Archiwum: Luty 2014

SKANDAL PRZY ODCZYTYWANIU KART PUNKTOWYCH W WALCE WIECZORU. PORAŻKI POLAKÓW

rekowski

Do kuriozalnej sytuacji doszło podczas odczytywania werdyktu po walce Marcina Rekowskiego z Oliverem McCallem. Według słów Marka Mateli niejednogłośnie na punkty (75-77, 76-75, 76-75) zwyciężył Rekowski, jednak sędzia ringowy Mirosław Brózio zagapił się i podniósł w górę ręce McCalla. Później zrobiło się bardzo niezręcznie, bo całą aferę trzeba było odkręcić – ku zdziwieniu i bezradności obozu Amerykanina. Jeszcze dziwniej zrobiło się po paru minutach, kiedy Paweł Wójcik przeprowadzał wywiad z „Rexem”. Właśnie wtedy do dziennikarza Polsatu Sport dotarła informacja o tym, że karty punktowe zostały źle podliczone. Okazało się, że zwycięzcą walki został mimo wszystko „Atomowy Byk”. Skąd więc zamieszanie z kartami? Albo dodawanie dziewiątek i dziesiątek przerasta profesjonalistów, którzy zajmują się tym od lat, albo za kulisami działo się coś trudnego do wyjaśnienia i tutaj możemy się tylko domyślać. Miejmy nadzieję, że wygrana McCalla (57-13, 37 KO) to ostateczny wynik i nie będziemy mieli do czynienia z kolejnymi zmianami. W takiej sytuacji Rekowski (12-1, 10 KO) poniósł dziś pierwszą porażkę na zawodowych ringach, ale w żaden sposób nie przekreśla to jego szans na ciekawą karierę w Polsce, natomiast „Atomowego Byka” zapewne jeszcze zobaczymy w naszym kraju – prawdopodobnie w walce z Andrzejem Wawrzykiem. Jeśli zaś chodzi o sam przebieg pojedynku wieczoru gali w Opolu: McCall bardzo leniwie rozpoczął walkę i pierwsze dwie rundy oddał swojemu rywalowi. Obraz potyczki zmienił się w trzeciej odsłonie, kiedy amerykański weteran wrzucił wyższy bieg, wstrząsnął Rekowskim i po chwili zafundował mu nokdaun po prawym bitym z góry. Polak wstał i podjął dalszą walkę, ale wyraźnie odczuł te uderzenia i jego kryzys trwał aż do gongu. Ofensywa „Atomowego Byka” trwała w rundzie czwartej, ale po dojściu do siebie Rekowski zaczął odpowiadać. Jego celne ciosy nie robiły jednak żadnego wrażenia na McCallu, którego szczęka uważana jest za najmocniejszą w historii. Blisko 49-letni dawny mistrz toczył wyrównaną walkę z Rekowskim w kolejnych starciach, ale przed ósmą rundą wynik wciąż był sprawą otwartą. W ostatniej odsłonie inicjatywa należała do McCalla, a Rekowski przeboksował tę rundę na wstecznym i wyraźnie unikał wymian, starając się trzymać bezpieczny dystans. Po ostatnim gongu Oliver natychmiast zaczął manifestować swoją radość, natomiast Polak nie był przekonany co do tego, czy należała mu się wygrana. Obydwaj zawodnicy bardzo ładnie zachowali się, gdy ogłoszono ostateczny werdykt. Należy to pochwalić chociażby dlatego, że całe zamieszanie kosztowało obydwu sporo nerwów.

- Danny Williams był w tej walce agresywny jak 15-letni Reksio śpiący przy kominku – powiedział komentujący tę potyczkę dla Polsatu Sport Andrzej Kostyra. Trafił w samo sedno. Andrzej Wawrzyk (28-1, 14 KO) nie miał najmniejszych problemów z rozbiciem 40-letniego Danny’ego Williamsa (45-21, 34 KO), który powinien zawiesić rękawice na kołku, jeżeli chce cieszyć się jako takim zdrowiem na sportowej emeryturze. „Brixton Bomber” jest już tylko smutnym cieniem zawodnika, który wygrywał z Mikiem Tysonem i przez pewien czas zaliczał się do najlepszych ciężkich na Wyspach Brytyjskich. Zwycięstwo nad nim nie daje Wawrzykowi absolutnie nic, ale może to i dobrze, że po ciężkiej porażce z rąk Aleksandra Powietkina nasz 26-letni zawodnik odbudował się efektownym zwycięstwem w pierwszej rundzie. Cały „pojedynek” trwał niestety tylko kilkadziesiąt sekund, a Williams zdążył w tym czasie dwa razy wylądować na deskach.

Rzucenie Andrzeja Sołdry (9-1-1, 5 KO) na mocno bijącego Vincenta Feigenbutza (9-1, 8 KO) nie było dobrym pomysłem. Polak przegrał przed czasem już w pierwszej rundzie. Sołdra dobrze wszedł w walkę i z dystansu trafiał rywala ciosami prostymi. Ograniczony, aczkolwiek piekielnie silny Feigenbutz wyczekał moment i przeszedł do ataku. Widać było ogromną przewagę w sile fizycznej między zawodnikami. Niemiec szybko zamroczył Sołdrę i poczuł krew, a po chwili mieliśmy pierwsze liczenie. Polak wstał, jednak był mocno wstrząśnięty. Robert Gortat zezwolił na kontynuowanie walki, a Niemiec nie wypuścił już szansy z rąk i zmusił ringowego do przerwania zawodów. Tym samym Sołdra poniósł pierwszą porażkę na profesjonalnym ringu.

Marek Matyja (4-0, 3 KO) zaliczył dziś kolejne zwycięstwo przed czasem, jednak sposób przerwania jego walki z Harisem Colakovicem (5-1, 4 KO) budzi spore kontrowersje. Matyja od początku nie mógł złapać właściwego rytmu walki. Serb przyjechał do Opola bardzo zmotywowany, jednak jego chaotyczne ataki i dziury w obronie nie wróżyły mu sukcesu. W połowie starcia Polak trafił rywala i Colakowicz zatoczył się na liny. Druga runda była już znacznie lepsza w wykonaniu zawodnika KnockOut Promotions, jednak Serb nadal nie pozwalał mu na rozkręcenie się w ringu. W trzeciej odsłonie Serb wyraźnie stracił ochotę do walki, a także sporo przetrzymywał, za co został ukarany odjęciem punktu. Między rundami w narożniku przyjezdnego rywala zawrzało i sprawiał wrażenie bliskiego rezygnacji z kontynuowania zawodów. Wyszedł on jednak do kolejnej odsłony i zaczął bardzo agresywnie zasypując Polaka chaotycznymi ciosami. Wtedy do akcji wkroczył Mirosław Brózio, który jak słusznie zauważyli komentatorzy Polsatu, był dziś zbyt surowy dla pięściarzy. Postanowił on zdyskwalifikować Serba za bicie nasadą, jednak zdecydowanie była to decyzja przedwczesna.

Łukasz Janik (10-4-1, 5 KO) wysoko postawił poprzeczkę utalentowanemu Przemysławowi Runowskiemu (5-0, 1 KO). Pojedynek pomiędzy młodymi polskimi pięściarzami dał wiele emocji kibicom oglądającym galę z cyklu „Wojak Boxing Night”. Faworyzowany Runowski od pierwszego gongu przeszedł do ofensywy i zasypywał podopiecznego Irosława Butowicza seriami ciosów, szczególnie często trafiając na korpus. Janik, który znany jest ze swojej niezłomności, ambitnie próbował odpowiadać na ataki rywala, jednak wyraźnie spóźniał się z akcjami i był wolniejszy. W drugiej rundzie pojedynek wyraźnie się wyrównał. Janik przetrzymał szarże zawodnika KnockOut Promotions i pod koniec starcia dwukrotnie mocno trafił. Trzecia runda mogła podobać się kibicom. Janik przyjmował ciosy Runowskiego na blok i przechodził do kontrataku. W czwartej odsłonie „Kosiarz” zaczął przełamywać zawodnika Silesia Boxing. Skutek zaczęły przynosić bardzo dynamiczne ciosy na korpus. Podopieczny Fiodora Łapina podłączył rywala, który w pewnym momencie był blisko liczenia. Niesamowicie twardy Janik chciał wrócić do gry w piątej rundzie, jednak wyraźnie stracił impet. Tempo spadło, ale to Runowski miał inicjatywę. Na 20. sekund przed gongiem trafił mocnym lewym sierpowym i zaakcentował końcówkę. Do połowy szóstego starcia „Kosiarz” wyraźnie dominował, jednak sędzia Mirosław Brózio postanowił odjąć mu punkt za ataki głową. To wyraźnie pobudziło Janika, który znów przystąpił do ataku. „Kosiarz” podjął rękawice i wdał się w wymiany, w których był precyzyjniejszy. Sędziowie po sześciu rundach punktowali 58-56, 59-56, 60-55 dla zawodnika KnockOut Promotions.

Włodzimierz Letr (1-2, 1 KO) po raz kolejny poniósł porażkę przed czasem na zawodowym ringu. Agit Kabayel (9-0, 7 KO) okazał się dla niego zbyt wymagającym rywalem i nawet nie dał mu rozkręcić się między linami. Niemiec o tureckich korzeniach znokautował podopiecznego Dariusza Snarskiego już w 12. sekundzie! Już w drugiej sekundzie Letr został trafiony lewym hakiem na wątrobę i upadł na deski. Sędzia wyliczył go i ogłosił zwycięstwo rywala przez nokaut. Ta dotkliwa porażka powinna skłonić pochodzącego z Kazachstanu pięściarza do ciężkiej pracy na sali treningowej i zbicia zbędnych kilogramów.

Leszek Dudek, bokser.org

NA CZELE „POLSKIEJ” GRUPY BEZ ZMIAN. PIERWSZE ZWYCIĘSTWO EKIPY Z MEKSYKU

DEREVYANCHENKO

Znamy już wyniki wszystkich meczów grupy B zawodowej ligi World Series of Boxing. Wczoraj oprócz meczu Domadores Cuba z Hussars Poland, który wygrali gospodarze 5-0, pierwsze w rozgrywkach zwycięstwo odniosła ekipy Mexico Guerreros, pokonując Azerbaijan Baku Fires 3-2. Z kolei dzisiaj z bezdyskusyjnej wygranej cieszyli się Kazachowie z Astana Arlans, rozbijając Boxing Team Russia 5-0.

Nieco więcej emocji było w dalekim Meksyku, choć gospodarze dość szybko zapewnili sobie zwycięstwo, wygrywając pierwsze trzy walki. Najpierw Joselito Velzquez Altamirano (49 kg) wysoko wypunktował Magomeda Ibiyeva, będąc zdecydowanie lepszym w każdym starciu. Drugie oczko dorzucił sensacyjnie 19-letni Brian Alexis Gonzalez Morales (56 kg), jakkolwiek jego zwycięstwo nad rutyniarzem Gairbekiem Germakhanovem nie było jednogłośne. Trzeci punkt dał Meksykanom ich lider Juan Romero (64 kg), bijąc przez TKO w 2. starciu debiutującego w lidze WSB Salmana Ibrahimova. W dwóch ostatnich walkach zwycięstwa przed czasem odnieśli goście, niwelując porażkę do stanu 2-3. Najpierw Soltan Migitinov (75 kg) dość szczęśliwie na skutek kontuzji wygrał w 4. starciu z Juanem Antonio Mercado, a w ostatniej walce wieczoru Mołdawianin Vladimir Cheles (91 kg) rozbił w 5. starciu przez TKO Nigeryjczyka w barwach Guerreros, Efebotora Apochi.

Za wysokim zwycięstwem (5-0) Kazakhstan Astana Arlans nad Boxing Team Russia kryje się zacięty miejscami pojedynek, w którym przynajmniej dwie walki zakończyć się mogły odwrotnymi werdyktami. Ostrzeżenie jakie otrzymał Belik Galanov (49 kg) w 1. rundzie walki z Mardanem Berikbayevem zadecydowało o jego niejednogłośnej porażce, przy czym dwaj sędziowie uznali ten bój za remisowy. Zastrzeżeń nie budził werdykt w drugiej walce, w której Madi Shulakov (56 kg) pewnie wypunktował Nikitę Fedorchenko, ale już w kolejnym boju Askhat Ualikhanov (64 kg) – ten sam, który dość szczęśliwie pokonał w Polsce Damiana Kiwiora – zdaniem wielu obserwatorów nie zasłużył na zwycięstwo nad niepokonanym dotąd Maksimem Dadashevem. Sędziowie punktowali jednak odpowiednio 48-47 i 49-46 dla Kazacha i 48-47 dla Rosjanina. Czwarty punkt dla obrońców tytułu mistrza WSB zdobył lider Arlans, Sergey Derevyanchenko (na zdjęciu), w bezapelacyjny sposób górujący nad solidnym Petrem Khamukovem. W ostatniej odsłonie meczu kibice zobaczyli niezwykle wyrównany bój, w którym faworyzowany Vasili Levit nieznacznie, choć jednogłośnie, pokonał na punkty debiutanta w WSB, Alekseya Egorova.

Po 7. kolejce spotkań na czele grupy B nie zaszły żadne istotne zmiany. Prowadzą Kubańczycy, wyprzedzając Kazachów, Rosjan, Azerów, Meksykanów i Polaków. Ci ostatni do Guerreros tracą jednak już 4 punkty, co oznacza, że do zajęcia 5. miejsca w grupie „Husarii” nie wystarczy tylko pokonanie drużyny meksykańskiej w Polsce…
wsb_7

 

‚MASTER’ EFEKTOWNIE NOKAUTUJE W POWROCIE!

master_trening

Bardzo efektownym nokautem zakończyła się powrotna walka Mateusza Masternaka (31-1, 23 KO) po pierwszej w karierze porażce. Debiutujący pod skrzydłami Piotra Wilczewskiego „Master” nie ustrzegł się pewnych błędów w obronie, ale w ataku wypadł zdecydowanie lepiej niż w kilku poprzednich występach, co dobrze rokuje na przyszłość. Twardy Sandro Siproshvili (27-18, 13 KO) uczciwie zapracował na swoją wypłatę, ale niestety przypłacił to ciężką porażką.

W pierwszej rundzie „Master” dał się zaskoczyć ciosem podbródkowym, ale poza tym jednym incydentem miał wyraźną przewagę. Trafiał lewym prostym i wyraźnie nastawił się na lewy hak na tułów. W drugim starciu Siproszwili kilka razy postraszył swoim lewym sierpem i przynajmniej dwa razy trafił nieostrożnego Polaka. Mateusz odpowiedział kilkadziesiąt sekund później, a potem poczuł się pewniej i wrócił do swojego skutecznego lewego prostego.

W trzeciej rundzie znów obydwaj mieli lepsze i gorsze momenty. Masternak nie był zagrożony, ale doświadczony Siproszwili kilka razy skarcił Polaka za brak koncentracji. W czwartej odsłonie Gruzin postanowił nieco ostrzej zaatakować. Zepchnął nawet Mateusza do obrony, ale chyba trochę się przeliczył, bo po odpowiedzi „Mastera” zupełnie oddał inicjatywę i po chwili sam stał oparty o liny. Zapadła chwila konsternacji, którą przerwał nie do końca przygotowany atak Siproszwilego. Masternak idealnie to wyczuł i skontrował perfekcyjnym prawym krzyżowym. Rywal padł na matę ciężko znokautowany, a Mateusz odbudował się po porażce z rąk Drozda i dał nadzieję na to, że wkrótce możemy znów zobaczyć go w ciekawych walkach z mocnymi rywalami.

Leszek Dudek, bokser.org

KUBAŃCZYCY NIE DALI POLAKOM ŻADNYCH SZANS

cuba_domadores

Ekipa Hussars Poland wybrała się do Hawany na rewanżowy mecz z najmocniejszą drużyną w World Series of BoxingCuba Domadores. Trudno było zakładać, że choć jeden z naszych zawodników wyjdzie zwycięsko ze swojej walki, ale zdobyte doświadczenie może zaowocować w przyszłości.

Pierwsze cztery pojedynki kończyły się gładkimi punktowymi zwycięstwami miejscowych faworytów, którzy zdeklasowali naszych Husarzy i najpierw wyprowadzili swój team na prowadzenie, a potem przesądzili o wyniku spotkania. Wisienką na torcie był dla Kubańczyków występ walczącego w wadze ciężkiej Erislandy Savona, który już w pierwszej rundzie znokautował Łukasza Zygmunta i ustawił wynik meczu na 5-0.

Choć Dawid Jagodziński wciąż nie ma na koncie indywidualnego zwycięstwa w lidze WSB, to jednak jego poprzednie dwie walki dawały nadzieję na to, że młody Polak będzie w stanie postawić solidny opór brązowemu medaliście mistrzostw świata w Ałmatach – Yosvany’emu Veitii. Tuż przed wylotem na Kubę Dawid przyznał w rozmowie z Mariuszem Serafinem, że trochę obawia się tego wyjazdu, ale będzie chciał jak najwięcej wynieść z przygody w Hawanie. W ringu Jagodziński nie miał niestety nic do powiedzenia i dał się gładko ograć szybszemu, lepiej wyszkolonemu technicznie mańkutowi, ale na odnotowanie zasługuje twardość naszego zawodnika, który ani razu nie był w poważnych tarapatach i wytrzymał pełne pięć rund z utytułowanym przeciwnikiem.

Kolejny mańkut i kolejna klęska Polaka. Podopieczni Huberta Migaczewa mieli ćwiczyć na treningach ciosy z prawej ręki, które są szczególnie skuteczne w starciach z zawodnikami boksującymi z odwrotnej pozycji, ale aktualny mistrz Kuby Marcos Forestal okazał się zdecydowanie za dobry dla Sylwestra Kozłowskiego. Mierzący 175 cm Kubańczyk zdecydowanie górował nad reprezentantem gości nie tylko wzrostem, lecz również umiejętnościami. Warto przypomnieć, że Forestal został wprowadzony do składu w ostatniej chwili w zastępstwie za mistrza olimpijskiego z Londynu – Robeisy Ramireza. W pierwszej rundzie zrobiło się gorąco i faworyt kilka razy brzydko sfaulował Kozłowskiego, ale potem skupił się już na boksie i wygrał bez większych problemów.

Liczyliśmy na to, że Damian Kiwior może uratować honor drużyny, wygrywając choć jedną rundę, bo trudno było mieć nadzieję na triumf młodego Polaka w całej walce ze znakomitym Yasnielem Toledo – brązowym medalistą igrzysk olimpijskich w Londynie oraz dwukrotnym srebrnym medalistą mistrzostw świata. Niestety Kiwior nie miał najmniejszych szans i poza niezłą (ale wciąż przegraną) drugą odsłoną, we wszystkich pozostałych był wyraźnie gorszy. Zmęczenie i bezradność poskutkowały dwoma ostrzeżeniami w końcówce i porażka Hussars Poland w całym spotkaniu stała się faktem.

W przypadku Piotra Gredke nie było wielkich oczekiwań. Istniało nawet podejrzenie, że przegra on swoją walkę przed czasem, ale Ramon Luis nie był na szczęście w bojowym nastroju i zadowolił się deklasacją punktową. Kilka razy robiło się niebezpiecznie, ale Kubańczyk więcej przyjemności czerpał z ośmieszania rywala technicznymi sztuczkami niż zadawania mu potężnych ciosów, które mogły doprowadzić do przerwania pojedynku. Gredke do końca próbował, ale nie miał żadnych odpowiedzi na doskonały momentami boks miejscowego faworyta. Skończyło się na pewnym zwycięstwie Luisa, a nam pozostaje się cieszyć, że Piotrek przetrwał cały dystans. Na pewno wyniesie z tej lekcji więcej niż z kilku wygranych walk na MMP.

Porażkę w debiucie można było tłumaczyć brakiem odpowiedniego przygotowania. Później Łukasz Zygmunt spędził kilka tygodni z resztą drużyny i miał zaprezentować znacznie lepszą formę w drugim występie w WSB. Niestety skończyło się fatalnie, bo Polak już w pierwszej odsłonie został znokautowany. Świetnie dysponowany krewny legendarnego Felixa Savona uderzył prawym sierpowym, a Zygmunt padł na deski. Wstał prawie od razu, ale po chwili poczuł się gorzej i przyklęknął. Liczenie trwało długo, więc Łukasz zdążył się podnieść, ale nie sprawiał wrażenia, jakby chciał dalej boksować i sędzia ringowy podjął słuszną decyzję o niedopuszczeniu go do dalszej walki. Powtórki pokazały, że cios nie doszedł nawet czysto do celu. Wydawało się, że prawy Erislandy Savona ześlizgnął się nieco po barku Polaka i nawet jeśli doszedł, to zaledwie jako obcierka. Mimo niewątpliwej klasy rywala, taka postawa Zygmunta stawia pod znakiem zapytania jego dalsze występy w drużynie Hussars Poland.

49 kg: Yosvany Veitia UD 5 Dawid Jagodziński (50-42, 50-44, 50-44)
56 kg: Marcos Forestal UD 5 Sylwester Kozłowski (50-45, 50-45, 50-44)
64 kg: Yasnier Toledo UD 5 Damian Kiwior (50-43, 50-43, 50-42)
75 kg: Ramon Luis UD 5 Piotr Gredke (50-45, 50-45, 50-45)
91 kg: Erislandy Savon KO 1 Łukasz Zygmunt

Leszek Dudek, bokser.org

ROGER HRYNIUK: JEŚLI MASZ SERCE DO WALKI, DORÓWNASZ NAWET OLBRZYMOM

hryniuk

Niespełna 23-letni Roger Hryniuk jest jednym z trzech polskich pięściarzy, którzy w dniach od 4 do 9 lutego wystąpią w tradycyjnym turnieju o Memoriał Istvana Bocksaia w Debreczynie. Aktualny Mistrz Polski do lat 23 wagi superciężkiej na swoją poważną reprezentacyjną próbę ciężko pracuje od kilku ostatnich miesięcy.

- Przygotowuję się do nowego sezonu od obozu w Wiśle, który odbył się w połowie grudnia. Robiliśmy tam głównie siłę, później miałem krótką przerwę na święta i treningi w moim w klubie Cristal Białystok oraz na indywidualne treningi pod okiem trenerki na siłowni w mojej miejscowości, czyli w Łapach. Teraz znowu jestem w Wiśle, gdzie uczestniczę w bardzo ciekawych treningach z nowym trenerem kadry Walerym Korniłowem i jego asystentami Ludwikiem Buczyńskim i Zbigniewem Raubo – mówi Roger.

Z pewnością bardzo cieszy nas powrót tego wciąż młodego pięściarza do poważnego boksowania. Kiedy w 2009 roku awansował do ćwierćfinału wagi średniej (75 kg) Młodzieżowych Mistrzostw Europy w Szczecinie, wielu wróżyło mu ciekawą sportową przyszłość.

- Pamiętam doskonale tamten turniej – wspomina sympatyczny zawodnik. – Wygrałem dwie walki z Grekiem Iliasem Ahmedem i Finem Ville Hukkanenem, którego uważano za faworyta zawodów. Niestety w ćwierćfinale przegrałem z późniejszym Mistrzem Europy Niemcem Tyronem Zeuge, który aktualnie uważany jest za dobrze zapowiadającego się zawodowca – zauważa Hryniuk.

Dzisiaj Roger Hryniuk niewiele przypomina siebie sprzed 5 lat, głównie z uwagi na kategorię wagową, w jakiej teraz boksuje.

- Mam 183 więc na pewno nie jestem najniższym superciężkim i myślę, że w tej kategorii wagowej idzie mi nie najgorzej. Jak się ma serce do walki, to można dorównać nawet olbrzymom – zapewnia.

Roger mieszka w Łapach, mieście skąd pochodził także m.in. były mistrz Polski i olimpijczyk, Grzegorz Kiełsa. Zarówno on, jak i Krzysztof Zimnoch, który podobnie jak Roger reprezentował kiedyś barwy Cristalu Białystok, mieli spory wpływ na karierę naszego rozmówcy.

- Od Grzegorza dostałem kiedyś – jako mały chłopak – rękawice z autografem. Kibicowałem mu kiedy boksował zawodowo w Kanadzie. Pamiętam jak oglądałem jego walki w Internecie. Dużo zawdzięczam Krzyśkowi Zimnochowi. Kiedy z nim zaczynałem sparować, miało się właśnie urodzić moje dziecko. Krzysiek kiedy się o tym dowiedział załatwił mi pracę w dyskotece, dzięki której mogę nadal boksować. Gdyby mi nie pomógł, to zapewne musiałbym szukać „normalnej” pracy i na boks zabrakłoby mi czasu – dodaje Roger.

- Miałem kryzys w 2010 roku. Poza startem na Mistrzostwach Polski w Strzegomiu prawie nie boksowałem. Szykowałem się na Młodzieżowe Mistrzostwa Polski, ale niestety moja mama miała groźny wypadek i musiałem zająć się domem. W ogóle przestałem wtedy trenować. Półtoraroczna przerwa w startach zrobiła swoje – podskoczyła mi też waga, bo mam tendencję do tycia i stało się. Odrodziłem się w wadze superciężkiej. Mam w niej jednak spore atuty – serce do walki i fakt, że jestem niewygodnym zawodnikiem z uwagi na niezłą szybkość. Znam jednak swoje słabości – wiem, że muszę pracować nad techniką i celnością ciosów. Wielki wpływ na mój powrót do boksu miał trener klubowy Dariusz Kochanowski. Został wtedy głównym szkoleniowcem w klubie i postanowił ściągnąć mnie znów do boksu, za co jestem mu bardzo wdzięczny. W Cristalu mogę także liczyć na wsparcie prezesa Ryszarda Dargiewicza, młodych trenerów Piotra i Krystiana Sielawa, Piotra Jankowskiego, który stał w moim narożniku kiedy zdobyłem złoty medal Mistrzostw Polski do lat 23.

Marzeniem zawodnika Cristalu Białystok jest wywalczenie stałego miejsca w kadrze narodowej seniorów oraz występy w lidze World Series of Boxing. Nie stawia sobie na razie większych celów, koncentrując się na najbliższej przyszłości.

- Chciałbym także w przyszłości spróbować swoich sił w zawodowej lidze WSB, gdzie walczą najlepsi pięściarze na świecie. O zawodowstwie na razie nie myślę… – zakończył Roger.

Z zainteresowaniem będziemy obserwować jego tegoroczne starty. Każdy sukces, który się stanie jego udziałem, jak i naszą rozmowę, będzie dedykował swojej córeczce Kamili. To może być doskonała motywacja! Roger, trzymamy kciuki za Debreczyn!

ZAPRASZAMY NA II TURNIEJ GRAND PRIX PZB DO NOWEJ DĘBY

pzb

Tydzień temu informowaliśmy, że II Turniej Grand Prix o Puchar PZB odbędzie się w dniach 13-16 lutego 2014 roku w Nowej Dębie. Dzisiaj w imieniu organizatorów, czyli Polskiego Związku Bokserskiego, Podkarpackiego Okręgowego Związku Bokserskiego, KS „GARDA” Nowa Dęba oraz Urzędu Miasta i Gminy Nowa Dęba, przekazujemy szczegółowe informacje.

Zawody odbędą się w Hali Zespołu Szkół Nr 2 w Nowej Dębie przy ul. Kościuszki 101 (tam również znajdować się będzie biuro zawodów) i mogą w nich wziąć udział zawodnicy urodzeni w latach 1974-1995 (mający ukończone 18 lat), zgłoszeni do centralnej kartoteki PZB i posiadający aktualną licencję zawodniczą oraz ważne badania lekarskie.

Zawody przeprowadzone zostaną zgodnie z  Regulaminem Sportowym PZB, Regulaminem Opieki Zdrowotnej PZB i Regulaminem GRAND PRIX PZB na 2014 rok. Zawodnicy w kategoriach wagowych: 46-49 kg, 52 kg, 56 kg,  60 kg, 64 kg startują we własnych rękawicach bokserskich (10 uncji) posiadających atest AIBA. Organizator zapewnia rękawice bokserskie dla zawodników startujących w kategoriach wagowych: 69 kg, 75 kg, 81 kg, 91 kg, +91 kg (12 uncji).

Zgodnie z  Uchwałą Zarządu PZB ustalono opłatę za udział zawodnika w wysokości 30 zł, płatne przed badaniem i ważeniem głównym zawodników. Koszty związane z uczestnictwem pokrywają  delegujące kluby. Zakwaterowanie uczestników w Nowej Dębie możliwe jest w Hotelu Szypowski (ul. Jasna 7) i Hotelu Szypowski (ul. Szypowskiego 1; adres e-mail: rezerwacja@hotelszypowski.pl lub kontakt@hotelszypowski.pl), Zajeździe „Leśne Kąty” (Tarnowska Wola 225; tel. 15 846 75 75, kom. 605 93 90 93, adres e-mail: zajazd@tlen.pl) oraz w Hotelu „Dębianka” w Nowej Dębie (ul. ks. H. Łagockiego 64;  tel. 15 846 39 84, adres e-mail: debianka@data.pl). Rezerwacji noclegów należy dokonać  bezpośrednio w hotelach do dnia 8 lutego 2014 roku. Cena noclegu z wyżywieniem: 90 zł/osobodzień  (w tym  śniadanie, obiad i kolacja) – płacone przez kierowników ekip,

Zgłoszenia  zawodników  do startu w turnieju z  uwzględnieniem: nazwy klubu, imienia i nazwiska zawodnika oraz kategorii wagowej, należy przesłać pisemnie na adres e-mail: maciek@resgraph.pl do  dnia 8 lutego 2014 roku. Wszelkich pytań i informacji udziela Maciej Dziurgot (tel kom. 605 999 620).

Organizator zapewnia nieodpłatnie możliwość korzystania z kompleksu basenów (w tym sauna, jacuzzi) – informacje na miejscu.

Przy organizacji transportu do/z Nowej Dęby, prosimy o zwrócenie uwago na dogodne połączenie kolejowe z większymi miastami. Dworzec Kolejowy znajduje się 500 m od hali sportowej w Nowej Dębie.

Organizator zastrzega sobie prawo niedopuszczenia do turnieju zawodników nie zgłoszonych w wyżej wymienionym terminie.

UWAGA: Uczestnicy powinni posiadać ubezpieczenie NNW i OC. Organizator nie ponosi odpowiedzialności z tytułu ubezpieczenia zawodników, kradzieży, uszkodzenia czy zagubienia sprzętu sportowego przez zawodników. Za ewentualne szkody dokonane przez uczestników zawodów, odpowiedzialny finansowo jest trener lub kierownik ekipy (płatność na miejscu).

HARMONOGRAM ZAWODÓW:

Czwartek:  13.02.2014 roku
do  godz. 12:00              -  przyjazd ekip
12:00 – 14:00 -  badanie lekarskie i waga (Hala Sportowa, Zespól Szkół Nr 2)
15:00              -  konferencja techniczna i losowanie
17:00              -   walki eliminacyjne

Piątek:  14.02.2014 roku
8:00 – 9:00     -  badanie lekarskie i waga
11:00               -  walki ćwierćfinałowe I seria
17:00               -  walki ćwierćfinałowe II seria

Sobota:  15.02.2014 roku
8:00 – 9:00     – badanie lekarskie i waga
16:00               -  walki półfinałowe

Niedziela: 16.02.2014 roku
7:00 – 8:00      – badanie lekarskie i waga
11:00 – 14:00  – walki finałowe, dekoracja zwycięzców