Archiwum: Październik 2015

KAROL KOWAL I MICHAŁ SOCZYŃSKI TRIUMFUJĄ W PRADZE. MACIEJ ŻURAKOWSKI ZE SREBREM

kask

Sukcesem dwóch reprezentantów Polski, Karola Kowala (60 kg) i Michała Soczyńskiego (81 kg), zakończył się dzisiaj w Pradze 24. Międzynarodowy Młodzieżowy Turniej Memoriałowy im. Juliusa Tormy. Pierwszy z nich pokonał na punkty Czecha Tomasa Spicaka, zaś drugi zwyciężył przez TKO w 3. starciu Węgra Petera Baranyi. Trzeci z naszych finalistów, Maciej Żurakowski (91 kg), świetnie rozpoczął swój finałowy bój z Austriakiem Alexandrem Mraovicem, wygrywając 1. rundę, lecz ostatecznie przegrał przez TKO w 3. starciu.

Dodajmy, że wczoraj w pojedynkach półfinałowych Karol Kowal pewnie wypunktował Francuza Lounesa Hamraou, Michał Soczyński otrzymał walkower od Czecha Ali Kalajeva, zaś Maciej Żurakowski zwyciężył jednogłośnie na punkty zawodnika gospodarzy, Davida Michalka.

GRAFKA LEPSZY OD GŁAŻEWSKIEGO W WIELICZCE. UDANY POWRÓT ZIMNOCHA

zimnoch krzysztof 01

Dla Krzysztofa Zimnocha (18-0-1, 12 KO) był to nie tylko powrót po dwuletniej przerwie spowodowanej kontuzją i długą rehabilitacją. Był to również debiut z nowym trenerem w narożniku. Wszystko wypadło bardzo efektownie, choć wartość Gbengi Oluokuna (19-13, 12 KO) spada ostatnio na łeb na szyję. Krzysztof był dobrze przygotowany do gali boksu zawodowego w Wieliczce, czego na pewno nie można powiedzieć o Nigeryjczyku. Już w pierwszej rundzie przyklęknął po prawym z góry Polaka i dał się doliczyć Leszkowi Jankowiakowi aż do dziewięciu. W drugim starciu Zimnoch uderzył akcją lewy-prawy prosty, poprawił krótkim prawym sierpem na skroń i było po wszystkim. Szybko, łatwo i przyjemnie.

- Jeżeli Paweł zaboksuje tak jak ostatnio, to jako pierwszy powiem mu, żeby zakończył karierę – powtarzał przed walką Tomasz Babiloński, promotor Pawła Głażewskiego (23-5, 5 KO). Pięściarz z Białegostoku niegdyś bardzo łatwo uporał się z Bartłomiejem Grafką (15-18-1, 6 KO), dziś jednak to już nie ci sami zawodnicy. Jeden zrobił spory postęp, drugi zaś wyraźnie spuścił z tonu. Zgodnie z oczekiwaniami Grafka ruszył bardzo ostro, tak by złamać psychicznie faworyzowanego rywala. Kiedy „Głazowi” udawało się utrzymywać walkę w dystansie, kontrolował ją lewym prostym, lecz podopieczny Irosława Butowicza coraz częściej przedzierał się do półdystansu. Paweł zamiast boksować, niepotrzebnie starał się ustrzelić oponenta jakimś mocnym uderzeniem. W końcówce czwartego starcia wystrzelił z całym skrętem ciała lewym sierpowym. Nie trafił, ale włożył w to tyle siły, że aż sam się przewrócił. Zaraz na starcie piątej odsłony doznał natomiast rozcięcia prawej powieki, co tylko jeszcze bardziej rozochociło Grafkę. Na koniec tego odcinka Włodzimierz Kromka odebrał Bartkowi punkt za ataki głową, a „Głaz” w końcu wstrzelił się swoją akcją i trafił lewym sierpem. W szóstej rundzie Głażewski złapał swój rytm i choć o wielkiej przewagi nie zyskał, to przynajmniej nie dawał się już spychać na liny. W ostatnich sześciu minutach Grafka postawił na zdecydowany atak. Między linami zapanował chaos, nad którym nie dali rady zapanować ani zawodnicy, ani trochę bezradny sędzia. A kto wygrał? Punktowi byli niejednogłośni, ale stosunkiem głosów dwa do jednego – 74:79, 78:75 i 75:76, wskazali na Grafkę.

Po niezłym pojedynku wagi półciężkiej Marek Matyja (10-0, 4 KO) wypunktował słabszego fizycznie, za to bardzo ambitnego Michała Ludwiczaka (12-2, 5 KO). Pięściarz z Oleśnicy tuż po starcie narzucił ostry pressing, szukając bardzo mocnych haków po dole z obu rąk. Ale z jego łuku brwiowego w pewnym momencie pociekła krew. – Po ciosie, to było po ciosie – krzyknął Leszek Jankowiak, który był trzecią osobą w ringu. Podrażniony takim obrotem spraw Matyja zaatakował z jeszcze większą pasją po przerwie, uderzając coraz częściej mocnymi sierpami. – Nie śpiesz się – usłyszał od Fiodora Łapina przed trzecią rundą. Ludwiczak trafił nawet ładnym lewym sierpem z doskoku, lecz powiększała się przewaga silniejszego fizycznie Marka. Matyja konsekwentnie obijał korpus, a w piątym starciu trafił również prawym krzyżowym przy linach. Na początku szóstego poprawił dwukrotnie prawym sierpem w okolice ucha, lecz Ludwiczak nie tylko nie dał się złamać, co jeszcze lepiej zaakcentował końcówkę tej odsłony swoimi atakami. Do końca przeważał już faworyt tej konfrontacji. Półtora minuty przed ostatnim gongiem Ludwiczak aż skrzywił się po lewym haku na wątrobę, ale pokazał hart ducha i dotrwał do ostatniej syreny. Sędziowie jednogłośnie opowiedzieli się za Matyją, punktując 78:74, 78:74 i 79:73.

Krzysztof Kopytek (11-0, 2 KO) wypunktował w spotkaniu dwóch niepokonanych rodaków Damiana Mielewczyka (9-1, 7 KO). Pierwsza runda była toczona w spokojnym tempie i żaden z zawodników nie osiągnął przewagi, ale już w drugiej Kopytek kilka razy sięgnął głowy przeciwnika swoją prawą ręką. Mielewczyk nieustannie starał się atakować, jednak wszechstronniejszy rywal łapał go na swoje kontry i Damian w piątym starciu miał już podbite prawe oko. W szóstym wyraźnie cierpiał po kilku hakach na korpus, lecz sklinczował i pomimo kryzysu dotrwał do przerwy. Minuta odpoczynku okazała się zbawienna. W dwóch ostatnich odsłonach Mielewczyk jeszcze starał się odmienić losy potyczki, lecz mądrze boksujący Krzysiek nie dał sobie zrobić większej krzywdy. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 77:75, 77:75 i 80:72 – wszyscy na korzyść Kopytka.

Blisko 48-letni Białorusin Henadzi Daniliuk (17-11, 14 KO) nie miał nawet prawa nawiązać równorzędnej walki. Krzysztof Kosela (4-0, 3 KO) od początku ruszył na przeciwnika. Ten mocno przestraszony schował się za podwójną gardą. Polak więc kilka razy uderzył prawym hakiem na korpus, by w połowie rundy poprawić prawym podbródkowym. Nokaut. Wcześniej boksujący również w wadze ciężkiej Łukasz Różański (1-0, 1 KO) udanie zadebiutował na zawodowych ringach, nokautując w pierwszej rundzie Mateusza Zielińskiego (2-5).

źródło: bokser.org