdziwymi numerami jeden. Pojawiły się także młode i zdolne, nikomu dotąd nie znane dziewczyny i to bardzo cieszy, tym bardziej, że nie są to raczkujące w boksie zawodniczki, tylko nieźle już poukładane pięściarki. Na razie Agata Kawecka, Justyna Walaś, Adrianna Jędrzejczyk, Ewa Białas, Paulina Gruchała, Weronika Zakrzewska i Larysa Sabiniarz to najważniejsze motory napędowe tej drużyny. Dobre warunki fizyczne i charakter ma Patrycja Mrozińska. Nie chciałbym tu nikogo faworyzować, bo wszystkie mnie miło zaskoczyły. Nie ja jestem selekcjonerem tej drużyny, ale przyznaję, że jestem pod jej wrażeniem. Dziwiły mnie komentarze niektórych trenerów, że ta, czy inna słabo wypadła. Prawdopodobnie żaden z tych panów nie zdawał sobie sprawy z tego, że to nie Mistrzostwa Polski są dla kadrowiczek najważniejszą w tym roku imprezą i robić szczyt formy na marzec byłoby największą głupotą trenera Potapczyka. Jego podopieczne mają być gotowe na Mistrzostwa Świata w Tajwanie.

- Liczył się Pan z powołaniem do reprezentacji Polski Aleksandry Sidorenko-Rutkowski, która m.in. dzięki Pana i prezesa PZB wstawiennictwu w Ministerstwie Sportu oraz Kancelarii Prezydenta RP otrzymała w styczniu polskie obywatelstwo. Tymczasem była mistrzyni Ukrainy wybrała zawodowy boks…
PP: Pani Sidorenko świadomie dokonała wyboru. Nie mam do niej żalu, ani pretensji – to jest jej prawo. Szkoda naszego czasu i energii, by pochylać się nad tą sprawą ale skoro już pojawiło się to pytanie, przedstawię swoją opinię. Myślę że pani Sidorenko nie rozumie znaczenia niektórych polskich słów, a tłumacz, którym w czasie naszych rozmów był jej mąż, być może tłumaczył jej tak, jak było mu wygodniej. Pani Aleksandra ma obok siebie słabego doradcę, który całkowicie nie ma pojęcia o boksie, porusza się w urojonej przez siebie „czasoprzestrzeni”, twierdząc że jego żona jest najlepszą pięściarką w Polsce i że na taką zawodniczkę powinna czekać zarówno reprezentacja naszego kraju, jak i odpowiednia wypłata, której nawet nasze reprezentantki nie miały i nie mają. Nie ma także pojęcia o biznesie, jakim jest boks zawodowy, tak samo jak nie wie na czym polegają mechanizmy panujące w boksie olimpijskim. Ani ja, ani PZB nie mieliśmy nigdy zamiaru rywalizować z zawodowymi promotorami i za wszelką cenę pilnować tego, by pani Sidorenko nie podpisała czasem profesjonalnego kontraktu. Fakty są takie, że pani Aleksandra nie skonfrontowała się z żadną naszą reprezentantką i nie jestem dzisiaj pewny tego, czy wygrałaby w Polsce rywalizację w wadze 60 kg. Tak, więc czy jest najlepsza – nie wiemy. Twierdziłem natomiast, że byłaby wzmocnieniem kadry i że mogłaby powalczyć o czołowe w niej miejsce. Dzisiaj zarówno ja, jak i prezes Zbigniew Górski, jesteśmy mądrzejsi i raczej nikomu więcej nie pomożemy w takim zakresie, jak to zrobiliśmy w przypadku przyznania obywatelstwa pani Sidorenko. Kto wie, czy nie zamknęła ona w ten sposób drogi do polskiej kadry kolejnym zawodniczkom i zawodnikom, którzy w przyszłości chcieliby reprezentować nasze barwy w boksie olimpijskim. Myślę, że pani Sidorenko – mimo długiej przerwy w startach – jest dzisiaj najlepsza na polskim zawodowym ringu i nie wierzę, by nasze dwie czołowe profesjonalne pięściarki skrzyżowały z nią rękawice. Nie jest to zresztą im do niczego potrzebne – przynajmniej na razie. Myślę, że będzie jej ciężko przekonać do siebie kibiców i rywalki, więc kariery z fajerwerkami tu nie wróżę. Polacy raczej zawsze będą kibicować Polkom, a nasze dziewczyny idą – jak na razie – dobrą drogą. Podejrzewam, że zderzenie z rzeczywistością pojawi się już po pierwszej wypłacie i marzenia o dużych pieniądzach zostaną tylko …marzeniami. Wielka szkoda że nie boksuje zawodowo Karolina Michalczuk, bo śmiem twierdzić, że bez problemów pogodziłaby całe europejskie towarzystwo w limicie od 57 do 64 kg. Zamykając temat – szkoda, ze pani Sidorenko zamknęła sobie drogę w boksie olimpijskim ale szanuję jej wybór i życzę kariery o jakiej marzy. Żeby jednak wymagać czegoś od PZB i kadry narodowej, należy na to wcześniej zapracować i udowodnić w ringu, że jest się numerem jeden, bo nasze dziewczyny ciężko na to pracują. Nie ma sensu w kolejnych wywiadach wracać do tej sytuacji. Wszyscy jesteśmy mądrzejsi o kolejne doświadczenie, a czy wybór pani Aleksandry był słuszny pokażą czas i ring. Przy okazji dodam, że w związku z powyższym przypadkiem oraz polityki światowej centrali boksu olimpijskiego, prezes i zarząd PZB podjęli decyzję bezwzględnie zakazującą zawodniczkom i zawodnikom, będącym w zainteresowaniu trenerów kadr narodowych, wszelkich kontaktów sportowych z boksem zawodowym. Oznacza to w praktyce m.in. zakaz wspólnych treningów i sparingów z profesjonałami.
pawel_pasiak01
- Kluczem do zdobycia kwalifikacji olimpijskiej będzie sukces w Mistrzostwach Świata w Kazachstanie, które odbędą się już w lutym 2016 roku. Z uwagi na nietypowy termin będzie trzeba zmienić harmonogram przygotowań…
PP: Jeżeli chodzi o przygotowania do Mistrzostw Świata w 2016 roku, to plan został ułożony już w listopadzie 2014 roku. Oczywiście ulegnie on na pewno jakimś korektom, bo dzisiaj nie wiemy z kim będziemy współpracować w drugiej połowie roku. Chęć wspólnej pracy zadeklarowało kilka federacji ale o datach i konkretach za wcześnie by tu mówić. Więcej będzie wiadomo w okresie wakacji. Na pewno lutowy termin jest niewygodny dla wszystkich i dość wczesny, więc okres Świat Bożego Narodzenia będzie bardzo pracowity. Chciałbym na tę imprezę zabrać co najmniej sześć zawodniczek z kategorii od 48 do 60 i 75 kg. Co do reszty wag, jak np. 64 i 69 kg – czas pokaże. Dziewczyny wiedzą czego od nich wymagam i że to jest już ostatnia prosta. Jestem mądrzejszy o te 2 lata pracy z kadrą i nie wiem, że nie należy robić niczego za wszelką cenę. Jeżeli zawodniczki będą stosowały własne plany, metody, terminy, czy też będą pracowały na pół gwizdka lub nie będą rozumiały podstawowych pojęć, jak np.: trening, odpoczynek, szczyty formy, roztrenowanie, odnowa biologiczna kompleksowa a operacyjna, obciążenie, intensywność, mikrocykl itp., to będziemy dalej stopniowo wymieniać kadrę. Nieświadoma zawodniczka porusza się jak we mgle, stosując stale metodę prób i błędów. Tu coś usłyszy, tam coś usłyszy, uprawia pięć dyscyplin sportu na raz i czasem jest w swoim klubie także trenerem. Nie tędy droga! Nieświadomym z własnego wyboru i własnej niechęci do nauki należy dziękować, szukać zamienników i dalej pracować. Praca nad parametrami sprawności to jedno, zaś praca nad wyeliminowaniem błędów i brakami w technice to drugie. Analiza startów, łącznie z analizą każdej rundy, czy obrazu walki z tą samą przeciwniczką w różnych okresach i na imprezach różnej rangi to trudne zadanie, wymagające czasu i zaangażowania od zawodniczki i trenerów klubowych. Ilu z nich tak naprawdę to robi? Nie wiem. Przeanalizowanie postępów tylko jednej zawodniczki to dla mnie praca na kilkanaście wieczorów. Oglądam dwie najważniejsze walki sparingowe i 2-3 walki turniejowe, analizuję wyniki zawodniczki z ostatnich 2 lat, oceniam jej przygotowania, to co robiła tylko w kadrze, czego zabrakło w technice, taktyce, przygotowaniu fizycznym, czy mentalnym. Mam dobry materiał do analizy pod kątem progresu lub regresu, obrania kolejnego kierunku pracy z zawodniczką – indywidualnie oraz w drużynie. Wiem z kim co mogę realizować a czego nie, jakiej sparingpartnerki potrzebują moje zawodniczki, jakich metod, startów i w jakim czasie można wyeliminować błędy. Musimy pamiętać, że są zawodniczki, które budują formę przez starty, bez względu na ich wynik i są takie, które starty niszczą i należy je monitorować, nie jeździć z nimi gdzie się tylko da, aby walczyć jak najwięcej i byle gdzie. Jestem przeciwnikiem umieszczania nagrań wideo z treningów i walk w internecie. Ci, którzy nas podglądają są od dawna o krok przed nami a dysponując prezentami w postaci takich materiałów nawet o dwa. Bierzmy przykład z najlepszych na świecie. Wątpię czy któryś z trenerów kadrowiczek przeanalizował przynajmniej pierwszą trójkę zawodniczek na świecie w wadze swojej zawodniczki. Nie wymagajmy od naszych dziewczyn cudów, tylko patrzmy realnie na siebie i na świat. Szacujmy mądrze szanse i nie nakładajmy dodatkowej presji wyniku, pracujmy regularnie – nie zawsze ciężko – a będzie dobrze, bo nasze reprezentantki pokazały podczas ostatnich Mistrzostw Świata swoją wartość. Jestem pozytywnie nastawiony do kolejnego sezonu ale uważam, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić o kwalifikacjach do Igrzysk w Rio. Jest to główny cel, zarówno mój, samych dziewczyn, jak i PZB, więc zrobię wszystko, by takie kwalifikacje wywalczyć.

- Czego możemy życzyć kadrze narodowej w ostatnich miesiącach przed Rio de Janeiro? Macie wszystko, czego potrzeba, by właściwie przygotować się do walki o kwalifikacje olimpijskie?
PP: Proszę życzyć dziewczynom spokoju, chłodnej głowy i braku kontuzji. A czy wszystko mamy? Mam nadzieję, że tak ale to pytanie raczej nie do mnie.

- Serdecznie dziękuje za rozmowę i życzę udanego sezonu na międzynarodowych ringach.
PP: Również dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam wszystkich kibiców-czytelników serwisu.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

AGATA KAWECKA: MÓJ NAJWIERNIEJSZY „FANCLUB” TWORZĄ RODZICE

agata_medal

- Przyjmij proszę gratulacje. W znakomitym stylu wygrałaś Mistrzostwa Polski Juniorek, po raz kolejny udowadniając, że jesteś jedną z najlepszych polskich pięściarek młodego pokolenia. Jak oceniasz swój występ w grudziądzkim turnieju?
Agata Kawecka: Dziękuję bardzo. Turniej w Grudziądzu był moim pierwszym turniejem juniorskim. Chociaż nie miałam okazji aby stoczyć trzy całe pojedynki, to starałam się pokazać z jak najlepszej strony i mam nadzieję, że to mi się udało, a więc turniej uważam za bardzo udany.

- Dopiero co zadebiutowałaś w gronie młodzieży (youth) i od razu stanęłaś na najwyższym stopniu podium krajowych mistrzostw. Zresztą złote medale zdobyło w Grudziądzu aż sześć zawodniczek mających 17 lat. Nie ma więc chyba zbyt wielkiej różnicy poziomu pomiędzy rywalizacjami juniorek (dawniej zwanych kadetkami) i młodzieżą…
AK: Uważam, że nie ma zbyt dużej różnicy w poziomie między najlepszymi juniorkami a najlepszymi zawodniczkami z grupy youth. Udało nam się udowodnić, że wkraczając dopiero w wiek juniorski, można zdobywać medale w krajowych mistrzostwach. Duża przepaść w poziomie jest natomiast dopiero między młodzieżą a kadrą seniorek, której zawodniczki mają dużo większy staż oraz większe doświadczenie.
agata02
- Mimo zaledwie 17 lat jesteś utytułowaną zawodniczką, która odnosiła już także sukcesy podczas międzynarodowych turniejów mistrzowskich. Który z medali oceniasz wyżej? Brąz Mistrzostw Świata w Albenie, czy srebro Mistrzostw Europy w Asyżu?
AK: Medal Mistrzostw Świata jest dla mnie cenniejszy, choć medal Mistrzostw Europy nie przyniósł wcale mniej radości. Mistrzostwa Świata były moim pierwszym występem międzynarodowym i co najważniejsze – szczęśliwym, dlatego wiążę z tym medalem większe uczucia. Na podium stałam obok Ebonie Jones, z którą miałam później okazję boksować, co też miło wspominam.

- W Asyżu mogłaś być trzecią polską mistrzynią Europy. Czego wówczas zabrakło by pokonać wspomnianą przez Ciebie Angielkę Ebonie Jones?
AK: Moim zdaniem zabrakło jeszcze doświadczenia, które cały czas zdobywam. Na pewno dzięki tej walce zdobyłam więcej umiejętności, co mam nadzieję, będzie procentować w następnych imprezach.
agata03
- Przed nami bardzo bogaty w wydarzenia sezon z Mistrzostwami Świata włącznie. Jakie są Twoje najbliższe sportowe plany, marzenia?
AK: Czeka mnie na pewno ciężka praca. Już 17 marca wyjeżdżamy wraz z kadrą na międzynarodowy turniej Queens Cup do Niemiec, co będzie ważnym sprawdzianem przed Mistrzostwami Świata. W maju odbędą się wspomniane Mistrzostwa Świata, a w sierpniu Mistrzostwa Europy. Moim marzeniem jest oczywiście przewiezienie zarówno z Tajwanu, jak i z Węgier złotego medalu, na co bardzo ciężko pracuję.

- Swoją przyszłość wiążesz z uprawianiem boksu? To bardzo trudna dyscyplina sportu. W jaki sposób w ogóle trafiłaś na salę bokserską?
AK: Z boksem nigdy nie chciałabym się rozstawać, chociaż nigdy nie wiadomo jak potoczy się życie. Mimo iż boks to dużo wyrzeczeń i ciężka praca, to nie umiałabym z niego zrezygnować. Na salę trafiłam przypadkiem. Szukając dodatkowego zajęcia chciałam zapisać się na taniec breakdance, lecz pan ,który prowadził te zajęcia powiedział mi, że to nie jest zajęcie dla dziewczyn, więc dalej szukałam jakiegoś sportu, co skończyło się dla mnie bardzo dobrze. W końcu moja sąsiadka wyciągnęła mnie na pierwszy trening bokserski i tak już leci trzy i pół roku. Moi rodzice byli na początku nastawieni sceptycznie, bali się o swoją ukochaną córkę, ale zawsze mnie wspierali i są moim najwierniejszym „fanclubem”.

- Od początku swojej kariery trenujesz pod okiem Józefa Warchoła. Jak wyglądają Twoje codzienne zajęcia w klubie?
AK: Współpraca z trenerem Józefem Warchołem układa się bardzo dobrze. Nie zawsze jesteśmy tego samego zdania, ale zawsze dochodzimy do porozumienia, co w sporcie jest najważniejsze. Józef Warchoł nie jest moim jedynym trenerem – słowa szacunku należą się również mojemu drugiemu trenerowi, Ireneuszowi Graczykowi, który również traktuje mnie jak rodzinę.
agata01
- Na tym etapie Twojej kariery możemy mówić o jakichś szczególnie mocnych stronach? Jakie są atuty Agaty Kaweckiej? I nad czym musisz pracować najpilniej, by podnosić poziom…
AK: Uważam, że moją mocną stroną jest determinacja, wola walki oraz psychika. Pracy jest jeszcze bardzo dużo, zawsze znajdą się błędy techniczne, nad którymi cały czas pracuję, aby z dnia na dzień – małymi kroczkami – zbliżać się do celu.

- Znamy Cię coraz lepiej z ringowych „wyczynów”. Powiedz jednak jaką jesteś poza ringiem, salą bokserską. Jakie masz zainteresowania, pasje. Czym żyjesz poza sportem?
AK: W czasie wolnym, choć nie ma go zbyt wiele, staram się nadrabiać zaległości w szkole oraz spotykać się z przyjaciółmi, którzy zawsze mnie wspierają i są moimi wiernymi kibicami. Chciałabym im za to bardzo serdecznie podziękować. Uwielbiam spędzać czas na świeżym powietrzu oraz relaksować się przy ulubionej muzyce. Gdy tylko znajdę wolną chwilę spędzam ją w kuchni, piekąc różnego rodzaju ciasta i ciasteczka, co sprawi mi ogromną frajdę.

- Masz jakieś życiowe wzory, inspiracje? Niekoniecznie ze świata sportu…
AK: Moimi wzorami są Rodzice, którzy zawsze potrafią znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, podporządkowali swoje życie mojej pasji, zawsze mi pomagają i służą rada. Są osobami, które zawsze chcą dla mnie najlepiej.

- Dziękuję serdecznie za rozmowę i mam nadzieję, że z turnieju na turniej Twoja klasa sportowa będzie rosła a my będziemy dopisywali kolejne sukcesy do Twojego sportowego dossier.
AK: Również dziękuję i pozdrawiam wszystkich miłośników boksu. Bardzo przyjemnie było usłyszeć tyle miłych słów. Mam nadzieję, że uda mi się dostarczyć jeszcze wielu pozytywnych emocji.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

ADRIANNA JĘDRZEJCZYK: WIARA W SIEBIE I SPOKÓJ DUCHA TO KLUCZE DO SUKCESU

adrianna01

- Ada, gratuluję znakomitego występu w Mistrzostwach Polski Juniorek. Złoty medal wywalczony w nowej kategorii wagowej i wiekowej, mnóstwo komplementów ze strony obserwatorów, no i nagroda za stoczenie najlepszej walki finałowej. Jest mnóstwo powodów do radości…
Adrianna Jędrzejczyk: Dziękuję bardzo! Owszem start w juniorkach oraz zmiana kategorii wagowej były kolejnym wyzwaniem w mojej sportowej karierze, a jak wiadomo stawianie sobie nowych celów to motto każdego sportowca. Oczywiście jest mnóstwo euforii po stoczonych pojedynkach, wspomniana nagroda za najlepszą walkę i nie ukrywam że eksploduje ze mnie szczęście po tych mistrzostwach. Jednak turniej już się zakończył, a teraz należy wracać do pracy. Myślę że już trochę ochłonęłam, zregenerowałam się i mogę kontynuować moją przygodę…

- Rozumiem, że Twoja „wizyta” w limicie wagi lekkiej nie jest chwilowa?
AJ: Nie, absolutnie. Chciałabym już systematycznie startować w tej wadzę, dobrze się w niej czuję, a po za tym jest to kategoria olimpijska.

- Opowiedz o samym turnieju. Stoczyłaś w sumie trzy walki. W dwóch pierwszych przypadkach niektórzy zastanawiali się czy aby nie oszczędzasz swoich rywalek, bo Twoja przewaga była olbrzymia…
AJ: Tak, zgadza się. W każdym pojedynku miałam konkretny plan do zrealizowania. Trener chciał abym „przećwiczyła” to, czego się nauczyłam. Boks to nie jest bijatyka, tylko szermierka na pięści, dlatego należy być bardzo skupionym i zaangażowanym, bo sztuką jest nie zostać trafionym.

- W finale zmierzyłaś się z Weroniką Zakrzewską, którą doskonale znałaś ze zgrupowań kadry narodowej. Jaką taktykę przyjęliście z trenerem na ten pojedynek i jak wyglądała ringowa rzeczywistość?
AJ: Na zgrupowaniach kadry narodowej mierzyłam się z Weroniką nie raz. Jest to bardzo dobra zawodniczka, również Mistrzyni Europy z Asyżu, dlatego już przed walką wiedziałam, że będzie to mój najcięższy pojedynek. Przede wszystkim musiałam zachować „zimną głowę”, maksymalne skupienie i wiarę w zwycięstwo.. Nie było łatwo, nigdy nie jest.

- W polskim boksie olimpijskim bardzo rzadko dochodzi do zmian barw klubowych. Dlaczego przeszłaś ze Skalnika Wiśniówka do RUSHH Kielce?
AJ: RUSHH Kielce jest moim klubem macierzystym, w którym nauczyłam się podstaw boksu. Niestety kiedy tam zaczynałam nie funkcjonowała jeszcze sekcja dziewczyn, dlatego wyjazdy na zawody były poza moim zasięgiem. Wtedy chwilowo przeniosłam się do Wiśniówki, gdzie miałam pierwsze starty. Teraz, kiedy otworzyłam czwarty rok z boksem i rozpoczęłam naukę w Liceum, ciągłe dojazdy za miasto byłyby niemożliwe. Na szczęście boks kobiet w Kielcach zyskuje coraz większą popularność, co skłoniło trenera Grzegorza Nowaczka do pracy również z sekcją żeńską. Dlatego teraz jestem tutaj i jest wspaniale.
adrianna02
- W ubiegłym sezonie przebojem weszłaś nie tylko do czołówki krajowej, ale i zawojowałaś europejski ring zdobywając złoty medal Mistrzostw Starego Kontynentu. Dostrzegasz jakiś moment przełomowy w swojej karierze? Kiedy uwierzyłaś, że możesz realizować najwyższe cele?
AJ: Poprzedni sezon był jak najbardziej udany. Kiedy wróciłam z Mistrzostw Europy, uświadomiłam sobie, że ten olbrzymi stres, mnóstwo wątpliwości związanych ze startem, setki wyrzeczeń oraz niewiarygodnie ciężka praca – to wszystko jest do zniesienia, ponieważ to, co człowiek czuje kiedy marzenia się spełniają jest po prostu piękne.

- Jakie są najmocniejsze strony Adrianny Jędrzejczyk? Na jakich elementach bazujesz w swoim boksie?
AJ: Musimy mieć wytrwałość oraz dużo pokory. Wiara w siebie i spokój ducha to klucze do sukcesu.

- W tym roku byłaś już na dwóch zgrupowaniach szkoleniowych w Sokółce. Młodzieżowa kadra narodowa miała tam okazję trenować wspólnie z najlepszymi seniorkami. Jakie korzyści wyniosłaś z tego doświadczenia?
AJ: Przeszłam dwa bardzo ciężkie zgrupowania. Na tym drugim miałam okazję sparować z Laurą Grzyb, a także doskonalić technikę z Eweliną Wicherską, czy Angeliką Grońską. Oczywiście są to zawodniczki które do każdego zadania podchodzą bardzo profesjonalnie, dobrze jest brać z nich przykład!

- Masz jakąś ulubioną zawodniczkę? W kraju lub zagranicą? Czyjś boks Cię inspiruje?
AJ: Tak, jak już kiedyś wspominałam w poprzednich wywiadach, nie mam ulubionych wzorów sportowych. Bardzo lubię styl walki Sandry Drabik. Jej boks jest na bardzo wysokim poziomie, choć kilka lat temu zaczynała od kickboxingu. Pomimo przeszkód z różnych stron inspiruje mnie jej wola walki o siebie, o to co jest dla niej ważne.

- Jakie miejsce w Twoim życiu zajmuje boks? Masz mnóstwo obowiązków szkolnych, potrzebę utrzymywania kontaktów towarzyskich z rodziną i przyjaciółmi. Jak to wszystko pogodzić, aby nadal być mistrzynią, a przy tym być szczęśliwym, młodym człowiekiem?
AJ: To prawda – kosztuje mnie to mnóstwo pracy. Rzadko kiedy wyjdę gdzieś spotkać się z przyjaciółką, już nie mówiąc o imprezach, które nie wchodzą w grę kiedy jest się sportowcem. A szkoła… Jak tylko mogę, zabieram ze sobą podręczniki na wyjazdy, zgrupowania. Mam wyrozumiałych nauczycieli, którzy mnie wspierają i super klasę, która służy pomocą. Coś za coś – nie można mieć w życiu wszystkiego. Boks to moja odskocznia od codzienności i to z niej czerpię najwięcej radości. Kocham to, co robię i przez to, że mam tak dużo obowiązków umiem na co dzień doceniać inne rzeczy i cieszyć się z każdej „drobnostki”. Kiedyś ktoś powiedział, że życie jest piękne tylko trzeba o nie walczyć…

- A jak jest z motywacją do pracy? W końcu jesteś złotą medalistką mistrzostw kraju i Europy, wygrywasz walkę za walką…
AJ: Bywają chwile słabości, zwątpienia, bo w końcu jestem tylko człowiekiem ale tak, jak mówię przyjemność sprawia mi sam wysiłek, a kiedy już się tak do tego podchodzi, to sukcesy przychodzą same.

- Jakie są Twoje sportowe plany i marzenia na 2015 rok?
AJ: Bardzo chciałabym wystąpić na największej tegorocznej imprezie, jaką będą Młodzieżowe Mistrzostwa Świata na Tajwanie. To by było coś! Ale póki co czeka mnie trening, trening i jeszcze raz trening – temu poświęcam najwięcej uwagi, ponieważ – wbrew pozorom – mam sporo zaległości.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że będzie okazja by niebawem komentować Twoje kolejne sukcesy. 
AJ: Również bardzo dziękuje i pozdrawiam wszystkich czytelników.

Rozmawiał: Jarosław Drozd
Fot. Zbigniew Górski

IGOR JAKUBOWSKI: W TRAKCIE WALKI NIE MYŚLĘ O NOKAUCIE. TU DZIAŁA INSTYNKT I PODŚWIADOMOŚĆ

jakubowski_wsb

- Można powiedzieć, że Twoja walka z Elberem Passosem chyba już się zaczęła, bo spotkaliście się na ceremonii ważenia. Jak wyglądało to Wasze „face to face” Takie sytuacje to dla Ciebie ważny element rywalizacji?
Igor Jakubowski: (śmiech) Tak, spotkaliśmy się już na ważeniu i „face to face” było. W takich sytuacjach nigdy pierwszy nie odpuszczam. Ten pierwszy kontakt jest oczywiście ważny, ale resztę zawsze weryfikuje ring, umiejętności, dyspozycja dnia i odporność psychniczna.

- Wrócę jeszcze do walki w San Juan. Czy Portorykańczyk Michael Narvaez był tak mało odporny na ciosy, czy Twoja moc jest już na tyle wielka, że będziesz przewracał rywali w doborowej – jakby nie było – lidze WSB?
IJ: Nie mam pojęcia jaka była odporność na ciosy Narvaeza, ale trafiłem go szybkim prawym sierpem nad lewą ręką w tempo i Portorykańczyk zjechał. W ringu boksuję raczej z luzu i dynamicznie, a mniej skupiam się nad siłą uderzenia. Można być silnym, a mieć rozregulowany celownik. Myślę, że biję celnie i dynamicznie, a jak wiadomo szybkość zabija. W trakcie walki nie myślę nigdy o nokaucie – tu musi zadziałać instynkt i podświadomość tego, co się robiło na treningach i wtedy cios wyjdzie.

- Patrząc na Elbera odnoszę wrażenie, że wygląda na dobrze przygotowanego fizycznie. Ma bardziej sportową sylwetkę od Portorykańczyka. Tak, jak i Ty przeszedł stopniowo z 75 kg do 91 kg. Macie podobne marzenia – o Igrzyskach Olimpijskich, a te Brazylijczyk ma w 2016 roku w swoim kraju. Będzie zapewne bardzo zmotywowany. Jak go jutro ograć?
IJ: Ciemnoskórzy zawodnicy mają chyba genetycznie dobrą sylwetkę, ale widać, że Elber jest w formie. Gdyby nie był, to pewnie nie przyjeżdżałby do Polski „na obicie” mając za sobą takie doświadczenie. Jak go ograć? Szybka lewa ręka, lotne nogi, dystans i kontrowanie gdy się za bardzo rozpędzi. Zresztą i tak w ringu będzie pewnie wyglądało to trochę inaczej, ale jestem pewny siebie i wiem, że spokojnie jestem w stanie z nim wygrać.

- To będzie Twoja trzecia walka na zasadach WSB (po Ukrainie i Portoryko – przyp. JD). Dopiero budujesz swoją pozycję, testujesz swoje możliwości na tle rywali, którzy są na bokserskim dorobku. Podglądasz już teraz tych najlepszych z wagi ciężkiej w WSB? Savona, Levita… Kiedy będziesz w stanie z nimi nawiązać walkę o zwycięstwo?
IJ: Ciężko jest mówić o kimś z kim nie stało się w ringu, więc kiedy znajdę się sam na sam z Savonem, czy Levitem w klatce, wtedy będę mógł powiedzieć więcej o mojej pozycji w szeregu. Zbieram doświadczenie, na razie ten mój rekord to 2-0 i to zero z tyłu chcę żeby było jak najdłużej. I tak jestem zadowolony z postępów jakie zrobiłem pod okiem mojego trenera Andrzeja Goińskiego, który jest dla mnie jak drugi ojciec, bo przecież minął dopiero rok i 3 miesiące jak wróciłem po rocznej przerwie do boksu. Na moim przykładzie widać, że jak się czegoś bardzo chce, to można nawet góry przenosić. Wiem, że z walki na walkę jestem lepszy i wiem, że jestem w stanie zdobyć kwalifikację na Igrzyska do Rio de Janeiro.

- Na moment wrócę do Twojej walki z Niemcem Albonem Pervizajem w Karlinie. Jak z perspektywy czasu ją oceniasz? Czy to był zimny prysznic, jakiego potrzebuje czasem sportowiec, by nie stać w miejscu i stale się rozwijać? Jako mistrz Unii Europejskiej byłeś faworytem, a jednak przegrałeś z młodszym rywalem. Odniosłem wrażenie, że brakowało Ci tam momentami kondycji… W WSB boksujecie po 5 rund a Twoja walka – ostatnia w meczu – może czasem okazać się decydującą dla wyniku całego meczu…
IJ: Chcę szybko zapomnieć o tamtej walce, bo można powiedzieć, że był to wypadek przy pracy, przy czym nie odbieram tu umiejętności Pervizajowi, bo jest świetnym zawodnikiem. Dwa tygodnie przed meczem zachorowałem na grypę jelitową i z normy 92 kg moja waga spadła do 88 kg. Myślałem, że już będzie OK i wrócę do formy ale na trzy dni przed meczem znowu mnie złapał jakiś wirus i byłem wypompowany na maksa. Ta walka to może nie tyle zimny prysznic, co kolejne doświadczenie. Nie było zastępcy w mojej wadze na mecz z Niemcami, a z drugiej strony jestem czasem nad-ambitny i udawałem, że wszystko jest w porządku. Ostatnia walka w San Juan zadziałała na mnie motywująco i tak jak udało mi się zdobyć punkt dla „Husarii” w Portoryko, tak samo będę chciał wygrywać każdą walkę w WSB, ale z tą różnicą, że wynik z 4:0 będę nakręcał na 5:0.

- Ostatnia kwestia. Co będziesz robił w ostatnich godzinach przed walką? Jak się będziesz koncentrował?
IJ: Nie mam jakichś swoich rytuałów przed pojedynkami. Słuchawki na uszy, dobra nuta i <lecimy tutaj>. Przed samą walką koncentracja, ale bez spinki – bardziej na luzie, czyli żarty z chłopakami w szatni a potem oczekiwanie na rezultaty wcześniejszych walk.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

DAMIAN KIWIOR: JEŚLI JUTRO POKAŻĘ INTELIGENTNY BOKS, TO WYGRAM

kiwior_waga

- Jak to było z Twoją porażką w San Juan w meczu z Puerto Rico Hurricanes? W jakich kategoriach mamy ją oceniać? To był pech, zła decyzja sędziów, kondycja zawiodła, czy może ta waga z limitem 64 kg znowu trochę przeszkadza Ci w boksowaniu?
Damian Kiwior: Ciężko powiedzieć, bo wszedłem do ringu trochę nie rozgrzany i być może troszkę mnie przytkało, aczkolwiek w piątej rundzie wcale nie czułem się źle. Z drugiej strony nie chciałem ryzykować i wdawać się w bijatykę, bo z tego co mi trenerzy mówili przed piątą rundą wygrywałem. Wiadomo jak u mnie jest z łukami brwiowymi, więc nie chciałem narażać się na niepotrzebną kontuzję, gdyż teraz mamy napięty grafik meczów. Co do limitu wagi, czyli 64 kg, to teraz osiągnąłem go bardzo mądrze. Trzymam tę wagę od dłuższego czasu i mam nadzieję, że przyniesie to efekty.

- Może dodamy jeszcze jeden element, np. że Damian Kiwior lepiej boksuje w Polsce niż zagranicą? Wiadomo, że każdy lubi walczyć słysząc doping własnych kibiców – to wzmacnia, motywuje, uskrzydla…
DK: Wiadomo, że nie ma to jak mieć za sobą kibiców i dlatego cieszę się, że jutro pokażę się na ringu we Włocławku. Mam miłe wspomnienia z tego miasta. Ale wiadomo, że gdzie by się nie boksowało, wszędzie trzeba dać z siebie wszystko i zamykając temat tamtego meczu myślę, że w Portoryko zrobiłem to, co do mnie należało.

- Co trzeba zrobić by jutro wygrać z Argentyńczykiem Ronanem Sanchezem? Wiesz jak boksuje rywal? Oglądałeś jego walkę z Adilem Aslanovem?
DK: Na pewno muszę pokazać inteligentny boks. Dużo wraz ze sztabem szkoleniowym nad tym pracowałem i wiem, że stać mnie na to, by nie zostawić wątpliwości sędziom kto powinien wygrać tę walkę. Oglądałem kilka walk Argentyńczyka. To ofensywny zawodnik ale myślę, że siła fizyczna będzie bardziej atutem moim niż Sancheza.

- Co dalej? Dasz radę boksować co 2 tygodnie po 5 rund? Liga WSB to wielkie sportowe wyzwanie, bo prócz wysiłku meczowego dochodzą jeszcze męczące podróże…
DK: Tak, dam radę! Jestem głodny boksu i walk w tych rozgrywkach. Jeśli zdrowie pozwoli chcę walczyć i wygrywać z każdym rywalem jaki stanie na mojej drodze.

- Jak wyglądało wasze, czyli Twoje i Sancheza, spotkanie na ceremonii ważenia? To dla Ciebie ważne jak zachowują się rywale w takich momentach?
DK: Lubię ten moment kiedy staję na przeciwko mojego przeciwnika i patrzę mu w oczy. Jest wtedy taka pozytywna adrenalina. To element walki psychologicznej, która toczy się już od konferencji prasowej, aż do ogłoszenia werdyktu. Oczywiście nie lekceważę Argentyńczyka, bo każdego rywala szanuję i wiadomo, że to jest boks, gdzie wszystko się może wydarzyć ale …Kiwior jutro wygra.

- Najlepszy zawodnik z jakim jak dotąd boksowałeś w lidze WSB to…
DK: Kubańczyk Yasnier Toledo i Meksykanin Juan Pablo Romero, ale jeśli miałbym wskazać na jednego, to zdecydowanie byłby to Kubańczyk.

- 5 rund czy 3 rundy? Jaki dystans walki najbardziej Ci odpowiada i dlaczego?
DK: Wolę boksować 5 rund, ponieważ trzeba więcej myśleć w ringu, inaczej ustalać taktykę, aczkolwiek nie ma to dla mnie większego znaczenia czy boksuje 3 czy 5 rund, bo w sumie każdy dystans ma swoje plusy.

- No i na koniec jeszcze trenerski temat. Macie w narożniku dwóch bardzo doświadczonych ale i zarazem głodnych sukcesów trenerów. Jak wyglądają stosunki międzyludzkie w „Husarii” między zawodnikami a szkoleniowcami?
DK: Bardzo dobrze dogadujemy się z trenerami. W ekipie panuje bardzo dobra fajna atmosfera. Z trenerem Jurkiem Baranieckim już dość długo współpracuję i wiedziałem, że jest bardzo dobrym szkoleniowcem, natomiast z trenerem Zbyszkiem Raubo się nie znałem, więc ciężko było go oceniać. Ale teraz mogę już śmiało powiedzieć, że z każdym dniem widzę jak zmienia mnie boksersko. Jakby to trener Raubo powiedział: „nie ja ciebie zmieniam, tylko ty zmieniasz swój styl boksowania”, ale na pewno ma bardzo duży wkład w nasz rozwój i uczy nas wielu przydatnych boksersko rzeczy.

- Co będziesz robił w ostatnich godzinach przed jutrzejszą walką? Jak się będziesz koncentrował?
DK: Będę standardowo słuchał muzyki i psychicznie nastawiał się jakby to była najważniejsza walka w mojej karierze.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

KINGA SZLACHCIC: OBECNIE SKUPIAM SIĘ NA BOKSIE. TO ON JEST PRIORYTETEM

kinga_mp1

- Powoli kończy się pierwszy rok Twoich startów w gronie seniorek. Kiedy zaczynałaś sezon mało kto Cię znał i doceniał, ale z biegiem czasu stałaś się zawodniczką rozpoznawalną, której ringowa postawa budzi szacunek. Jak z Twojej perspektywy wyglądała ta sportowa przemiana?
Kinga Szlachcic: Przede wszystkim bardzo się cieszę, że na dzień dzisiejszy nie jestem już całkiem anonimowa i przeżyłam swój „pierwszy raz” trenując razem z najlepszymi pięściarkami w kraju podczas zgrupowania szkoleniowego w Cetniewie. Myślę, że jest to pewnego rodzaju „nagroda” za wytrwałość w dążeniu do celu. Wiedziałam, że to ode mnie zależy rozwój mojej dalszej kariery. Od początku nie chciałam być „mistrzem worka treningowego”, moim planem były starty w zawodach i rywalizacja na możliwie najwyższym poziomie. Ciężką pracą i stuprocentowym zaangażowaniem można osiągnąć naprawdę wszystko to, o czym się marzy.

- Pamiętam Twój pojedynek z Karoliną Michalczuk podczas Mistrzostw Polski w Grudziądzu. Mimo porażki przed czasem zasłużyłaś na wielkie brawa. W Twoich poczynaniach wcale nie widziałem tremy, a przecież walczyłaś z legendą polskiego boksu. Jak to możliwe?
KS: W sportach walki nie ma miejsca na strach i wahanie się. Trzeba wejść do ringu i zrobić to, co najlepiej się potrafi. Właśnie takie postawy są doceniane. Trema? Na pewno była, w końcu Ta zawodniczka reprezentowała nasz kraj na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Może to paradoksalnie zabrzmi, ale porażka w tym pojedynku dała mi wiele dobrego. Nie tylko sukcesy motywują. Po tej walce czułam się gotowa na kolejne wyzwania, Czułam niedosyt, wiedziałam, że stać mnie na więcej.

- Wspomniany przeze mnie epizod z Mistrzostw Polski seniorek to dobry przyczynek, by porozmawiać o Twoich pięściarskich atutach. Na moment zarzuć, proszę, skromność i powiedz z jakich elementów jesteś zadowolona…
KS: Na początku muszę wspomnieć o świetnej kadrze trenerskiej, która stale pielęgnuje moje pięściarskie atuty, dzięki którym mogę zwiększyć swoją skuteczność w ringu. Nad swoimi mocnymi stronami trzeba pracować. Idealnie jest wtedy, kiedy jest z kim pracować, A ja na współpracę z moimi trenerami klubowymi nie mogę narzekać. Myślę, że przy moich atutach warto wspomnieć o dużej sile ciosu, szybkości oraz pracy na nogach. Jednak nad wszystkimi mocnymi stronami stale pracuję. Każdy trening staram się maksymalnie wykorzystać.
kinga_cetniewo
- Trener kadry narodowej seniorek, Paweł Pasiak, rozpływał się w komplementach, analizując Twoja pracę podczas zgrupowania kadry w Cetniewie. Mówił m.in.: „jestem pod wrażeniem tego, że Kinga po ciężkiej pracy potrafiła chodzić uśmiechnięta. To prawdziwy sportowiec, który niczego nie udaje, rozumie swoje braki. W trakcie sparingów była wymagająca, stawiając momentami trudne warunki kadrowiczkom” – to jego słowa. Jak traktujesz tego typu pochwały?
KS: W pierwszej kolejności powiem, że jestem bardzo zadowolona z tego, że uczestniczyłam w tym zgrupowaniu. Podobała mi się współpraca z kadrą trenerską oraz innymi zawodniczkami. Wróciłam bogatsza w doświadczenie i gotowa na kolejne wyzwania. Pochwały działają na mnie motywująco, Utwierdzają mnie one w przekonaniu, że to, czemu się poświęcam ma sens. Jest mi bardzo miło, że trener kadrowy był zadowolony z mojej pracy i wypowiadał się pozytywnie o mojej osobie.

- Zdobywając złoty medal pięściarskich Mistrzostw Polski do lat 23 i awansując do kadry narodowej – paradoksalnie – narobiłaś sobie „kłopotu”, bo będziesz musiała dokonać wyboru między boksem i kickboxingiem, gdzie od lata masz uznaną markę i sukcesów o wiele więcej niż w boksie. Jaka będzie sportowa przyszłość Kingi Szlachcic?
KS: Szkoda, że muszę zrezygnować z jednej z dyscyplin, Zarówno boks jak i kickboxing jest moją pasją. Ale nadszedł czas na poważne decyzje. Na chwilę obecną zdecydowałam się na boks. Wszystko zaczęło się układać tak, jakbym tego chciała. Wiele jeszcze przede mną. Wiem na pewno, że moja przyszłość będzie sportowa, a reszta się okaże. Obecnie skupiam się na boksie i to on jest moim priorytetem.

- Wywołaliśmy temat Twoich startów w kickboxingu, dzięki czemu będzie okazja, by pięściarscy kibice poznali Twoje największe międzynarodowe i krajowe sukcesy. Jest ich trochę. Które z nich cenisz sobie najwyżej i dlaczego?
KS: Wszystkie moje sukcesy są dla mnie jednakowo cenne, Jednak warto tutaj wspomnieć o świetnym wyniku na Mistrzostwach Europy Juniorów w kickboxingu w 2014 r., gdzie sięgnęłam po złoto i tytuł najlepszej zawodniczki form ringowych. W moim dorobku medalowym jest również wicemistrzostwo świata. Wiele razy zdobyłam Mistrzostwo Polski w kilku formułach, co mnie za każdym razem bardzo cieszyło. Wszystko zaczyna się w kraju. Jeśli tutaj dobrze się zaprezentujesz, masz szansę na sukces międzynarodowy.
KINGA SZLACHCIC 2
- Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportami walki? Od początku był to kickboxing lub boks, czy były może inne etapy sportowego rozwoju?
KS: Sport zawsze mnie fascynował. Byłam pełna podziwu dla każdego sportowca, który potrafił poświęcić się swojej pasji. Jednak nie sądziłam, że zakocham się właśnie w sportach walki. Na salę treningową trafiłam przypadkiem, za pośrednictwem kolegi mojego taty Obserwowałam jak trenują inni i podjęłam decyzję, że chcę zacząć trenować. Zaczęłam od kickboxingu. Odnosiłam sukcesy, byłam zawodniczką Kadry Narodowej. Po upływie czasu, Trener zaproponował mi start w boksie. Zaczęliśmy przygotowania i rozpoczęła się również moja przygoda z boksem. Cieszę się, że jestem zawodniczką reprezentującą sporty walki. Obecnie nie wyobrażam sobie życia bez tego sportu.

- Jest jeszcze coś, co mi szczególnie w Tobie imponuje. Nie tylko dążysz do perfekcji w sporcie ale także bardzo dbasz o własną edukację. Nie jest łatwo być liderem w ringu i szkolnej ławce a Tobie się to udaje. Jaka jest na to recepta?
KS: Jeśli człowiek czegoś chce, to potrafi – w pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem, Edukacja nie jest przeszkodą w uprawianiu sportu. Wszystko można poukładać tak, aby sprawnie funkcjonowało. Mi się to udało. Dowodem na to są moje pozasportowe sukcesy. W roku szkolnym 2012/2013 otrzymałam Stypendium Ministra Właściwego do Spraw Oświaty i Wychowania za wybitne osiągnięcia sportowe oraz wysokie wyniki w nauce. Zostałam również nagrodzona przez władze miasta Zielona Góra otrzymując Stypendium dla Najlepszego Ucznia również za wysokie osiągnięcia sportowe i bardzo dobre wyniki w nauce. Obecnie jestem studentką Uniwersytetu Zielonogórskiego na kierunku Wychowanie Fizyczne. Sport i nauka odgrywają bardzo ważną rolę w moim życiu.

- Czytałem, że Twoim marzeniem i celem jest jak najdłuższa kariera sportowa, zdobywanie tytułów mistrzowskich oraz możliwość szkolenia innych ludzi. Ten drugi element realizujesz równolegle z pierwszym, bo już teraz prowadzisz zajęcia w charakterze trenera-instruktora…
KS: Tak, moim marzeniem jest to, aby sport na najwyższym poziomie zawsze gościł w moim życiu. Na chwilę obecną prowadzę zajęcia w siedzibie mojego klubu z najmłodszymi adeptami sportów walki. Występuję w roli instruktorki i staram się robić to jak najlepiej potrafię.
kinga_mp
- Występujesz w „olimpijskim” limicie 60 kg, który przynajmniej do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro – wraz z dwiema innymi kategoriami wagowymi – będzie wizytówką kobiecego boksu. Rywalizacja w wadze lekkiej będzie więc szczególnie wysoka. Stać Cię na to, by już w przyszłym roku powalczyć o prymat w kraju?
KS: Myślę, że na pewno mnie stać! Jest to moje kolejne marzenie. które czeka spełnienia. Nikt nie mówił, że będzie lekko i nawet na to nie liczę. Zapewniam, że będę walczyła o swoje.

- A jak wygląda sprawa limitu wagowego? Nie masz problemów z jego utrzymaniem? Jesteś dość wysoką zawodniczką jak na wagę do 60 kg…
KS: Waga do 60 kg idealnie do mnie pasuje. Nie mam problemów z jej utrzymaniem. Nie muszę męczyć się ze zbijaniem wagi przed zawodami, przez co nie trace też niezbędnej w ringu siły. Mój wzrost mogę zaliczyć do jednego z moich wcześniej wspomnianych pięściarskich atutów.

- Czego mogę Ci życzyć w nadchodzącym roku?
KS: Przede wszystkim wytrwałości w dążeniu do celu, spełnienia marzeń i powodzenia w rywalizacji sportowej.

- Dziękuję za wywiad i wierzę, że kolejny rok będzie jeszcze bogatszy w Twoje sukcesy, niż kończący się 2014…
KS: Dziękuję również!

Rozmawiał: Jarosław Drozd

kinga_kask

MAGDALENA CZAJKOWSKA: BOKS STAŁ SIĘ MOJĄ PASJĄ, A TRENINGOWA EKIPA DRUGĄ RODZINĄ

czajkowska_magda01

- Zaledwie trzy walki wystarczyły, by pięściarska Polska zwróciła na Ciebie uwagę podczas październikowych Mistrzostw Polski do lat 23 w Grudziądzu. Wierzyłaś, że mimo skromnego doświadczenia zaboksujesz tam o złoto?
Magdalena Czajkowska: Zanim odpowiem na to pytanie chciałam tylko zaznaczyć, że prośba o wywiad troszkę mnie zaskoczyła. Przygodę z boksem dopiero zaczynam. Oczywiście to miłe, że mnie zauważono i chętnie odpowiem na wszystkie pytania. A więc wracając do sedna sprawy, czyli startu w Mistrzostwach Polski – nie miałam pojęcia i porównania na jakim poziomie jestem. Jechałam na  „przetarcie”.  Stwierdziłam, że skoro wkładam w treningi tyle energii i serca to może warto wyjść z zacisza klubowego, sprawdzić się przed publicznością i poddać ocenie sędziów.

- W finale przegrałaś z aktualną mistrzynią Polski seniorek, ćwierćfinalistką Mistrzostw Europy, Natalią Hollińską, ale zostawiłaś po sobie znakomite wrażenie. Ile jeszcze trzeba poprawić w Twoim boksie, aby skutecznie walczyć o prymat w naszym kraju?
MC: Myślę, że moja przegrana w finale to kwestia doświadczenia. Trenuję dość krótki okres czasu. Jeszcze wiele muszę poprawić w swoim boksie ale czuję, że z każdym kolejnym treningiem jestem o krok do przodu. Moje widoczne efekty poprawy motywują mnie do dalszej pracy.

- Domyślam się, że dodatkowy zastrzyk motywacji otrzymałaś podczas zgrupowania kadry narodowej seniorek w Cetniewie, gdzie sparowałaś z Lidią Fidurą. Jak wyglądała Twoja praca pod okiem trenera Pawła Pasiaka? Podobno pojechałaś tam niejako na własną prośbę…
MC: Pojechałam tam tylko na sparingi. Byłam zainteresowana zgrupowaniem, a okazało się, że zarówno Lidka Fidura,  jak i Kinga Siwa potrzebują sparing partnerki przed wyjazdem na Mistrzostwa Świata, tak więc sama skorzystałam i „na coś’ tam się przydałam.

- Studiujesz zaocznie w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni i trenujesz w klubie Boks Poznań. Jak łączysz te wymagające wielkiej, systematycznej pracy obowiązki?
MC:  Zarówno nauka na AMW,  jak i treningi boksu były i są moją świadomą decyzją. Nikt mnie do niczego nie zmusza. Uczę się i trenuję bo tak chcę i już (śmiech). Staram się być dobrze zorganizowana i planować obowiązki.

- Twoim trenerem klubowym jest Robert Matłoka. To Twój pierwszy szkoleniowiec? W jaki sposób trafiłaś na salę bokserską?
MC: To starszy brat zabrał mnie na pierwszy trening boksu, w maju 2012 roku. Zauroczyłam się tym miejscem i ludźmi. Boks stał się moją pasją a treningowa ekipa – drugą rodziną. Tak, moim trenerem klubowym jest Robert Matłoka, to On wziął mnie pod swoje skrzydła i z góry nie przekreślał, chociaż zaczynałam praktycznie od zera. Zarówno trenerowi,  jak i ekipie zawdzięczam naprawdę wiele. Na każdym kroku czuję wsparcie i motywację. Obecnie dodatkowo szkolę się także u trenera Wojciecha Komasy.
czajkowska_magda_big
- Imponujesz wielką siłą fizyczną, odpornością na ciosy, determinacją i kondycją. Jak wyglądają Twoje treningi? Jak rozkładasz ciężar swoich zajęć?
MC: To chłopcy z klubu tak mnie zahartowali (śmiech). Trenuję od samego początku z mężczyznami. Siła ciosu kobiet jest dość znikoma w porównaniu z tą, z jaką się mierzę podczas klubowych sparingów. Moje treningi? – Dużo techniki, sparingi ale także siła i ćwiczenia aerobowe.

- W jakim elemencie bokserskiego rzemiosła tkwią największe rezerwy Magdaleny Czajkowskiej?
MC: W sile!

- Trener Paweł Pasiak wspomniał, że dla takich młodych i ambitnych zawodniczek jak Ty należy przyszłość reprezentacji Polski. Wierzysz, że dostaniesz powołanie na styczniowe zgrupowanie kadry narodowej?
MC: Trener zapewniał, że tak będzie, dlatego liczę na tę możliwość szkolenia się na kolejnym zgrupowaniu.

- Czego poza sukcesami sportowymi mogę Ci życzyć w najbliższych miesiącach?
MC: Wytrwałości i miłości!

- Dziękuję za wywiad i życzę spełnienia marzeń w Nowym Roku.
MC: Dziękuję również.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

PATRYCJA DANIELEWSKA: TĘSKNIĘ ZA RINGOWYMI EMOCJAMI

danielewska_pat_mini

- Wiele wskazuje na to, że po trzech latach nieobecności znowu zobaczymy Cię w ringu podczas oficjalnych zawodów pięściarskich. Zdradzisz mi więcej szczegółów swojego powrotu do boksu?
Patrycja Danielewska: Na razie nie można tego nazwać powrotem do boksu – obecnie wróciłam do treningów. Dwa lata przerwy to dużo dla osoby, która swego czasu żyła tym sportem. Niestety studia nie pozwoliły mi trenować na takim poziomie, na jakim bym chciała, dlatego też musiałam odpuścić z wielkim żalem boks. Te dwa lata sprawiły, że zatęskniłam za tym sportem. Teraz gdy jestem na trzecim roku studiów i mam mniej zajęć, mogę z czystym sumieniem wrócić na sale treningową. A czy coś więcej z tego wyniknie, to czas pokaże.

- Po raz ostatni boksowałaś podczas 1. Mistrzostw Świata Juniorek w tureckiej Antalyi. Dokładnie 25 kwietnia 2011 roku skrzyżowałaś tam rękawice z Niemką Katinką Semrau. Czy o rozbracie z boksem zadecydowała tamta porażka, czy jakieś inne inne względy?
PD: Przede wszystkim o rozłące z boksem zadecydowała zbliżająca się matura. Boks był jednym z najważniejszych aspektów w moim życiu ale musiałam też myśleć o wykształceniu i dorosłym życiu, za które musiałam wziąć odpowiedzialność.

- Z uczestniczek wspomnianych zawodów nadal trenują Sandra Brodacka, Patrycja Woronowicz, Karolina Cyran, zaś niedawno do rywalizacji wróciła Marlena Mankowska. Tak trudno wejść do grona seniorskiego z grup młodzieżowych?
PD: Tak. Bardzo trudno z wielu powodów. Jednym z nich jest poziom seniorek , który jest niewątpliwie wyższy od juniorek. Rywalizacja z seniorkami wymaga wielu poświęceń – ciągłe treningi, zgrupowania, zawody to prawie do maximum zabiera czas. Po drugie moment przejścia juniorek do seniorek (19 lat) to także moment w życiu, który zmusza nas do podejmowania wielu trudnych decyzji. Dochodzimy do wniosku, że już nie możemy w takim samy stopniu poświęcić się treningom a co za tym idzie rywalizować na tym samym poziomie.

- Twój trener i wychowawca z Chojnic, Marcin Gruchała, zapytany przez mnie o Twoje atuty na pierwszym miejscu postawił wyszkolenie techniczne. Ja zapamiętałem Cię jako zawodniczkę niezwykle ambitną i nieustępliwą w ringu. Jakie są pięściarskie atuty Patrycji Danielewskiej?
PD: Zgadzam się. Gdyby nie ambicja, zacięcie i wola walki, nic bym w tym sporcie nie osiągnęła. Zdawałam sobie sprawę, że nie mam warunków fizycznych do tego sportu ale zawsze wierzyłam, że ciężką i sumienną pracą można osiągnąć szczyty o których nawet się nie marzyło.

- Przygodę z boksem rozpoczęłaś sześć lat temu w Chojnicach, gdzie nadal jest znakomity klimat do uprawiania tego sportu. Jakie masz wspomnienia z pierwszych treningów? Jak to się wszystko rozpoczęło?
PD: Od dzieciństwa byłam bardzo aktywną osobą, pokochałam sport. Nie mogłam odnaleźć dyscypliny dla siebie do momentu gdy pierwszy raz trafiłam na trening do Marcina Gruchały. Atmosfera, wola walki, zacięcie, dynamiczne treningi i wspaniali ludzie – to sprawiło, że odnalazłam się w tym sporcie. Sala treningowa stała się moim drugim domem, w którym mogłam „odsapnąć”. Podczas treningu wszystkie emocje upływały, liczyło się tylko to, by dać z siebie 100% i wyjść z treningu z uśmiechem i satysfakcją, że dziś jestem o jeden trening lepsza niż wczoraj.
danielewska_pat
- Przypomnij proszę swoje największe sukcesy. Było ich trochę…
PD: To prawda trochę bojów na ringu przeżyłam ale jeśli chodzi o najważniejsze osiągnięcia to wszystko zaczęło się w 2009 roku, kiedy to na międzynarodowych Mistrzostwach Śląska zdobyłam złoto. Kariera bokserska nabrała tempa. Po drodze do srebra w 2010 roku na Mistrzostwach Polski Juniorek na koncie miałam wiele sparingów, zawodów, meczy bokserskich. Następnie kolejne Mistrzostwa Śląska, na których tym razem wywalczyłam srebro. Ambicje, ciężka praca oraz wsparcie wielu bliskich mi osób sprawiło że w 2011 roku udało mi się wywalczyć wymarzone złoto na Mistrzostwach Polski Juniorek . Dużym zaskoczeniem było powołanie do kadry narodowej, a jeszcze większym możliwość reprezentowania naszego kraju na Mistrzostwach Świata w tureckiej Anatalyi. Niestety przegrana z przyszłą wicemistrzynią świata zakończyła moją karierę bokserską.

- Studiujesz na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Pięściarskie doświadczenie przydało się podczas jakichś zajęć?
PD: Tak studiuję na AMW ale nigdy nie wykorzystywała moich umiejętności bokserskich po za ringiem. Zawsze traktowałam boks jako sport a nie sposób na rozwiązywanie problemów.

- Czy z perspektywy czasu żałujesz tak długiej przerwy w uprawianiu boksu?
PD: Kończąc karierę bokserską zdawałam sobie sprawę z tego, że będę za boksem tęsknić ale przerwa, rozłąka z tym wspaniałym sportem była nieunikniona. Nie mogę powiedzieć, że żałuje tej decyzji bo długo się do niej przymierzałam, analizowałam co będzie dla mnie najlepsze. Dziś z sentymentem wracam na salę treningową i cieszę się tym co daje dzień. Przecież jeszcze wszystko przede mną.

- Masz dopiero 21 lat, więc teoretycznie poważna sportowa kariera nadal stoi przed Tobą otworem. Jak daleko sięgają Twoje ambicje? Medal mistrzostw Polski? Kadra narodowa?
PD: Ambicje są ogromne ale w życiu jestem realistką. Choć tęsknię za ringiem, emocjami związanymi z tym sportem to dopóki nie będę sama czuła, że jestem gotowa by walczyć o kolejne „złotka” do tego czas nie zdecyduję się na wejście do ringu. Czas wszystko zweryfikuje.

- Czego mogę Ci życzyć na najbliższe miesiące?
PD: Wytrwałości, determinacji i szybkiego powrotu do formy.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za udany powrót do bokserskiej rywalizacji.
PD: Dziękuje za wywiad mam nadzieje ze sprostam oczekiwaniom.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

SANDRA DRABIK: WYCIĄGNĘŁAM WNIOSKI Z PIERWSZEJ CZĘŚCI SEZONU I JESTEM GOTOWA NA START W MŚ

sandra_drabik02

- Za kilka dni czeka Cię kolejny międzynarodowy start. Tym razem w Stralsundzie powalczysz o zwycięstwo w Queens Cup. Łatwo nie będzie bo takie same apetyty na zwycięstwo mają zagraniczne rywalki...
Sandra Drabik: Zgadza się, za kilka dni wystartuję w Niemczech w turnieju Queens Cup. Jak wspomniałeś w turnieju wystąpią utytułowane rywalki m.in. Francuzka Sara Ourahmoune i Angielka Lisa Whiteside, które są wysokiej klasy zawodniczkami. Na pewno będzie to dobry turniej i będzie trzeba mocno popracować na to, by sięgnąć po złoty krążek. Myślę, że ‘ apetytu na zwycięstwo również i mi nie zabraknie.

- Nie wiem, czy groźniejszą rywalką od wspomnianych wcześniej nie będzie Ewelina Wicherska, z którą od marca rywalizujesz o miejsce w kadrze w olimpijskiej wadze 51 kg. Walczyłyście w tym roku dwukrotnie i w tej rywalizacji mamy remis. Która z Was pojedzie do Korei na Mistrzostwa Świata w prestiżowej wadze 51 kg?
SD: Tak, o miejsce w wadze olimpijskiej rywalizuję obecnie z Eweliną Wicherską. Uważam, że każda zawodniczka jest dla mnie potencjalnym zagrożeniem i każda walka się liczy… Dla mnie nie jest istotne czy do ringu przeciwko mnie wejdzie Francuzka, Angielka czy też Ewelina, bo z każdą będę chciała wygrać. Niestety nie mogę odpowiedzieć na Twoje pytanie która z nas będzie reprezentować Polskę w kategorii 51 kg na Mistrzostwach Świata, ponieważ sama nie znam jeszcze odpowiedzi. Trener Paweł Pasiak ma nas poinformować o swojej decyzji odnośnie kategorii wagowych na obozie we Władysławowie.
sandra_drabik4
- Sezon zaczął się dla Ciebie mało szczęśliwie. Po nieudanych Mistrzostwach Polski byłaś w sportowym dołku, przegrywając m.in. z Włoszką Terry Gordini w meczu międzypaństwowym w Łomży. Potem był progres i dobre walki na Turnieju im. Feliksa Stamma, dalej słabszy start w Bukareszcie na Mistrzostwach Europy a ostatnio znów odnosisz sukcesy (Gliwice, Kielce). Pracujesz nad tym by forma była stabilna? Bez wahań?
SD: Początek sezonu faktycznie był dla mnie mało korzystny… Zanotowałam kilka porażek, a moja forma była niestabilna z różnych przyczyn.… Dla mnie to już historia – wyciągnęłam wnioski i pracuję nad tym, żeby się to nie powtórzyło. Zwracam jeszcze większą uwagę na suplementację, odżywianie i wypoczynek, Zmieniliśmy z trenerem kilka jednostek treningowych i mam nadzieję, że to zaprocentuje w najbliższej przyszłości.

- Zatrzymajmy się na moment w temacie Memoriału im. Leszka Drogosza w Kielcach, gdzie w finale pewnie pokonałaś znakomitą Rosjankę Elenę Sawieliewą? Długo czekałaś na start w rodzinnym mieście. Ściany i specjalny doping pomogły?
SD: Memoriał im. Leszka Drogosza w Kielcach był dla mnie ważnym startem, bo jak wspomniałeś odbywał się w moim rodzinnym mieście i chciałam się pokazać z jak najlepszej strony, co myślę, że się udało, bo wygrałam z Rosjanką, która jest wysokiej klasy zawodniczką. Oczywiście, że doping mi pomógł… Na walkach była moja rodzina, koleżanki, koledzy i kibice, którzy mnie motywowali i za to bardzo im dziękuję.

- Coraz bliżej do Mistrzostw Świata w Jeju. Dwa lata temu brałaś już udział w zawodach tej rangi i niewiele zabrakło Ci do medalu. Teraz poprzeczka postawiona zostanie jeszcze wyżej, bo wielce prawdopodobne, że wystąpisz w wadze olimpijskiej. Jesteś gotowa na rywalizację z azjatycką armadą zawodniczek?
SD: Będą to moje drugie Mistrzostwa Świata w boksie w których będę miała okazję startować… Myślę, że jestem gotowa na rywalizację z najlepszymi zawodniczkami na świecie, co udowodniłam niejednokrotnie tocząc z nimi wyrównane lub wygrane pojedynki.
sandrad
- W tym roku ambitnie pracujesz pod okiem kilku specjalistów. Oprócz zajęć z trenerem Markiem Soboniem i szkoleniowcem kadry narodowej Pawłem Pasiakiem, brałaś udział w treningach prowadzonych przez trenerów Tomasza Różańskiego i Władysława Maciejewskiego. Dostrzegasz już korzyści z tych doświadczeń?
SD: Jak najbardziej tak… Te wyjazdy dużo mi dały. Trenerzy zwrócili mi uwagę na błędy, które popełniałam i staraliśmy się je korygować. Teraz kilka ich wskazówek jest wdrążonych w moje codzienne trenowanie. Korzystając z okazji chciałabym podziękować trenerom: Tomaszowi Różańskiemu oraz Władysławowi Maciejewskiemu za chęć pomocy w podnoszeniu mojego poziomu sportowego. Bardzo im dziękuję.

- W reprezentacji pojawia się coraz więcej młodych zawodniczek, które jeszcze przed rokiem boksowały w gronie młodzieżowym. W styczniu prawdopodobnie do ekipy trenera Pasiaka dołączą kolejne głodne sukcesów zawodniczki młodego pokolenia. Jak Wy – doświadczone zawodniczki – je oceniacie? Jak sobie wzajemnie pomagacie? Jaka jest atmosfera w drużynie narodowej?
SD: Uważam, że młode zawodniczki, które dołączyły do kadry seniorskiej jak najbardziej na to zasługują. Prezentują wysoki poziom sportowy, są pracowite i ambitne… Myślę, że niektóre z nich za kilka lat będą czołowymi zawodniczkami na świecie. Atmosfera w drużynie jest jak najbardziej pozytywna. Myślę, że każda z nas jest w stanie sobie nawzajem pomóc w podnoszeniu poziomu sportowego. Przejawia się to w różny sposób – może to być sugestia co do treningu czy popełnianych błędów, czy też bardziej prywatnych spraw, choćby takich jak rozmowa.

- Kto jest liderem kadry po rezygnacji Karoliny Michalczuk? Z czyim głosem najbardziej się liczycie podczas zgrupowań i zawodów?
SD: Kto jest liderem? Hmmm… Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Jedynym liderem w naszej grupie jest trener Paweł Pasiak, bo to jego zdanie jest najważniejsze i ostateczne. Jeśli chodzi o dziewczyny, to każdej z nas zdanie się liczy i często podejmujemy wspólnie decyzje dotyczące naszej grupy. Nie ma tak, że któraś z nas narzuca innym zdanie i tak ma być.

- Ile jeszcze musisz poprawić w swoim boksowaniu, by na stałe wejść do światowej elity? Gdzie Twoim zdaniem tkwią największe rezerwy?
SD: Jest kilka rzeczy do poprawienia i już nad nimi pracuję. Jeśli miałbym przytoczyć słowa i opinie trenerów, z którymi współpracowałam przez ostatni czas, to brzmiało by to tak: „to są małe niuanse, które musisz dopracować, a będziesz wygrywać z każdym”… Gdzie konkretnie tkwią rezerwy? No właśnie w tych malutkich rzeczach, które muszą być dopracowane na tip-top. Wyczucie dystansu, świetny timing, dynamika itd.

- Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia sportowych marzeń, z medalami Mistrzostw Świata oraz Igrzysk Olimpijskich włącznie.
SD: Ja również dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że spełnię swoje marzenia sportowe.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

sandra_drabik3

ELŻBIETA WÓJCIK: MŁODZIEŻOWE MISTRZOSTWA EUROPY NIE SĄ GŁÓWNYM CELEM NA TEN ROK

ela_win

Najbardziej utytułowana w historii młoda polska pięściarka, Elżbieta Wójcik, jest liderką naszej kadry, która za kilka dni rywalizować będzie podczas Młodzieżowych Mistrzostw Europy w Asyżu. Dla zawodniczki z Karlina to szczególny rok, bogaty – jak nigdy – w wydarzenia. Po zdobyciu w Sofii złotego medalu Młodzieżowych Mistrzostw Świata, Ela będzie absolutną faworytką do zwycięstwa we Włoszech, ale nie jest to bynajmniej dla Niej start wieńczący sezon, bo już za miesiąc w chińskim Nanjing, stanie do walki o złoty medal Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich.

- W krótkim czasie czekają Cię dwa ważne starty – Młodzieżowe Mistrzostwa Europy w Asyżu i Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Nanjing. Dasz radę przygotować dwa szczyty formy na te turnieje? A może któryś z nich jest ważniejszy? Jak oceniasz swoją formę na kilka dni przed Mistrzostwami Europy?
Elżbieta Wójcik: W szczytowej formie będę podczas Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich, bo to jest w tym roku dla mnie najważniejsza impreza sportowa. Na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy jadę się po prostu sprawdzić, ocenić jak to jest w ringu poza wspomnianym szczytem. Moje przygotowania do mistrzostw były zupełnie odmienne od pozostałych dziewczyn z kadry – tylko tyle mogę powiedzieć. To tajemnica, która ma wszystkich zaskoczyć podczas Młodzieżowych Igrzysk w Chinach.
NOMINACJE1
- Twoja finałowa rywalka z Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Sofii, Australijka Caitlin Parker wygrała w niedzielę turniej w Serbii i szykuje formę na Nanjing. To najtrudniejsza z zawodniczek, z którymi rywalizowałaś w tym roku?
EW: Myślę, że dla Parker był to również start sprawdzający aktualną formę, bo wiadomo że na Mistrzostwach Europy się nie spotkamy, więc przyjechała i …wygrała turniej w Serbii. Swoją drogą nie wiem czy ten turniej stał na dosyć wysokim poziomie. Nie wiem czy mogę Caitlin nazwać najtrudniejszą rywalką. Jakby na to nie patrzeć stoczyłyśmy walkę finałową, która z reguły jest najbardziej zapamiętywana.

- Twój trener klubowy i reprezentacyjny powtarza, że niezależnie od zdobytych w karierze medali dla niego liczy się to, co dzieje się dzisiaj-teraz, a więc jaka jest Twoja aktualna dyspozycja?
EW: W pełni zgadzam się z filozofią mojego trenera, Tomasza Różańskiego. Najważniejsze jest TU i TERAZ! Formę i siłę wypracowałam ciężką praca w Zakopanem, przez te wszystkie ciężkie biegi, interwały i inne ćwiczenia, więc myślę, że dzięki temu jestem zapewne bliżej szczytowej formy. Ale optymalne przygotowanie planujemy na Igrzyska w Chinach.

- Czas mija szybko. Pamiętam jak całkiem niedawno byłaś najmłodszą kadrowiczką a tymczasem to już ostatni rok Twoich startów w gronie młodzieżowym. Jesteś liderką kadry, wzorem dla dziewczyn, które marzą o sukcesach takich jak Twoje. W jaki sposób pomagasz im na zgrupowaniu?
EW: Myślę, że każda dziewczyna, która trenuje „na kadrze” ma inne zdanie o mnie i o moich osiągnięciach. Ale zapewne każda z nich pragnie takie wyniki sportowe mieć. Staram się pomagać dziewczynom w treningach, motywując je do ciężkiej pracy. Obecnie na obozie w Sokółce spędzam dużo czasu z Larysą i Anetą. Często rozmawiamy o tym jak się czują. Myślę, że każdej z zawodniczek pomagam w jakimś innym stopniu, bo przecież nie dla każdej z nich jestem przyjaciółką.
NOMINACJE2
- Widziałem Twój sparing z Niemkami Sarą Scheurich i Andreą Strohmaier w Cetniewie przed seniorskimi Mistrzostwami Europy. Czujesz, że Twój poziom sportowy jest już na tyle wysoki, że mogłabyś z powodzeniem rywalizować z nimi w oficjalnych zawodach?
EW: Tak, czuję, że nadszedł już ten czas. Myślę, że mój poziom jest na równie wysokim poziomie, jak czołowych seniorek. Jestem przekonana, że mogę z powodzeniem rywalizować z nimi nie tylko na sparingach, ale i na oficjalnych zawodach.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

ADRIANNA JĘDRZEJCZYK: CIĄGLE PODNOSZĘ SOBIE POPRZECZKĘ I STAWIAM NOWE CELE

ada_jedrzejczyk

Za nieco ponad tydzień w Asyżu do walki o medale 5. Młodzieżowych Mistrzostw Europy staną najlepsze polskie zawodniczki w kategoriach Youth (dawniej zwane juniorkami) i Junior (dawniej kadetki). Wśród tych ostatnich zobaczymy m.in. 16-letnią Adriannę Jędrzejczyk, na co dzień trenującą w podkieleckim Skalniku Wiśniówka. Ada będzie już trzecią (po Martynie Gil i Sarze Domagała) zawodniczką tego małego klubu, która wystąpi w międzynarodowych zawodach rangi mistrzowskiej. Zapraszamy do lektury krótkiej rozmowy z młodziutką reprezentantką Polski, która przebywa aktualnie na zgrupowaniu kadry w Sokółce.

- Chciałbym Cię poprosić o kilka zdań nt. zbliżającego się startu w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy. To będzie Twoja pierwsza tak wielka impreza w – miejmy nadzieję niebanalnej – karierze, więc powiedz mi w jakich kategoriach traktujesz ten start? Jak się do niego przygotowywałaś i czego po nim oczekujesz?
Adrianna Jędrzejczyk: Start w Mistrzostwach Europy to rzeczywiście – jak do tej pory – największa impreza w jakiej będę miała zaszczyt uczestniczyć. Podchodzę do tego bardzo poważnie, skupiam się na pracy, cały czas zawężam pole widzenia, myślę tylko o starcie, o walce, o tym co należy jeszcze poprawić. Na każdym treningu daję z siebie wszystko i myślę, że to zaprocentuje w ringu. Najważniejsze jest to, żeby całkowicie się poświęcić i jak najlepiej zaboksować. To, jaki będzie werdykt zweryfikują sędziowie. Cały rok bardzo ciężko pracowałam i wiadomo, że nie chciałabym aby ta praca poszła na marne. Myślę, że z odpowiednim nastawieniem i formą, jaką już na tę chwilę posiadam, można osiągnąć sukces.
ada1
-Nad czym aktualnie pracujecie? To już ostatni tydzień przygotowań. Podczas zgrupowań w Zakopanem i w Karlinie odbywały się m.in. walki sparringowe. Jak Ci się boksowało z doświadczoną juniorką, jaką jest Justyną Pietras?
AJ: Ostatnio robiliśmy interwały na workach, a czeka nas jeszcze szybkość i trzydniowe sparingi. Walka z Justyną, muszę przyznać, była bardzo ciężka, bo ma większe doświadczenie i zadaje bardzo silne ciosy ale mimo to poradziłam sobie. Mam silny charakter…

- W Skalniku Wiśniówka, którego barwy reprezentujesz, wykonywana jest świetna praca z młodzieżą. Na czym polega tajemnica ostatnich sukcesów tego klubu? Co Was napędza do pracy, inspiruje, wznosi na wyższe poziomy?
AJ: Myślę, że atmosfera jaka tam panuje, wsparcie ze strony przyjaciół klubowych, to że łączy nas wspólna pasja i ambicje oraz ogromne zaangażowanie i chęć do pracy, do tego aby stać się lepszym. Jak się ma pasję i robi co się kocha, to takie są efekty.

- Od jak dawna trenujesz i jaki masz bilans walk?
AJ: Na początku trenowałam w klubie RUSHH Kielce ale przeniosłam się do Skalnika ponieważ tam było dużo dziewczyn i miałam możliwość do sparowania i startów w zawodach. Trenuję już ok. 3 lat i mam 13 walk za sobą w tym 12 wygranych oraz jedną porażkę.
ada2
- Jesteś dopiero na początku sportowej drogi. Nas ile cenne są dla Ciebie wspólne treningi z kadrowiczkami-juniorkami, które mają za sobą międzynarodowe sukcesy i jak. np. Elżbieta Wójcik, czy Justyna Walaś są mistrzyniami świata?
AJ: Bardzo dobrze trenuje mi się z dziewczynami z kadry, wiele mogę się od nich nauczyć. Umieją wesprzeć i jeszcze bardziej zmotywować do pracy. Oczywiście widać różnicę w chociażby technice, poruszaniu się w ringu ale myślę, że każda z nas ma ten sam cel, mamy taki sam charakter i każda chce być najlepsza.

- Na koniec zapytam Cię o życiowe inspiracje. Niekoniecznie związane ze sportem…
AJ: Ważne jest, żeby mieć w życiu marzenia i do czegoś dążyć. Ciągłe podnoszenie sobie poprzeczki i stawianie nowych celów – to jest moje motto. Bez tego byłoby nudno. Nie mam chyba konkretnego sportowego wzoru, doceniam każdego sportowca, który odniósł sukces, bo wiem przez jaką ciężką drogę musiał przejść. Jeśli miałabym wskazać ulubioną postać ze świata boksu, to byłby to Mike Tyson.

Rozmawiał: Jarosław Drozd

TOMASZ RÓŻAŃSKI: TO BĘDĄ WYJĄTKOWE MŁODZIEŻOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA

tomek z feliksem

- Z trenerem Tomaszem Różańskim rozmawiam w przeddzień wylotu na Młodzieżowe Mistrzostwa Świata do Sofii. Za Wami ostatni obóz szkoleniowy w Cetniewie, podczas którego Twoim podopiecznym pomagały czołowe polskie zawodniczki z wag 51, 60 i 75 kg. Czy jesteś zadowolony z przebiegu tych zajęć i czy kadra młodzieżowa jest optymalnie przygotowana do startu w imprezie mistrzowskiej?
Tomasz Różański: Jestem oczywiście bardzo zadowolony z obozu, zakładany przeze mnie plan został przez dziewczyny w pełni zrealizowany, zdrowie im dopisało – nie było żadnych kontuzji, ale tak naprawdę to dopiero najbliższe dni pokażą jak moje podopieczne są przygotowane do tych mistrzostw. Obóz był bardzo ciężki, ponieważ przyjechało do Cetniewa bardzo dużo sparingpartnerek i to tych z absolutnej krajowej czołówki. W wadze 51 kg Wiktorii Sądej pomagały w zajęciach Sandra Brodacka i Angelika Grońska. To były dla Wiktorii bardzo ciężkie sparingi, ale jestem z niej bardzo zadowolony, bo dała radę i mam nadzieję, że to wszystko, co wypracowała na treningach zaprocentuje na Mistrzostwach Świata. Jeśli chodzi o Justynę Walaś (60 kg), to jej sparingpartnerką była ubiegłoroczna młodzieżowa mistrzyni świata Aneta Rygielska. Dziewczyny toczyły bardzo wyrównane i zacięte sparingi, po analizie których Justyna wydaje mi się być naszym mocnym punktem, ale najbliższy czas zweryfikuje, czy mam w tym względzie rację. Elżbieta Wójcik (75 kg) sparowała z Natalią Hollińską i Lidią Fidurą, które po minucie wchodziły do ringu, by toczyć z Elą zacięte walki sparingowe. Generalnie rzecz ujmując jedziemy na Młodzieżowe Mistrzostwa Świata a nasze reprezentantki są na dobrym, krajowym, poziomie seniorskim. Trudno mi powiedzieć co ten poziom nam da podczas Mistrzostw Świata. Jadę z dziewczynami utytułowanymi, z którymi byliśmy rok temu w Albenie na Mistrzostwach Świata i mniej więcej wiemy czego się spodziewać. Nie wiemy jednak do końca w jakiej dyspozycji będą rywalki, więc wszystko zweryfikujemy dopiero na miejscu w Sofii.

- Nie są to zwyczajne Młodzieżowe Mistrzostw Świata, gdyż w stolicy Bułgarii oczekiwanych jest rekordowa ilość uczestników i najprawdopodobniej będzie trzeba stoczyć nawet 4-6 walk, by zdobywać medale. Czy Twoje zawodniczki są gotowe na tak długi i trudny turniej?
TR: To będą wyjątkowe Mistrzostwa Świata, bo rozegrają się tylko w trzech olimpijskich kategoriach wagowych. Dla trenerów to wielka niewiadoma, bo wiele znakomitych zawodniczek z niższych i wyższych kategorii specjalnie na Sofię robi wagę. Widać to po liście zgłoszeń. Będzie bardzo wiele zawodniczek, nawet po kilkanaście w jednej kategorii, które mają w swoim dorobku medale Mistrzostw Świata i Europy. Z tego względu będzie to bardzo trudny turniej, bo będą decydowały detale. Mamy np. w gronie faworytek Elę Wójcik  ale wiem, że do rywalizacji w jej wadze stanie kilka utytułowanych pięściarek z innych krajów, w tym mistrzynie świata i medalistki Młodzieżowych Mistrzostw Świata z wagi 69 kg. Pamiętajmy, że nie jest to boks męski i nawet niezwykle silnej fizycznie Eli bardzo trudno będzie z takimi dziewczynami wygrywać. Nawet Ela nie dysponuje aż tak mocnym ciosem, by przewracać wszystkie rywalki. Te mniejsze i szybsze będą nawet większą konkurencją i na to będzie trzeba zwrócić uwagę.

- Wasze przygotowanie odbywały się na trzech kontynentach. Kadra pracowała w Europie i Azji a Justyna Walaś przez pewien czas trenowała w Stanach Zjednoczonych w Global Boxing Gym w North Bergen. Jesteś zadowolony ze sposobu, w jakim przepracowaliście okres przygotowawczy, czy może odczuwasz niedosyt, bo być może coś nie poszło tak, jak tego chciałeś?
TR: Kalendarz startów i obozów, przez jakie przeszliśmy pozwolił nam przygotować się – jak to ująłeś – trójtorowo, na trzech kontynentach i były to moim zdaniem optymalne przygotowania. Pamiętajmy jednak, że każde Mistrzostwa Świata rządzą się swoimi prawami i nie mogę dzisiaj nikomu kompletnie nic obiecać, ponieważ wszystko rozegra się na miejscu w Bułgarii. Rywalki naszych zawodniczek także się ciężko przygotowywały do turnieju i będzie niezmiernie ciężko z nimi wygrywać. Selekcję zawodniczek przeprowadziłem nie tylko pod kątem umiejętności pięściarskich i przygotowania fizycznego ale także mocnej psychiki kadrowiczek. Wybrałem dziewczyny z dużym doświadczeniem międzynarodowym, mające w tak młodym wieku już tak wiele osiągnięć, że jestem o nie spokojny.

- Przed wylotem do Sofii, w trakcie II serii walk półfinałowych Turnieju im. Feliksa Stamma otrzymałeś z rąk prezesa Zbigniewa Górskiego nagrodę PZB dla najlepszego trenera ubiegłego roku. Jak traktujesz takie wyróżnienia? Jaki wpływ mają one na Twoją pracę?
TR: Nagroda, czyli statuetka legendarnego trenera Feliksa Stamma, to wielka motywacja do dalszej, jeszcze cięższej pracy. Jest to nagroda za rok 2013, wręczona w uznaniu wspaniałego wyniku dziewczyn w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata w Albenie. Ja spijam śmietankę tego startu, ale nie byłoby tych wszystkich medali gdyby nie praca i zaangażowanie wielu trenerów, którzy mi pomogli osiągnąć ten sukces. Wymienię tutaj tylko najważniejszych:  Aleksandra Maciejowskiego, Tomasza Potapczyka, Pawła Pasiaka, Stanisława Łakomca, Marka Węgierskiego, czy Andrzeja Porębskiego. W tym miejscu chciałbym bardzo im za to podziękować.

Rozmawiał: Jarosław Drozd