DENIS LEBEDEV STAWIA NA MASTERA. WALKI Z POLAKAMI? CZEMU NIE…

lebedev

Jeśli w najbliższą sobotę Mateusz Masternak okaże się w Monte Carlo lepszy niż Youri Kalenga, założy pas tymczasowego mistrza świata WBA kategorii junior ciężkiej i zdobędzie prawo do konfrontacji z Denisem Lebedevem, pełnoprawnym czempionem tej samej federacji. 34-letni Rosjanin nie ma też nic przeciwko konfrontacji z innym Polakiem, mistrzem WBC Krzysztofem Włodarczykiem. Lebedev, który w zawodowej karierze pokonał już m.in. Alexandra Alexeeva, Roya Jonesa juniora i Jamesa Toneya, a niesłusznie przegrał na punkty z Marco Huckiem, opowiada także o dramatycznym boju z Guillermo Jonesem. Rok temu w Moskwie, umęczony przez posiłkującego się niedozwolonymi substancjami przeciwnika, nasz rozmówca poddał się na kilka sekund przed końcem 11. rundy. Pas poleciał do Panamy, lecz po dopingowej wpadce zwycięzcy tytuł WBA zwrócono Lebedevowi. 25 kwietnia miało dojść do rewanżu, lecz Jonesa… ponownie złapano na dopingu.

- Czeka pan na walkę Mateusz Masternak – Youri Kalenga, która wyłoni tymczasowego mistrza świata WBA i zarazem obowiązkowego pretendenta do starcia z panem?
Denis Lebedev: Oczywiście. Interesuje mnie wszystko, co dotyczy mojej kategorii wagowej, dlatego i ten pojedynek obejrzę z dużym zainteresowaniem.

- Rzeczywiście będzie pan zobowiązany, aby skrzyżować rękawice z posiadaczem tytułu WBA Interim, czy jest tak tylko w teorii?
DL: Nie będę widział przeszkód. Jeśli tylko WBA zobowiąże mnie do walki z Masternakiem lub Kalengą, nie będę stwarzał problemu i wyjdę na ring. Federacja dyktuje warunki, a ja je wypełniam. To wszystko.

- Zatem z kim przyjdzie się panu zmierzyć?
DL: Zacznijmy od tego, że najpierw stoczę pojedynek w dobrowolnej obronie tytułu, a więc rywalem nie będzie ani Masternak, ani Kalenga. Promotor Andriej Riabinskij powiedział mi, że przybliżony termin to koniec września – początek października. Następnie przyjdzie pora na obowiązkową obronę, a przeciwnikiem powinien zostać lider rankingu. Zapewne zostanie nim ten, kto zwycięży z Monte Carlo.

- A więc Polak czy Francuz?
DL: Walka zapowiada się bardzo ciekawie, ale sądzę, że wygra wasz zawodnik. Choć jesienią przegrał w Moskwie z Grigorijem Drozdem (TKO w 11. rundzie – przyp. red.), zrobił na mnie dobre wrażenie. Pojedynek był bardzo wyrównany, szala zwycięstwa przechylała się raz na lewo, raz na prawo. Los chciał, żeby zwyciężył Grisza i tak też się stało. Po przegranej Masternak powinien był wyciągnąć wnioski i udoskonalić swój warsztat, a jeśli tak postąpił, z pokonaniem Kalengi nie powinien mieć wielkich problemów.

- Jeśli przyjdzie panu walczyć z Masternakiem, na ile trudny okaże się dla pana pojedynek?
DL: Nie mam pojęcia. Powiem panu tylko tyle, że to ja zostanę zwycięzcą.

- Wygląda na to, że Guillermo Jones znowu chciał walczyć z panem na nieuczciwych zasadach…
DL: Nieprzyjemna historia. Opowiadam się za czystością w sporcie i uważam, że każdy powinien zachowywać się zgodnie z kodeksem sportowej etyki.

- Powiedzieć o walce z maja ubiegłego roku, że była najtrudniejszą w pana karierze, to chyba zdecydowanie za mało?
DL: A wie pan, że wcale nie uznaję jej za najtrudniejszą? Mimo rozcięć i wielkiej opuchlizny czułem się nie najgorzej. Trafiłem Jonesa wieloma ciosami. Największy problem polegał na tym, że widziałem tylko na jedno oko.

- Wspomnienie tamtego pojedynku naprawdę nie jest dla pana koszmarem?
DL: Już dawno temu przyzwyczaiłem się do cierpienia. Mimo bólu, który rzeczywiście mi towarzyszył, za wszelką cenę chciałem zwyciężyć. Gdy jednak pojawiło się rozcięcie pod drugim okiem – tym, na które akurat widziałem – i obraz stał się już bardzo zamazany, musiałem się poddać. To było już zbyt wiele.

- Gdyby Jones nie wspomagał się zabronionymi specyfikami, pojedynek miałby inny przebieg?
DL: Sądzę, że bardziej zaszkodziło mi co innego. Wie pan, w życiu nie miałem tak pokiereszowanej twarzy jak wtedy. Cztery poważne rozcięcia w jednej walce. Cztery! Czy pan to sobie wyobraża? Oczywiście jest o wiele za późno, abym mógł kogokolwiek oskarżać, ale przypuszczam, że w szatni ktoś majstrował przy rękawicach Jonesa. Stąd taki, a nie inny był wygląd mojej twarzy. Identyczne przemyślenia na ten temat ma Walerij Brudow, który walczył z Jonesem w Panamie i wygląda na to, że jego potraktowano w taki sam sposób.

- Dlaczego ludzie z pańskiego narożnika nie przerwali tej walki? Mieli na to kilka rund, a przecież pańskie zdrowie zostało narażone na bardzo poważne niebezpieczeństwo. W narożniku nie było nawet profesjonalisty, który umiejętnie poradziłby sobie z rozcięciami, a jego obowiązki wykonywał Andriej Kozłow, specjalista od przygotowania fizycznego.
DL: Nie chciałbym już do tego wracać. Było, minęło, a wszystko ostatecznie zakończyło się dobrze. Wyciągnąłem wnioski i podążam do przodu (po walce z Jonesem Lebiediew zakończył współpracę z trenerem Kostią Cziu – przyp. red.).

- Już podczas walki odniósł pan wrażenie, że odporność Jonesa na uderzenia, być może dzięki dopingowi, wydaje się nadludzka? Nie padł na deski, a przecież wiele razy trafił go pan piekielnie mocno.
DL: Bardzo możliwe, że rzeczywiście pomógł mu w tym doping. Wpadł na furosemidzie (w obu przypadkach – po walce oraz przed rewanżem, do którego nie doszło – przyp. red.), który najprawdopodobniej wypłukał z jego organizmu dużo poważniejsze substancje.

- Już nie raz pojawiały się informacje, że do Moskwy na walkę z panem wybierze się Krzysztof Włodarczyk, mistrz świata federacji WBC. Co pan na to?
DL: Dlaczego nie? Nie mam nic przeciwko. Włodarczyk to godny przeciwnik i jeśli nasi promotorzy dojdą do porozumienia, mogę z nim walczyć gdziekolwiek. Najuczciwiej byłoby zmierzyć się na neutralnym terenie, choćby w USA lub Anglii. Mógłbym nawet przylecieć do Polski.

- Żaden z was nie „głaszcze” i zapewne nie brakowałoby opinii, że wasz pojedynek nie potrwa dwunastu rund…
DL: Bo ja wiem? Jestem przekonany, że wychodząc na ring Włodarczyk nie myśli o nokaucie, tak samo jak ja. Obaj po prostu robimy swoje, choć oczywiście biorąc pod uwagę, że walczymy w wadze cruiser, prawdopodobieństwo nokautu byłoby duże. Z drugiej strony nawet w ciężkiej dwunastorundowe walki nie są rzadkością.

- Na pewno pamięta pan ubiegłoroczną walkę Włodarczyka z mistrzem olimpijskim Rachimem Czakijewem, która odbyła się w Moskwie. Pokonałby pan Polaka walczącego na takim samym poziomie, jak wówczas?
DL: Prowokator z pana.

- Nie zgodziłbym się z tym.
DL: (śmiech) Prowokator, ale teraz nie używam tego słowa w negatywnym znaczeniu. Powiem tak – Włodarczyk wygrał tamtą walkę w swoim stylu. Rachim powinien był wiedzieć, że Krzysztof najgroźniejszy stanie się w późniejszych rundach. Na tym polega jego boks. To było wielkie zwycięstwo nie tylko waszego pięściarza, ale i jego zespołu, przede wszystkim trenera, który nakreślił prawidłową strategię. Włodarczyk musiał odcierpieć swoje, ale przetrwał trudne momenty i dopiął swego. Rachim zaś okazał się chłopakiem ze zbyt gorącą głową.

Rozmawiał: Przemysław Osiak, przegladsportowy.pl