Archiwum: Grudzień 2013

KAROLINA KOSZEWSKA: JEŚLI POJAWI SIĘ FINANSOWO CIEKAWA PROPOZYCJA, TO WRÓCĘ!

karolina01

W imieniu Wojciecha Czuby zapraszamy do lektury wywiadu z jedną najbardziej utytułowanych zawodniczek w naszym kraju. Karolina Koszewska (Łukasik) to zawodowa mistrzyni świata WIBF, GBU, WBA i WBC Inter. Na ringach amatorskich zdobyła mistrzostwo, wicemistrzostwo i brązowy medal Mistrzostw Europy w boksie. Natomiast w kickboxingu osiągnęła praktycznie wszystko, mając w swojej kolekcji złote, srebrne i brązowe medale z MŚ, ME i PŚ.  Od niedawna jest szkoleniowcem prowadzącym zajęcia w Klubie Bokserskim FENIX na Torwarze w Warszawie.

- Cześć Karolina! Powiedz nam jak to się stało, że założyłaś rękawice bokserskie i weszłaś do ringu?
Karolina Koszewska: Cześć. Pasją do boksu zaraził mnie mój tata, który w młodości sam trenował, a poza tym jest wielkim kibicem pięściarstwa. Zaczynałam swoją przygodę ze sportami walki od kickboxing gdyż w tamtym okresie nie istniał boks kobiet, ale zawsze wiedziałam że techniki ręczne są mi bliższe.

- Twoje pierwsze bokserskie wspomnienie, które najbardziej utkwiło Ci w pamięci?
KK: Pamiętam dzień, kiedy miałam okazję spotkać osobiście swojego idola, Darka Michalczewskiego. Było to dla mnie niesamowite przeżycie móc rozmawiać z bokserem, którego wcześniej mogłam tylko podziwiać w telewizji, oglądając jego wspaniałe walki.

- Twoje najcenniejsze zwycięstwo, triumf z którego jesteś najbardziej dumna?
KK: Moim najcenniejszym medalem jest złoto z mistrzostw Europy. Aby go zdobyć musiałam pokonać w pierwszej walce Rosjankę – późniejszą mistrzynię świata, a potem już było z górki – druga walka z Turczynką i finał z Norweżką.

- Czy możesz o sobie powiedzieć, że jesteś spełnioną zawodniczką?
KK:  Myślę że  od strony sportowej jestem spełniona w 200 %, w życiu prywatnym również – mam kochającą rodzinę, męża i dwóch synów.

- Czy definitywnie zakończyłaś już swoją karierę?
KK: Nie. Jeżeli pojawi się jakaś ciekawa propozycja pod względem finansowym, to wejdę jeszcze do ringu.

- Wracając jeszcze do wspomnień, powiedz która rywalka była tą najtrudniejszą i dlaczego?
KK: Z perspektywy czasu uważam, że wszystkie moje przeciwniczki wcale nie były takie wymagające. Minęło pięć lat od mojej ostatniej walki i przez ten czas dużo myślałam na temat boksu, moich wcześniejszych walk i przeciwniczek. Dzisiaj uważam, że większość tych walk powinnam kończyć przed czasem, a nie działo się tak ponieważ nie byłam w pełni dojrzałą psychicznie zawodniczką. Wszelkie trudności jakie napotykałam podczas walk nie były spowodowane wysoką klasą moich rywalek. Czasami powodem było złe przygotowanie fizyczne, innym razem nie przestrzeganie sportowego trybu życia, bądź złe nastawienie psychiczne.

- Za czym na pewno nie tęsknisz, jeśli chodzi o boks i kickboxing?
KK: Nie ma takiej rzeczy. Wszystkie chwile związane ze sportem wspominam bardzo dobrze. Brakuje mi zgrupowań, zawodów i treningów pod okiem mojego trenera Krzysztofa Kosedowskiego.

- Co sprawiło, że tak wiele osiągnęłaś w sportach walki: talent, ambicja, czy może ciężka praca?
KK: Wszystko po trochu. Talent, ambicja i ciężka praca to nieodzowne elementy składające się na sukces. Dodam do tego jeszcze wiedzę na temat boksu, którą przekazał mi mój pierwszy trener Kosedowski.

- Boks czy kickboxing – gdybyś musiała wybierać, na który sport byś postawiła?
KK: Oczywiście na boks. Jest to dla mnie sport bardziej przejrzysty.

 - Pracujesz teraz jako trenerka. Jak się czujesz z tej „drugiej strony”? Jest łatwiej czy trudniej?
KK: Początki były trudne. Ciężko było mi wychwytywać błędy i poprawiać moich podopiecznych, jednak po paru miesiącach doszłam do wprawy. Przyznaję, że nie jest to praca tak lekka, łatwa i przyjemna jak mi się kiedyś wydawało. Dzisiaj wiem ile natrudzić musieli się moi trenerzy, aby nauczyć mnie boksu.

- Twoje plany na najbliższą przyszłość?
KK: Na razie koncentruję się na pracy w Klubie Bokserskim FENIX, a moim marzeniem jest wychowywać mistrzów.

- Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia!
KK: Dziękuję i pozdrawiam czytelników.

Rozmawiał: Wojciech Czuba

Fotografie: Karolina Koszewska

karolina_fenix

KASJUSZ ŻYCIŃSKI: NIEKTÓRZY MÓWILI, ŻE JESTEM ZA STARY NA BOKS

KASJO

- Podwójnie motywują mnie opinie, kiedy słyszę, że jestem za stary, bo za późno rozpocząłem przygodę z boksem – mówi Kasjusz Życiński (81kg), który dołączył do Hussars Poland i ma szansę już w styczniu zadebiutować w World Series of Boxing.

- Od jakiegoś czasu starałem się o angaż w „Husarii”, a o nominacji dowiedziałem się zaraz po powrocie z obozu kadry seniorów w Wiśle. Bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość – powiedział Kasjusz, który 1 stycznia skończy 22 lata. Dopiero, choć niektórzy wytykają wiek zawodnikowi urodzonemu w Iławie.

- Kiedy po raz pierwszy poszedłem na salę treningową w pewnym klubie, mniejsza o nazwę i miasto, usłyszałem, że jestem za stary na boks. To mnie jeszcze bardziej zmotywowało do ciężkiej pracy. Spakowałem się w walizkę i pojechałem 500 km do Gdańska, aby znaleźć się w SAKO. Pięściarstwo trenuję od 3 lat, a niewiele ponad 2 lata temu stoczyłem pierwszą walkę w ringu – dodał.

Do tej pory Kasjusz Życiński wygrywał turnieje rangi Grand Prix Polskiego Związku Bokserskiego i stawał na podium Pucharu Polski oraz mniejszych międzynarodowych zawodów. W Mistrzostwach Polski Seniorów zadebiutował w tym roku w Zawierciu, przegrywając w ćwierćfinale z Markiem Matyją.

- To zawodnik będący w moim zasięgu, miesiąc wcześniej na Pucharze Polski w Ostródzie stoczyłem z nim wyrównaną walkę w finale. Nasza konfrontacja w Zawierciu miała papiery na walkę finałową, niestety spotkaliśmy się na początku turnieju i jeden gorszy tego dnia musiał odpaść – uważa Kasjusz Życiński.

Po 4 porażkach z rzędu, w piątek 10 stycznia „Husaria” spotka się w Wyszkowie z broniącymi tytułu Kazachami. Kasjusz Życiński najwcześniej może zadebiutować w World Series Boxing tydzień później w rewanżowym meczu z Rosją, bowiem wtedy odbędzie się pojedynek w wadze 81kg.

- Liga WSB to dobry sprawdzian i możliwość zasmakowania boksu na najwyższym poziomie. Wierzę w nasze wygrane i w sprawienie kilku niespodzianek w tym sezonie. Sukcesy dadzą nam na pewno kopa do dalszej ciężkiej pracy – przyznał bokser, który łączy pracę zawodową z treningami, ale jak mówi wszystko można mądrze poukładać.