Archiwum: Wrzesień 2013

TOMASZ RÓŻAŃSKI O PRZYGOTOWANIACH DO MŁODZIEŻOWYCH MISTRZOSTW ŚWIATA

Boks Kobiet 01

- Już za tydzień 20 września zawodniczki młodzieżowej kadry kobiet wyjadą na Mistrzostwa Świata do Bułgarii. Jak wyglądają ostatnie przygotowania do startu w tak ważnym międzynarodowym wydarzeniu?
Tomasz Różański: Ostatni dziesięciodniowy szlif formy odbywa się w świetnie położonym miejscu jakim są Skotniki, przedmieścia Krakowa – J & J Sport Center, gdzie ekipa Pana Jacka Hajteka dba o to aby zawodniczki mogły optymalnie przygotować się do startu w tym niezwykle prestiżowym turnieju. Świetne miejsce, świetne warunki treningowe, miła obsługa. Wcześniej w celu przygotowań odbyły się zgrupowania, które zostały przeprowadzone w Szczecinku, Zakopanym i Karpaczu. W przygotowania zaangażowali się trenerzy: Marek Węgierski, Andrzej Porębski, Paweł Pasiak, Aleksander Maciejowski, Mariusz Kuc, Stanisław Łakomiec, Tomek Potapczyk oraz trener OB Kinga Ruszczyńska. Niestety z przyczyn od nas niezależnych, nie możemy spędzić ostatnich dni bezpośrednio w Bułgarii, w miejscu zawodów, gdzie moglibyśmy przygotowywać się z wieloma ekipami, które przyjechały zaadoptować swoje organizmy w tamtejszym klimacie, temperaturze i wilgotności powietrza. Trudno, cieszymy się z tego co mamy.

- Ile zawodniczek zostało powołanych do startu w Mistrzostwach i dlaczego te nazwiska i taka ilość reprezentantek Polski?
TR: Trener Marek Węgierski powołał do startu w Mistrzostwach Świata czternaście zawodniczek gdzie również z przyczyn od nas niezależnych do startu wybrano dwanaście najlepiej prezentujących się w okresie wyboru zawodniczek w dwóch kategoriach wiekowych: junior – pięć zawodniczek i młodzież – siedem zawodniczek. Dlaczego? Gdyż start właśnie tych zawodniczek zwiększa prawdopodobieństwo wygrywania walk.

- Jakie widzi Pan szanse Polek na zdobycie miejsc medalowych i jaką ilość medali planujemy przywieźć?
TR: Nie interesują mnie medale Mistrzostw Świata ale poziom jaki zawodniczka zaprezentuje się w ringu. Znamy te dziewczyny, wiemy jak wypadają na sparingach, wiemy jakie mają problem. Jeżeli dziewczyna wypadnie zdecydowanie lepiej niż na treningach i startach kontrolnych i przegra walkę na Mistrzostwach Świata, osobiście dostanie ode mnie nagrodę. W teamie polskim nie ma faworytek, na wynik składa się tak wiele czynników, że trudno jest wróżyć z fusów. Nie mam pojęcia co kobiecy młodzieżowy boks zaoferuję nam na tych Mistrzostwach Świata. Mamy świadomość, że trenerzy na całym świecie robią wszystko aby podnosić poziom swoich podopiecznych. Ja wraz ze swoim sztabem trenerskim również nie próżnujemy. Jedno mogę obiecać, że każda zawodniczka złoży swoje życie na ringu, a czy umiejętności wystarczą aby cieszyć się z sukcesu, czas pokarze. Na pewno będziemy najbardziej zdeterminowanym teamem na tych mistrzostwach – to również mogę obiecać.

- Niedawno przejął Pan obowiązki trenera młodzieżowej kadry kobiet w związku rezygnacją trenera Marka Węgierskiego. Proszę powiedzieć, czy jeżeli zostanie Panu złożona propozycja objęcia tej funkcji na stałe, podejmie się Pan tego wyzwania?
TR: Coaching to moja pasja, życie i praca. Dwadzieścia cztery godziny na dobę myślę o tym aby pogłębiać swoje umiejętności oraz poprawiać swój warsztat pracy. Jeżeli będzie mi dane kontynuować myśl trenerską, to widocznie tak musi być.

- Czy to prawda, że podczas MŚ w Bułgarii będzie Pan uczestniczył w szkoleniu organizowanym przez AIBA oraz podejdzie Pan do egzaminu na 3 * trenerskie zgodnie z nowymi przepisami międzynarodowymi
TR: To prawda, AIBA potwierdziła przyjęcie mnie na kurs oraz egzamin na najwyższy stopień stworzony przez Światową Organizację Boksu Amatorskiego. Pragnę podziękować wszystkim tym osobom, którzy przyczynili do tego. Szczególne podziękowania dla Pana Adama Kusiora, Prezesa Zbigniewa Górskiego oraz dla Pani. Dzięki wielkie!!!

Dziękuję za rozmowę.

rozmowa: Katarzyna Psykała, PZB

KOŁKOWSKI O ZMIANIE LICZBY KATEGORII WAGOWYCH W SEZONIE 2013/2014

Kolkowski Jarosla 01

W zeszłym sezonie drużyna Hussars Poland udanie zadebiutowała w lidze World Series of Boxing, której inicjatorem jest AIBA. Podopieczni trenera Huberta Migaczewa wyszli z fazy grupowej i w ćwierćfinale odpadli z mocną ekipą Dolce&Gabbana Italian Thunder. W sezonie 2013/2014 emocji z pewnością nie zabraknie – „Husaria” trafiła do grupy z drużynami Azerbaijan Baku Fires, Astana Arlans Kazakhstan, Mexico Guerreros, Boxing Russia Team oraz Domadores Cuba. Co więcej – pięściarze będą konkurowali aż w dziesięciu kategoriach wagowych!

Menadżer polskiego teamu – Jarosław Kołkowski – skomentował zmiany wprowadzone przez AIBA  w wywiadzie dla oficjalnej witryny rozgrywek. Zapraszamy do lektury.

- Zmiana przepisów dotycząca poszerzenie kategorii wagowych do dziesięciu została pozytywnie przyjęta przez zawodników i bokserskie media. Dlaczego?
JK: Bokserzy i dziennikarze mają świadomość, że jest to szansa na wzrost popularności rozgrywek World Series of Boxing, dołączenie wielu utalentowanych pięściarzy do ligi i stworzenie solidnego filaru nowej ery boksu w AIBA. Pięć kategorii uniemożliwiało starty wielu zawodnikom i WSB było postrzegane jako ciekawa inicjatywa boksu „pół amatorskiego, pół zawodowego”. Wprowadzenie dziesięciu kategorii wagowych to zmieni. Teraz WSB będzie spełniało rolę, dla której zostało zaprojektowane – będzie promować i rozwijać olimpijską odmianę boksu.

- Czy w grupie Hussars Poland są pięściarze, którzy skorzystają na tej zmianie?
JK: Na myśl przychodzi mi Mateusz Tryc oraz Dawid Michelus. Obaj nie konkurowali w swoich naturalnych kategoriach i negatywnie odbiło się to na ich dyspozycji w ringu podczas występów w poprzednim sezonie. Tryc konkurował w kategorii do 73 kilogramów, jednak zbijanie bardzo go osłabiało. Z drugiej strony był za mały, by konkurować w wyższej dywizji. Michelus próbował swoich sił w wadze do 61 kilogramów, gdzie musiał boksować z większymi pięściarzami na dystansie pięciu rund. Zmieniło się to, gdy zbił wagę do najniższej kategorii do 54 kilogramów. Tam niestety musiał się bardzo napracować, by zrobić limit. Teraz Dawid pokaże pełnię swoich umiejętności w swojej naturalnej wadze.

- Są również zawodnicy, którzy są niezadowoleni z nowych przepisów?
JK: Raczej nie… Może Sergiej Kuzmin, jednak jeszcze nie rozmawialiśmy z nim na ten temat. Zobaczymy.

- Czy w którejś kategorii wagowej Hussars Poland ma problem z selekcją zawodników ze względu na to, że jest ich zbyt wielu lub zaledwie paru?
JK: Wątpię, by którykolwiek zespół miał zbyt wielu dobrych bokserów.  Zbyt mała liczba pięściarzy w którejść kategorii… Który zespół chciałby zdradzać swoje słabe punkty?

- Pana zdaniem – czy zmiana kategorii wagowych może wpłynąć na dynamikę niektórych drużyn ligi? Czy są jakieś zespoły, które zmiany dotkną szczególnie?
JK: Teoretycznie, może to być problem dla Argentyny i Meksyku. Te kraje nie mają wielu reprezentantów w najwyższych kategoriach. Trzeba jednak pamiętać, że w World Series of Boxing można dobierać również zagranicznych pięściarzy do drużyn i tak z pewnością wymienione zespoły postąpią.

TURCY PROPONOWALI MILION DOLARÓW, BY DLA NICH BOKSOWAŁ…

MarinovIvaylo 01

Minęło 25 lat od chwili kiedy Iwajło Marinow zdobył w Seulu dla Bułgarii złoty medal olimpijski w boksie, lecz mimo to nadal pozostaje niezwykle popularny w swoim kraju. Dzisiaj 53-letni ex-mistrz wagi papierowej jest szefem klubu sportowego „Ivailo Marinov” oraz właścicielem małej, acz popularnej, restauracyjki  rybnej „Zatoka” w Warnie. Ci, którzy pamiętają Marinowa z występów na amatorskim ringu mówią o nim „geniusz” i nie są to bynajmniej przesadzone opinie.

Urodził się 12 lipca 1960 roku jako Ismaił Mustafow, w rodzinie tureckich Cyganów (jest muzułmaninem), ale z czasem (z inicjatywy Przewodniczącego Rady Państwa – Todora Żiwkowa) jego personalia urzędowo zmieniono na bułgarsko brzmiące „Iwajło Marinow”.

- Jak rozpocząłeś pięściarską karierę?
IM: Miałem wtedy 17 lat. Wprawdzie od pięciu lat grałem w piłkę nożną, ale zdawałem sobie sprawę, że jestem zbyt mały by osiągnąć w futbolu sukcesy, więc postanowiłem spróbować boksu. Kiedy po raz pierwszy zobaczył mnie trener Peter Ganczew, natychmiast oznajmił, że mam talent i jeśli będę ciężko pracował, na pewno zabierze mnie kiedyś na Igrzyska Olimpijskie. Powiem szczerze, że nie bardzo wiedziałem wówczas czym są te „Igrzyska”, ale zabrałem się ostro do treningu. Dwa lata później rzeczywiście wziąłem udział w w Igrzyskach w Moskwie (1980), gdzie zdobyłem brązowy medal. W 1982 roku wywalczyłem tytuł mistrza świata, w sumie cztery razy przywoziłem do domu złoto z mistrzostw Europy i w końcu w 1988 roku został mistrzem olimpijskim.

- Co pamiętasz z moskiewskich Igrzysk?
IM: Przez cały czas trenowałem i mieszkałem w wiosce olimpijskiej. Było tam wszystko, czego potrzebowałem, więc nie było sensu wychodzić poza jej granice. Pamiętam, że Amerykanie zbojkotowali zawody i nie wzięli w nich udziału.

- Jakie to uczucie zostać złotym medalistą olimpijskim?
IM: Cóż, to naprawdę wielka sprawa! Patrzysz na świat ze szczytu podium, słyszysz jak rozbrzmiewa hymn narodowy. Większość ludzi w hali w Seulu nie miała pojęcia gdzie na mapie leży Bułgaria, a tu wciągają na maszt naszą flagę…

- Zawsze czułeś się Bułgarem?
IM: Zawsze. Mieszkałem i mieszkam w Bułgarii. Jestem z tego dumny.

- Wywodzisz się z cygańsko-tureckiej mniejszości. Czy to ma dla Ciebie znaczenie?
IM: Ty i ja jesteśmy takimi samymi ludźmi. Nie różnisz się w niczym ode mnie, ani ja od innych.

- Kiedy zmieniłeś imię i nazwisko?
IM: Och, już dokładnie nie pamiętam. W 1981 lub 1982 roku. Ktoś przyszedł wtedy do mnie i powiedział, że powinienem zmienić imię z Ismaił na Iwajło. W niczym mi to wtedy nie przeszkadzało i nie płakałem z tego powodu.  Wystarczyło, że powiedziałem o tym moim rodzicom. O tamtej sprawie już zapomniałem. Umarł Ismaił, pozostał Iwajło.

- Po latach, po zmianach ustrojowych w Twoim kraju, odmówiłeś powrotu do starego nazwiska. Dlaczego?
IM: Cóż, moja żona jest Bułgarką, moje dziecko ma bułgarskie imię, więc trudno było nagle wracać do starego nazwiska. Niektórzy z moich bliskich nadal nazywają mnie Ismaił, ale dla większości jestem po prostu Iwajło i niech już tak pozostanie.

- To prawda, że przez dwa lata nie mogłeś wyjeżdżać poza granicę Bułgarii?
IM: Faktycznie. Nigdzie nie chcieli mnie puścić, bo myśleli, że zostanę za granicą podobnie jak nasz sztangista, Naim Sulejmanow. Co ciekawe, nie miałem wcale takiego zamiaru, choć przez lata byłem kuszony przez Turków.  Był to czas kiedy Turcja wyciągała po nas – mnie i Naima – ręce, ale ja powiedziałem: „Nie”.

- Wyhamowało to mocno Twoją karierę…
- Tak. Byłem naprawdę w bardzo dobrej formie przed mistrzostwami świata w amerykańskim Reno (1986). Chciałem tam stanąć do obrony swojego tytułu, ale nie dostałem zgody na wyjazd. Usłyszałem wówczas „Mamy sygnały, że uciekniesz”.

- Jakie były Twoje relacje z Sulejmanowem?
IM: Byliśmy przyjaciółmi. Ostatni raz widziałem go w 1988 roku w Seulu, gdzie zamieniliśmy parę słów. Gdybym wybrał tę samą drogę, Turcja miałaby wtedy dwóch mistrzów olimpijskich.
 
- Co oferowali Ci Turcy w zamian za ucieczkę z Bułgarii?
IM: Dostałem od nich kilogram złota i propozycję, że jeśli „prysnę” z Bułgarii, dostanę milion dolarów. Była niejedna dobra okazja do ucieczki, bo byliśmy na turnieju w Niemczech, później we Włoszech, gdzie nawet próbowali mnie wykraść w nocy z hotelu, ale w decydującym momencie do pokoju wszedł mój trener i ich wypędził.

- Co robiłeś w czasie, kiedy zabroniono Ci zagranicznych startów?
IM: Och, to był horror! Chciałem rzucić na zawsze boks, ale uratowała mnie moja żona. Powiedziała mi wtedy: „uspokój się, przyjdzie taki dzień, że sobie o Tobie przypomną i tu wrócą!”. Miała rację.

- Żal Ci straconego czasu?
IM: Próbuję w tej historii znaleźć coś pozytywnego. Być może przez tę przerwę odpocząłem od sportowych stresów. Poza tym w Seulu nie znali mnie prawie wcale rywale. Na Igrzyskach stoczyłem pięć walk, odniosłem pięć zwycięstw, będąc bardziej zrelaksowany niż pozostali. Może dlatego zostałem mistrzem?

- Co dostałeś w nagrodę za olimpijskie złoto?
IM: Samochód „Wołgę” i 2500 dolarów.

- To był Twój pierwszy samochód?
IM: Nie. W 1980 roku, po zdobyciu brązowego medalu na IO w Moskwie kupiłem „Moskwicza”. Ostatnio kupiłem nową „Toyotę”. Wiele samochodów przeszło przez moje ręce…

- Odczuwałeś kiedykolwiek strach w ringu?
IM: Każdy człowiek się boi – to normalne. Należy więc wejść do ringu i jak najszybciej zapomnieć o strachu, skoncentrować się tylko na walce. Boks jest grą myślenia. Musisz stale myśleć – inaczej przegrasz.

- Odmówiłeś Turkom, ale po 1989 roku walczyłeś w zagranicznych rozgrywkach ligowych…
IM: Stoczyłem kilka pojedynków ligowych w Niemczech, gdzie była niezła konkurencja, ale nie podobało mi się tam. Przeniosłem się więc do Jugosławii, gdzie występowałem przez dwa lata, ale gdzie nie miałem wymagających rywali. W tym samym czasie (1991) zostałem mistrzem Europy w barwach Bułgarii, a mimo to Jugosłowianie witali mnie tak gorąco, jak bym zdobył ten tytuł dla ich kraju. Było więc ciasto z moim nazwiskiem, dostałem złoty zegarek, pieniądze, marihuanę… Obdarowali mnie lepiej niż w Bułgarii, gdzie dostałem wszystkiego 1200 Euro. Dla mistrza Europy! Niestety niedługo później wybuchła wojna na Bałkanach i wszystko się skończyło. Moja kariera też.

IM: Tak. Dzięki miejscowej gminie dostałem w ajencję małą knajpkę, która stopniowo się powiększała. Mija już 20 lat mojej działalności w biznesie. Mam też klub sportowy, z którego 6-7 zawodników stale jeździ na krajowe zawody…Jakoś się żyje.

PS. Przeglądając stare roczniki miesięcznika BOKS, natrafiłem na wywiad, który Marinow udzielił Andrzejowi Kostyrze, wiosną 1987 roku, podczas turnieju Strandżata w Sofii. Bułgar powiedział wówczas, że jego absencja na zagranicznych ringach spowodowana była problemami zdrowotnymi (m.in. żółtaczką) oraz osobistą odmową startów (sic!). 27-letni (zmęczony? licznymi startami międzynarodowymi) Marinow miał skoncentrować się tylko na występach w barwach swojego klubu, Czerno Morje Warna. W rozmowie z polskim dziennikarzem, mistrz daje jednak kibicom promyk nadziei na start olimpijski, o ile wyzdrowieje i trener kadry go zechce na Igrzyska zabrać.

HANNA SOLECKA: AUTORYTETÓW NIE TRZEBA DALEKO SZUKAĆ, BO SĄ WŚRÓD NAS

Solecka Hanna 02

- Haniu, gratuluję Ci srebrnego medalu Mistrzostw Polski seniorek. Dawno w gronie finalistek krajowego czempionatu nie było tak młodej zawodniczki. Co Cię skłoniło do tak wczesnego debiutu w gronie seniorek?
Hanna Solecka: Dziękuje bardzo. Najbardziej na moją decyzje o starcie w grupie seniorskiej wpłynęli trenerzy Marcin Stankiewicz i Karol Chabros, gdy dostałam zgodę od moich rodziców zdecydowałam podjąć się tego wyzwania. Udało się dojść do finału takiej imprezy, jestem z siebie zadowolona.

- W finale oddałaś walkę walkowerem swojej koleżance klubowej, Natalii Hollińskiej. Jakie były powody tej decyzji i kto ją podjął?
HS: Taką decyzje podjęłam wraz z trenerem, gdyż uznaliśmy, że stoczyłam za dużo walk. W poprzedzający weekend przed Mistrzostwami Polski stoczyłam dwa mocne pojedynki na międzynarodowym turnieju w Hamburgu, debiutując tam jako seniorka. W sumie przez niecałe 2 miesiące, aż 7 razy pokazałam się w ringu.

- Nie masz jeszcze 18 lat, a więc możesz nadal rywalizować w gronie młodzieżowym (juniorskim), jednakże na Twojej szyi zawisł srebrny medal Mistrzostw Polski Seniorek. Tak niewiele dzieli najlepsze polskie juniorki od czołówki seniorskiej?
HS: Gdy jechałam na Mistrzostwa to wiedziałam, że będę boksować jak równa z równymi. Nie czułam strachu ani presji płynącej z oczekiwań innych osób. Zrobiłam to dla siebie. Myślę, że jeśli każda wyróżniająca się juniorka by pojechała na te zawody, to spokojnie mogłaby zdobyć medal.

- Z drugiej strony patrząc, Claressa Shields, Twoja amerykańska rówieśniczka, jest od kilku miesięcy Mistrzynią Olimpijską…
HS: Tak, ale zapewne Claressa ma duże międzynarodowe doświadczenie, a u nas ciężko je zdobyć. Jeździmy tylko na Mistrzostwa Śląska, gdzie nie zawsze jest przeciwniczka z zagranicy i jedną dużą imprezę rangi Mistrzostw Europy bądź Świata. Brakuje meczy i wyjazdów na turnieje międzynarodowe organizowanych z kadry. Jesteśmy zdane tylko na organizacje wyjazdów z klubu.

- Wspominałaś o sporej ilości startów w tym roku. Ciekaw jestem jakie będą Twoje plany na kolejne miesiące 2013 roku.
HS: Podstawową imprezą są mistrzostwa Polski juniorek, które zapewnią mi pewną pozycje w kadrze. Następnie są mistrzostwa świata, mam nadzieję, że uda mi się ponownie stanąć ze złotym medalem na podium. To jest w zasięgu moich możliwości. Czekają na mnie też mistrzostwa Unii Europejskiej i Europy.

- Nie mogę Cię o to nie zapytać… Jak długo dochodziłaś do siebie po przegranej walce w finale Mistrzostw Europy Juniorek?
HS: Nie mam do siebie pretensji za tamtą porażkę. Zrobiłam w tej walce naprawdę wszystko co mogłam. Jestem na tyle dojrzałą zawodniczką, że potrafię przegrywać i się tym nie przejmować. Przede mną naprawdę wiele startów w reprezentacji, mam sporo jeszcze do udowodnienia.

- Gdyby nie kłopoty ze sprzętem, związany z tym stres i sędziowskie ostrzeżenie najprawdopodobniej wygrałabyś tamten pojedynek…
HS: Z Darlene spotkałam się dwa lata wcześniej w Calais również finale Mistrzostw Europy i wygrałam z nią 9:2. Podczas walki w Cetniewie dopóki sprzęt mi aż tak mocno nie wadził, prowadziłam walkę dwoma albo trzema punktami. Od początku czułam, że z tym kaskiem jest coś nie tak, jednak nie przeszkodziło mi to wyjść w początkowych rundach na prowadzenie. O jej wygranej zaważyła tylko 3 runda.

- Masz mentalność zwycięzcy, którą ukształtowały wywalczone w bardzo młodym wieku medale Mistrzostw Świata i Europy. Czy ubiegłoroczna porażka z Darlene Joerling była wielkim rozczarowaniem, czy zadziałała na Ciebie mobilizująco? Z każdej porażki wypływa jakaś nauka…
HS: Liczyłam na złoty medal w Cetniewie, a zostałam tylko ze srebrnym. Po Mistrzostwach miałam ponad miesiąc roztrenowania, dobrze mi to zrobiło. Dziś jestem mocno zdeterminowana na Mistrzostwa Świata, które są moim noworocznym postanowieniem. Bardzo „napaliłam się” na tą imprezę, nie mogę się doczekać, kiedy stanę do walki o światowy czempionat. Każda walka, nieważne czy wygrana czy przegrana, działa na mnie mobilizująco. Chcę ciągle się udoskonalać, to jest moim celem.

- Jak wspomniałem, mimo młodego wieku masz już na koncie mnóstwo sukcesów. Możesz pokrótce je wymienić i skomentować?
HS: Moim najważniejszym życiowym sukcesem bez wątpienia jest Mistrzostwo Świata Kadetek wywalczone w 2011 roku. Ponadto mam wszystkie kolory medali czempionatu Starego Kontynentu. Już powoli zbierają się pierwsze sukcesy w grupie seniorskiej.

- Który z toczonych dotąd pojedynków był dla Ciebie najtrudniejszy?
HS: Najtrudniejszy pojedynek stoczyłam całkiem niedawno, bo tydzień przed Mistrzostwami Polski. Walczyłam z reprezentantką Danii, zawodniczka była niska, dynamiczna, silna i niewygodna. Boksowała także nie do końca fair play. Walka była dosyć wyrównana, ale sędziowie przyznali mi wygraną dwoma punktami.

- W ubiegłym roku toczyłaś również pojedynek poza ringiem z byłym trenerem, w wyniku czego zostałaś zawieszona i miałaś długą przerwę w startach. Jak w tej chwili wygląda sytuacja z Twoją przynależnością klubową?
HS: Jestem zrzeszona w klubie BKS Skorpion Szczecin. Po rocznej przerwie nadrabiam stracony czas, w tym roku zaczęłam intensywnie od Pucharu Ziem Nadbałtyckich, później startowałam na otwartym turnieju silniejszych na Ukrainie, kolejno Box-Girls Cup w Hamburgu i kończąc ostatnio na Mistrzostwach Polski w Lublinie. Trenerzy w tym roku postawili mocno na starty międzynarodowe. Bardzo mnie to cieszy, bo wiem jak ciężko zorganizować takie starty dziewczynom.

- Trenujesz w Szczecinie, gdzie jest znakomita atmosfera do pracy, ale też w klubie jest spora konkurencja. Jakie są relacje między Tobą a Natalią Hollińską i Sylwią Maksym, z którymi w przyszłości będziesz rywalizować o miejsce na podium Mistrzostw Polski?
HS: Pomiędzy nami nie ma rywalizacji. Jesteśmy koleżankami, dobrze się dogadujemy. Dzięki nim się rozwijam, cały czas idziemy do przodu. Sylwia i Natalia należą do czołówki seniorskiej. Jestem zadowolona, że mogę z nimi trenować. Na pewno sparingi z nimi pomogą mi w uzyskaniu dobrej formy na zbliżające się Mistrzostwa Świata. Na razie nie myślę o rywalizacji na przyszłorocznych Mistrzostwach Polski.

- Wywołałem Nazwisko Sylwii Maksym, gdyż ponoć przymierzasz się, by w przyszłości zaboksować w limicie 64 kg… To prawda?
HS: Nie chce nic obiecywać, zobaczymy jak będzie. Na razie taka propozycja wypłynęła od trenera, abym na przyszłych Mistrzostwach Polski Młodzieżowców startowała w takim limicie wagowym, aby się nie dublować z Natalią Hollińską w jednej wadze.

- Jak wspomniałaś nie masz jeszcze 18 lat, a Twoje całe niemal życie przepełnione jest boksem. Jak sobie z tym dajesz radę? Gdzie w tym miejsce na szkołę, rodzinę, przyjaciół…
HS: Mam przepiękne wspomnienia związane z boksem. Mnóstwo zdjęć i pamiątek wiszących na ścianie. Cieszę się, że poszłam taką drogą, która daje mi tyle satysfakcji. Szkoła bokserska jest dostosowana do moich treningów, 3 razy w tygodniu rano mamy zajęcia bokserskie ze szkoły, a reszta treningów odbywa się w godzinach popołudniowych od poniedziałku do piątku. Do domu przyjeżdżam różnie, staram się bywać co dwa tygodnie na weekend.

- Poza ringiem Hanna Solecka jest…
HS: W ringu skoncentrowana i dynamiczna, ale w życiu prywatnym jest o 180 stopni na odwrót. Jestem strasznym leniuchem i w dodatku bywam rozkojarzona. Lubię tak długo spać, że dzień zaczynam ok. godziny 13.00 oczywiście pozwalam tak sobie tylko w weekendy. Co ciekawe w domu mówią na mnie „żółwik” ze względu na moją „ruchliwość” w ciągu dnia.

- Na koniec powiedz mi o swoich inspiracjach… Co sprawia, że znajdujesz w sobie energię i moc do osiągania kolejnych celów?
HS: Staram się czerpać inspiracje od swoich kolegów i koleżanek.  Autorytetów nie trzeba szukać daleko, bo są wśród nas, często nimi bywają właśnie ci najbliżsi znajomi. U każdego zawodnika staram się znaleźć jakiś ciekawy element, który mogłabym sama wykorzystać, jednak niestety nie wszystkie techniki lub akcje są dobre dla mnie. Myślę, że warto wszystkiego spróbować.

- A jak na Twoją karierę patrzą Rodzice? Często wyjeżdżasz na zgrupowania i zawody. Nie są …zazdrośni o boks?
HS: Rodzice są zadowoleni i dumni ze mnie. Mocno mnie dopingują i wspierają we wszystkich problemach. Często tęsknie za domem, gdy mnie długo nie ma. Kiedy jestem w cyklu treningowym staram się nie myśleć o tym.

- Serdecznie dziękuję za wywiad i mam nadzieję, że następnym razem porozmawiamy o złotym medalu Mistrzostw Świata. Wydaje się to całkiem realne.