Tag Archives: Łukasz Zygmunt

W KALISZU ADAM BALSKI NOKAUTUJE VALEREGO BRUDOVA. SPACEREK EWY BRODNICKIEJ

gala_kalisz16

W pojedynku wieczoru gali boksu zawodowego w Kaliszu Ewa Brodnicka (11-0, 2 KO) pokonała zdecydowanie na punkty po ośmiu rundach Lelę Terashvili (7-4-2, 3 KO). Mistrzyni Europy wagi lekkiej nie zachwyciła, ale nie miała problemów z pokonaniem Gruzinki i teraz przyszedł czas na obronę tytułu w listopadowym występie z Anitą Torti.

Brodnicka od pierwszego gongu była aktywna, Gruzinka ambitna, ale bez argumentów, by przeciwstawić się w pełni polskiej zawodniczce. Ciosy Ewy nie robiły wrażenia na jej rywalce  choć to właśnie Brodnicka dyktowała tempo starcia i kontrolowania pojedynek. Dużo ciosów prostych, szukania zakończenia prawym sierpowym na górę. Każdą z rund wygrała 32-latka, dla której była to rozgrzewka przed starciem w obronie tytułu mistrzyni Europy wagi lekkiej z Anitą Torti, które odbędzie się 5 listopada podczas wielkiej gali Polsat Boxing Night w Krakowie. Wydaje się, że Włoszka będzie trzy razy groźniejsza od dzisiejszej przeciwniczki Brodnickiej.

Adam Balski (7-0, 6 KO) na własnym terenie pokonał przed czasem w piątej rundzie byłego mistrza świata wagi junior ciężkiej w wersji tymczasowej Valerego Brudova (43-10, 29 KO). Zawodnik Tymex Boxing Promotion od początku zaczął narzucać swoje tempo, dyktował swoje warunki, ale Rosjanin nie spoczął tylko na obronie. Po dwóch pierwszych rundach, w których to Balski był stroną przeważającą, Brudow nie był mu dłużny i kilka jego ciosów doszło celu. Nie da się jednak ukryć, że polski pięściarz wygrał każdą z rund, a w odsłonie piątej, która okazała się ostatnią, po ciosach Balskiego (lewym sierpowym i prawym prostym) Rosjanin padł na deski, by chwilę później sędzia ringowy Robert Gortat przerwał pojedynek.

Robert Parzęczewski (14-1, 7 KO) znokautował w czwartej rundzie Bekę Aduashvilego (18-6, 8 KO). Pięściarz z Częstochowy nie dał żadnych szans rywalowi z Gruzji, który w ciągu kilku rund przyjął mnóstwo uderzeń od Polaka. Popularny „Arab” zaczął jak zwykle bardzo aktywnie, skupił się na ciosach na korpus. Do celu doszło sporo uderzeń z lewej ręki na wątrobę. Pierwsza runda była pod dyktando Parzęczewskiego, w drugiej odsłonie ambitny Gruzin zaatakował zawodnika Mariusza Grabowskiego, ale na nic zdała się jego ofensywa. W kolejnej rundzie Polak znalazł sposób na Aduaszwilego i mieliśmy pierwsze liczenie. Rywal wytrzymał do gongu kończącego trzecie starcie, w czwartej był już jednak bezradny. Parzęczewski zadał kilka mocniejszych ciosów na wątrobę oraz na górę, Gruzin padł na deski i już nie wstał.

Michał Żeromiński (11-2-1, 1 KO) może nie ma najmocniejszego ciosu, ale jego ostatnie walki ogląda się naprawdę dobrze. Tak samo było dziś na ringu w Kaliszu, gdzie już po raz drugi spotkał się z Łukaszem Janikiem (16-21-1, 9 KO). Pięściarz ze Śląska w swoim stylu nacierał niczym tur, natomiast „Żeromka” ładnie chodził na nogach i ogrywał go swoim tańcem oraz ciosami prostymi. W trzeciej rundzie po przypadkowym zderzeniu głowami Michałowi pękła powieka i już do końca mocno krwawił. Pewnie jednak dowiózł wygraną, kilka razy po drodze wchodząc w krótkie spięcia z silnym fizycznie Janikiem. Po gongu kończącym walkę cała trójka sędziów typowała przewagę Żeromińskiego w stosunku 59:56.

Robert Talarek (15-12-2, 9 KO) to bardzo ceniony pięściarz, nie tylko na naszym podwórku, co zresztą udowodnił w Kaliszu rozbijając miejscowego Sebastiana Skrzypczyńskiego (11-14-2, 5 KO). Talarek już w pierwszej rundzie przejął całkowitą kontrolę nad pojedynkiem, stopując rywala szybkim lewym prostym i lewym hakiem w okolice wątroby, jakim wyraźnie ranił Skrzypczyńskiego. W drugiej rundzie po kilku lewych pod prawy łokieć zaczął bić dla odmiany prawym sierpowym nad lewą rękawicą. W końcu jeden z tych sierpów doszedł idealnie do celu – szczęki Sebastiana, odcinając go zupełnie od prądu. Sędzia Gortat bez zbędnego liczenia zastopował jednostronną walkę.

Bardzo efektownie wypadł debiut na zawodowym ringu bokserskim znanego kickboksera, Tomasza Sarary (1-0, 1 KO). Już w pierwszej walce spotkał się z byłym mistrzem Polski seniorów, Łukaszem Zygmuntem (2-5). I szybko go odprawił przed czasem. Sarara od początku narzucał pressing, choć Zygmunt polował groźną kontrą prawym podbródkowym. Już w pierwszej odsłonie Tomek doprowadził przeciwnika do liczenia prawym po dole, ale to było nic w porównaniu z tym, co stało się w połowie drugiej rundy. Sarara huknął przy linach potężnym prawym overhandem – idealnie na szczękę Zygmunta, który bezwładnie zawisł na linach. Sędzia policzył do czterech i odpuścił, widząc przed sobą klasyczny, ciężki nokaut.

Michał Leśniak (5-1, 2 KO) pokonał Łukasza Gworka (6-1, 2 KO). Początkowo w ringu było dużo chaosu. Dopiero od końcówki drugiej rundy „Szczupak” poukładał sobie wszystko, przyjmował ciosy rywala na blok, samemu polując lewym hakiem w okolice wątroby. Gworek w trzecim starciu został ukarany odjęciem punktu za ataki głową. Gdy obaj byli już zmęczeni, walka znów zrobiła się brzydka, ale sędziowie nie mieli wątpliwości. Punktowali 58:55, 58:55 i 57:56 – wszyscy na korzyść Leśniaka.

W pierwszej walce gali Mateusz Rzadkosz (4-0-1, 1 KO) wypunktował na dystansie sześciu rund Mariusza Runowskiego (4-2, 2 KO). Podopieczny Piotra Wilczewskiego rozpoczął pojedynek potężnym prawym krzyżowym na szczękę, który wyraźnie dał się we znaki przeciwnikowi. Potem kontrolował go lewym prostym i pracą nóg na środku ringu, a także kontrą bezpośrednim prawym bądź prawym podbródkiem, gdy akurat znajdował się na linach. Silniejszy fizycznie Runowski kilka razy ładnie trafił bezpośrednim prawym, lecz większość jego ciosów pruło powietrze. Po ostatnim gongu sędziowie punktowali 60:54, 60:54 i 60:55 – wszyscy na korzyść Rzadkosza.

źródło: bokser.org

WACH NOKAUTUJE WALKERA, UDANY POWRÓT JONAKA I ZWYCIĘSTWA FAWORYTÓW

wach_haters

W pojedynku wieczoru gali Windoor Boxing Night w Radomiu Mariusz Wach (28-1, 15 KO) miał stanąć przed bardzo ważnym sprawdzianem od czasu walki z Władimirem Kliczko, po której przez dwa lata nie wychodził do ringu. Starcie z Travisem Walkerem (39-12-1, 31 KO) miało choć w małym stopniu pokazać, czy popularny „Viking” ma szansę, by znów się liczyć w wadze ciężkiej i być w czołówce. Pierwsza runda była spokojna. Nie padło wiele ciosów, ale dało się zauważyć coś o czym mówił przed walką szkoleniowiec Amerykanina, czyli wywieranie presji i to, że szanse na trafianie Wacha ciosami na górę są większe niż w np. starciu Walkera z Tomaszem Adamkiem. Wach zgodnie z planem próbował boksować na dystans, operując lewym prostym, jednak pierwsza i druga odsłona pokazały, że 35-letni amerykański „ciężki” nie przyleciał tylko po wypłatę. Walker był jeszcze pewny swego, zaczął opuszczać ręce i prowokować Polaka. Próbował wchodzić w półdystans, bić długi lewy jab, narzucił szybkie jak na siebie tempo. Wach zauważył wzmożoną częstotliwość ciosów Amerykanina i przyśpieszył. Na uwagę zasługuje celny prawy sierpowy „Vikinga”, na który nadziewał się rywal. Z rundy na rundę Walker sprawiał wrażenie coraz bardziej zmęczonego, nie przestał uderzać prostymi.  Szósta runda była jednak ostatnią. Wach coraz częściej bił prawy sierpowy – raz z kombinacją po lewym prostym, raz bezpośrednią. Po jednej z tych klasycznych akcji Walker był liczony… na stojąco. Po chwili „Viking” dopadł rywala i sędzia zdecydował się przerwać pojedynek.

Damian Jonak (38-0-1, 21 KO) walką z Bradleyem Prycem (35-19, 19 KO) miał wrócić na zawodowe ringi po ponad rocznej przerwie od boksu. Udało się. Od początku Jonak narzucił swoje tempo boksując tak jak zawsze – skuteczne obijanie rywala lewym prostym i prawy sierpowy nad opuszczoną lewą ręka Pryce’a. Warto nadmienić, że Brytyjczyk nie nastawił się na obronę i często wchodził w wymiany, kilkakrotnie jednak nadziewając się na celne uderzenia bite z prawej ręki Jonaka. W boksie naszego pięściarza nie widać było rdzy, wręcz przeciwnie, wyglądał naprawdę dobrze. W piątej rundzie byliśmy świadkami pierwszego liczenia. Pryce po uderzeniach naszego boksera zachwiał się  i sędzia Mirosław Brózio wyliczył do ośmiu. Przewaga Jonaka była już naprawdę spora i choć ciosy Brytyjczyka od czasu do czasu dochodziły celu, nie sprawiły one kłopotów Polakowi. Ostatnie rundy to wdanie się w małą wojenkę obu pięściarzy, stąd dość nieznaczne zwycięstwo polskiego pięściarza na punkty (77-75, 76-75, 76-75).

Jedną z najciekawiej zapowiadających się walk, a już na pewno najbardziej wyrównanych miało być starcie Nikodema Jeżewskiego (9-0-1, 5 KO) ze starym wygą, niezwykle doświadczonym Łukaszem Zygmuntem (1-2). Walka w kilku fragmentach była rzeczywiście równa, lecz zabrakło emocji. Pięściarz Tymexu od pierwszych chwil pojedynku próbował prowadzić walkę pod własne dyktando, boksując na środku ringu, czym sukcesywnie wywierał pressing na Zygmuncie. W drugiej rundzie zaczęła rysować się już nieznaczna przewaga Jeżewskiego. Starszy o kilka dobrych lat Zygmunt zadawał mało ciosów i rzadko decydował się na kontrowanie uderzeń Nikodema, który również nie imponował ringową efektywnością. Czwarta odsłona była jednak już bardziej wyrównana. Lewy prosty Zygmunta doszedł celu i przez moment widniała dla niego szansa na zmianę scenariusza. Po sześciu nudnych rundach sędziowie orzekli jednogłośne zwycięstwo Nikodema Jeżewskiego (58-57 i dwukrotnie 58-56).

Kamil Łaszczyk (19-0, 7 KO) bez żadnych problemów zwyciężył Antonio Horvaticia (6-12, 4 KO) i dopisał do swojego bilansu kolejną wygraną. „Szczurek” mimo zmiany przeciwnika w ostatniej chwili i walki zakontraktowanej na krótki dystans zaprezentował się całkiem dobrze. Polak przeważał nad Chorwatem w każdej z rund i nawet na moment nie oddał inicjatywy. W piątej odsłonie po serii ciosów Łaszczyka Horvatic padł na deski, ale dotrwał do kończącego gongu. W szóstej, ostatniej rundzie, „Szczurek” przyśpieszył i dalej obijał zmęczonego już i przyjmującego co raz to więcej uderzeń Chorwata. Po jednej z kolejnych akcji rywal Łaszczyka po raz drugi zaliczył deski, ale – podobnie jak w rundzie piątej – nie udało mu się zakończyć walki przed czasem. W efekcie czego reprezentujący grupę Global Boxing zwyciężył wysoko na punkty jednogłośną decyzją sędziów.

Ewa Brodnicka (6-0, 2 KO) pokonała jednogłośnie na punkty twardą Galinę Gumliiską (10-35, 1 KO). Z przebiegu walki wywnioskować można, że każda z rund była pod dyktando naszej pięściarki, choć występ w Radomiu był dla niej na pewno kilkakrotnie trudniejszy od jej niektórych wcześniejszych walk, które kończyła szybko przed czasem. Dzisiaj Brodnicka dobrze operowała lewym prostym, polując przy tym na prawy sierpowy nad opuszczoną lewa ręką bardzo doświadczonej Bułgarki. Po sześciu dość jednostronnych rundach sędziowie orzekli zwycięstwo Polki.

Kolejne zwycięstwo do swojego bilansu dopisał niepokonany Michał Gerlecki (9-0, 5 KO). Zawodnik Tymex Boxing pokonał przed czasem w szóstej rundzie Jewgienisa Belitcenkę (6-8-1, 6 KO). Pod względem widowiska walka w pierwszych odsłonach była spokojniejsza od wcześniejszego starcia Parzęczewskiego. I kiedy wydawało się, że punktujący starcie Gerlecki nie zakończy pojedynku przed czasem, w szóstej, ostatniej rundzie polski pięściarz soczystym uderzeniem z prawej ręki posłał rywala na deski, z których Białorusin już nie wstał.

W inauguracyjnym pojedynku gali z bardzo dobrej strony pokazał się Robert Parzęczewski (7-0, 4 KO), który wypunktował Andreja Salachudzinau (15-5, 5 KO). Już w pierwszych sekundach walki polski pięściarz prawym sierpowym posłał na deski Białorusina, chwilę później ponowił atak i Salachudzinau ponownie leżał. I kiedy wydawało się, że starcie szybko się zakończy, rywal Polaka dotrwał do gongu. Trzy kolejne odsłony były zdecydowanie spokojniejsze od tej pierwszej. Parzęczewski nieznacznie zwolnił tempo, a Białorusin nie ustępował i wcale nie był dłużny nowemu nabytkowi Tymexu. Ostatecznie sędziowie byli jednomyślni, wskazując Parzęczewskiego jako zwycięzcę.

źródło: bokser.org

[Fot. Global Boxing]

KUBAŃCZYCY NIE DALI POLAKOM ŻADNYCH SZANS

cuba_domadores

Ekipa Hussars Poland wybrała się do Hawany na rewanżowy mecz z najmocniejszą drużyną w World Series of BoxingCuba Domadores. Trudno było zakładać, że choć jeden z naszych zawodników wyjdzie zwycięsko ze swojej walki, ale zdobyte doświadczenie może zaowocować w przyszłości.

Pierwsze cztery pojedynki kończyły się gładkimi punktowymi zwycięstwami miejscowych faworytów, którzy zdeklasowali naszych Husarzy i najpierw wyprowadzili swój team na prowadzenie, a potem przesądzili o wyniku spotkania. Wisienką na torcie był dla Kubańczyków występ walczącego w wadze ciężkiej Erislandy Savona, który już w pierwszej rundzie znokautował Łukasza Zygmunta i ustawił wynik meczu na 5-0.

Choć Dawid Jagodziński wciąż nie ma na koncie indywidualnego zwycięstwa w lidze WSB, to jednak jego poprzednie dwie walki dawały nadzieję na to, że młody Polak będzie w stanie postawić solidny opór brązowemu medaliście mistrzostw świata w Ałmatach – Yosvany’emu Veitii. Tuż przed wylotem na Kubę Dawid przyznał w rozmowie z Mariuszem Serafinem, że trochę obawia się tego wyjazdu, ale będzie chciał jak najwięcej wynieść z przygody w Hawanie. W ringu Jagodziński nie miał niestety nic do powiedzenia i dał się gładko ograć szybszemu, lepiej wyszkolonemu technicznie mańkutowi, ale na odnotowanie zasługuje twardość naszego zawodnika, który ani razu nie był w poważnych tarapatach i wytrzymał pełne pięć rund z utytułowanym przeciwnikiem.

Kolejny mańkut i kolejna klęska Polaka. Podopieczni Huberta Migaczewa mieli ćwiczyć na treningach ciosy z prawej ręki, które są szczególnie skuteczne w starciach z zawodnikami boksującymi z odwrotnej pozycji, ale aktualny mistrz Kuby Marcos Forestal okazał się zdecydowanie za dobry dla Sylwestra Kozłowskiego. Mierzący 175 cm Kubańczyk zdecydowanie górował nad reprezentantem gości nie tylko wzrostem, lecz również umiejętnościami. Warto przypomnieć, że Forestal został wprowadzony do składu w ostatniej chwili w zastępstwie za mistrza olimpijskiego z Londynu – Robeisy Ramireza. W pierwszej rundzie zrobiło się gorąco i faworyt kilka razy brzydko sfaulował Kozłowskiego, ale potem skupił się już na boksie i wygrał bez większych problemów.

Liczyliśmy na to, że Damian Kiwior może uratować honor drużyny, wygrywając choć jedną rundę, bo trudno było mieć nadzieję na triumf młodego Polaka w całej walce ze znakomitym Yasnielem Toledo – brązowym medalistą igrzysk olimpijskich w Londynie oraz dwukrotnym srebrnym medalistą mistrzostw świata. Niestety Kiwior nie miał najmniejszych szans i poza niezłą (ale wciąż przegraną) drugą odsłoną, we wszystkich pozostałych był wyraźnie gorszy. Zmęczenie i bezradność poskutkowały dwoma ostrzeżeniami w końcówce i porażka Hussars Poland w całym spotkaniu stała się faktem.

W przypadku Piotra Gredke nie było wielkich oczekiwań. Istniało nawet podejrzenie, że przegra on swoją walkę przed czasem, ale Ramon Luis nie był na szczęście w bojowym nastroju i zadowolił się deklasacją punktową. Kilka razy robiło się niebezpiecznie, ale Kubańczyk więcej przyjemności czerpał z ośmieszania rywala technicznymi sztuczkami niż zadawania mu potężnych ciosów, które mogły doprowadzić do przerwania pojedynku. Gredke do końca próbował, ale nie miał żadnych odpowiedzi na doskonały momentami boks miejscowego faworyta. Skończyło się na pewnym zwycięstwie Luisa, a nam pozostaje się cieszyć, że Piotrek przetrwał cały dystans. Na pewno wyniesie z tej lekcji więcej niż z kilku wygranych walk na MMP.

Porażkę w debiucie można było tłumaczyć brakiem odpowiedniego przygotowania. Później Łukasz Zygmunt spędził kilka tygodni z resztą drużyny i miał zaprezentować znacznie lepszą formę w drugim występie w WSB. Niestety skończyło się fatalnie, bo Polak już w pierwszej odsłonie został znokautowany. Świetnie dysponowany krewny legendarnego Felixa Savona uderzył prawym sierpowym, a Zygmunt padł na deski. Wstał prawie od razu, ale po chwili poczuł się gorzej i przyklęknął. Liczenie trwało długo, więc Łukasz zdążył się podnieść, ale nie sprawiał wrażenia, jakby chciał dalej boksować i sędzia ringowy podjął słuszną decyzję o niedopuszczeniu go do dalszej walki. Powtórki pokazały, że cios nie doszedł nawet czysto do celu. Wydawało się, że prawy Erislandy Savona ześlizgnął się nieco po barku Polaka i nawet jeśli doszedł, to zaledwie jako obcierka. Mimo niewątpliwej klasy rywala, taka postawa Zygmunta stawia pod znakiem zapytania jego dalsze występy w drużynie Hussars Poland.

49 kg: Yosvany Veitia UD 5 Dawid Jagodziński (50-42, 50-44, 50-44)
56 kg: Marcos Forestal UD 5 Sylwester Kozłowski (50-45, 50-45, 50-44)
64 kg: Yasnier Toledo UD 5 Damian Kiwior (50-43, 50-43, 50-42)
75 kg: Ramon Luis UD 5 Piotr Gredke (50-45, 50-45, 50-45)
91 kg: Erislandy Savon KO 1 Łukasz Zygmunt

Leszek Dudek, bokser.org

MISTRZ I WICEMISTRZ OLIMPIJSKI PRZEEGZAMINUJĄ NA KUBIE „HUSARIĘ”

cuba_domadores

Pięściarze Cuba Domadores, czyli de facto reprezentanci kraju z Gorącej Wyspy, którzy debiutują w rozgrywkach zawodowej ligi World Series of Boxing, nie stosują dla żadnych z rywali taryfy ulgowej. Kubańczycy za swój cel postawili sobie wygranie wszystkich meczów i w każdej kolejce spotkań WSB w ich szeregach znajduje się 3-4 zawodników z absolutnej światowej czołówki.

Nie inaczej będzie 31 stycznia w Hawanie, kiedy to z gospodarzami, zajmującymi pierwsze miejsce w grupie B zmierzy się ekipa Hussars Poland. Kubańskie media opublikowały dzisiaj skład, w jakim miejscowi bohaterowie zmierzą się z wybrańcami trenera Huberta Migaczewa. Naszych zawodników czeka nie lada egzamin, gdyż przeegzaminują ich: Yosbany Veitia (49 kg), Robeisy Ramirez (56 kg), Yasnier Toledo Lopez (64 kg), Ramon Luis (75 kg) i Erislandy Savon (91 kg).

W tym gronie znajduje się mistrz olimpijski z Londynu (Ramirez), aktualny brązowy medalista olimpijski i dwukrotny wicemistrz świata (Toledo) oraz brązowy medalista Mistrzostw Świata z Baku (Veitia).

PLANOWANY ZESTAW PAR

49 kg: Yosbany Veitia – Dawid Jagodziński
56 kg: Robeisy Ramirez – Sylwester Kozłowski
64 kg: Yasnier Toledo – Damian Kiwior
75 kg: Ramon Luis  – Piotr Gredke
91 kg: Erislandy Savon – Łukasz Zygmunt

POZNALIŚMY SKŁAD „HUSARII” NA REWANŻ Z CUBA DOMADORES

Dawida Jagodzińskiego (49 kg), Sylwestra Kozłowskiego (56 kg), Damiana Kiwiora (64 kg), Piotra Gredke (75 kg) i Łukasza Zygmunta (91 kg) czeka egzamin na Kubie. Ostatniego dnia stycznia Hussars Poland spotkają się tam z Cuba Domadores w lidze World Series of Boxing.

- Jedziemy na Kubę – do mekki boksu, do zespołu, który debiutuje w lidze WSB, ale ma do tej pory same zwycięstwa w meczach i tylko 4 walki przegrane na 30 rozegranych. O wygrane w Hawanie będzie bardzo ciężko, ale mogę zapewnić, że spiszemy się dużo lepiej niż w pierwszym meczu w Raciborzu przegranym 0-5 – powiedział trener Hussars, Hubert Migaczew.

Dla Dawida Jagodzińskiego i Damiana Kiwiora to będą trzecie walki w tym sezonie, a dla Sylwestra Kozłowskiego, Piotra Gredke i Łukasza Zygmunta – drugie występy. Wszyscy czekają na pierwsze zwycięstwo, ale o tym, że w silnej stawce można wygrywać pokazali ostatnio Tomasz Jabłoński (75 kg) w meczu z broniącymi tytułu Kazachami oraz Dawid Michelus (60 kg) i Ukrainiec Sergiej Werwejko (+91 kg) w meczu z Rosjanami.

- Wiele lat czekałem na taki mecz – z Kubą w Hawanie. To wielka szansa na pokazanie się dla młodszych zawodników oraz doświadczonego Łukasza Zygmunta. Na treningach uruchomiliśmy jego prawą rękę i wierzę, że wypadnie korzystniej od debiutu z Kazachstanem. Przy okazji podziękowania dla prezesa PZB Zbigniewa Górskiego, który poparł nasze starania o wyrobienie w trybie przyspieszonym paszportu dla Łukasza Zygmunta. Wcześniej podobną pomoc uzyskaliśmy w podobnej sytuacji z Dawidem Pacem – dodał szkoleniowiec „Husarii”.

Pierwsze spotkanie Husarii z Cuba Domadores, rozegrane w hali produkcyjnej fabryki Rafako w Raciborzu, zakończyło się wygraną Kubańczyków 5-0. W ich składzie byli tacy pięściarze, jak mistrzowie śwata Lazaro Jorge Alvarez Estrada (60 kg), Julio Cesar La Cruz Peraza (81 kg) i wicemistrz świata Arisnoidys Despaigne (69 kg). Teraz jest szansa, że 31 stycznia Kubańczycy znów wystawią w składzie zawodników z najwyższej półki. Rywalizacja z gwiazdami boksu olimpijskiego to ogromna korzyść dla polskich bokserów.

Biało-Czerwoni wylatują na Kubę 27 stycznia. Wcześniej kibice będą mogli śledzić ich przygotowania w hali Torwaru w Warszawie. Zespół przygotowuje się do prestiżowego meczu pod okiem trenerów Huberta Migaczewa, Jerzego Baranieckiego i Romana Misiewicza.

„HUSARIA” ZOSTAWIŁA W RINGU MNÓSTWO KRWI I POTU. HONOROWY PUNKT KAPITANA

pantera01

W Wyszkowie nie było niespodzianki i mistrzowie zawodowej ligi World Series of Boxing pokonali ekipę Husars Poland 4-1, choć nasi pięściarze – przy odrobienie szczęścia, obiektywnym czytaniu walki przez sędziów i większej pewności siebie w ringu – mogli się dzisiaj pokusić nawet o zwycięstwo w stosunku 3-2. Pierwszy w tym sezonie punkt dla polskiej ekipy zdobył jej kapitan, Tomasz Jabłoński (75 kg).

Mecz rozpoczęła potyczka Dawida Jagodzińskiego (49 kg) z Mardanem Berikbayevem, jednym z trzech leworęcznych zawodników, którzy przyjechali do Wyszkowa z Kazachstanu. Wyższy od Polaka rywal na początku pojedynku pewnie radził sobie z nieskoordynowanymi atakami Dawida, który za wszelką cenę starał się urwać przeciwnikowi głowę, przestrzeliwując mnóstwo sierpów i cepów. Spokój Kazacha wyraźnie kontrastował z agresywnym, ale mało skutecznym stylem walki naszego zawodnika. Pewną jakość wniósł Polak do swojego boksu dopiero w 3. starciu, ale w drugiej jego części dawać znać zaczęło zmęczenie szarpaniną i pojedynek zamienił się w zapasy. Na plus Jagodzińskiego należy dodać, że do samego końca pojedynku był aktywny i agresywny, szukając za wszelką cenę knockdownu i w dalszej kolejności zwycięstwa przed czasem. Jego ambitny finisz nie wystarczył jednak do tego, by nadrobić punkty stracone w trzech pierwszych rundach i sędziowie jednogłośnie (49-46, 48-47 i 48-47) opowiedzieli się za Berikbayevem.

Spore obawy miałem przed pojedynkiem Marka Pietruczuka (56 kg) z wyższym od niego i silniejszym fizycznie Meirbolatem Toitovem.  Młody pięściarz z Ostrołęki zmagał się w niedawno z chorobą i osłabieniem organizmu, w ostatniej chwili zrobił swój limit wagowy, co musiało mieć negatywny wpływ na jego siłę i kondycję. Leworęczny Kazach dominował w ringu przez całe pięć rund, choć niewiele brakowało, by zakończyłby ten pojedynek już w 1. starciu, w którym Marek był dwukrotnie liczony po ciosach na wątrobę i następnie w głowę. Mimo tych kłopotów Pietruczuk nie dał się złamać swojemu przeciwnikowi, który w kolejnych starciach zadowalał się skutecznym boksem z defensywy, pokonując ostatecznie Polaka jednogłośnie na punkty (50-44, 50-44, 50-44).

Publiczność w Wyszkowie wyraźnie rozgrzał kolejny zawodnik Hussars Poland, Damian Kiwior (64 kg), który przy szczęśliwszym zbiegu okoliczności i bardziej obiektywnej pracy sędziów punktowych mógł nawet wygrać walkę z doświadczonym Askhatem Ualikhanovem. Dodatkowe pokłady ambicji, siły oraz energii wykrzesała z tarnowianina kontuzja. Począwszy od chwili kiedy Damian poczuł krwawienie, przystąpił do destrukcji obrony rywala. Na jego tle wyróżniał się kondycją i szybkością, jednak straty poniesione w początkowej fazie pojedynku sprawiły, że ostatecznie przy głośnych gwizdach wyszkowskiej publiczności zwycięstwo (48-47, 48-47, 48-47) przyznano Kazachowi.

Kapitan „Husarii” Tomasz Jabłoński (75 kg), po pechowej porażce w meczu w Sankt Petersburgu, nie mógł się doczekać swojego kolejnego pojedynku w lidze WSB. Przygotowany był na ringową batalię z ikoną World Series of Boxing, samym Sergeyem Derevyanchenko… Tymczasem Ukrainiec został w Astanie i w jego miejsce przyjechał Yerik Alzhanov, o którym natychmiast po ważeniu szukaliśmy informacji i video z walk. Mimo w pewnym sensie łaskawości losu Tomasz nie stracił swojej koncentracji, wyszedł do swojej walki niezwykle skupiony i pewnie wygrał pierwsze starcie, co wyraźnie umknęło uwadze trójki sędziowskie, która pierwsze 3 minuty walki przyznała Kazachowi. Później było na szczęście dużo lepiej – Jabłoński boksował rozważnie w obronie i dość skutecznie w ataku. Niestety negatywny wpływ na jego ringowe ruchy miała paskudnie wyglądająca kontuzja obu powiek. Na szczęście zarówno lekarz, jak i arbiter pozwolili Tomaszowi walczyć i tym samym zdobyć pierwszy punkt dla Hussars Poland. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że być może pozbawieni bylibyśmy tego małego sukcesu gdyby nie znakomita praca Jerzego Baranieckiego w roli cutmana, dzięki któremu problem krwawienia w 4. i 5. starciu był pod kontrolą polskiego narożnika.

Mimo zdecydowanej porażki z szybkim i niebezpiecznie bijącym Vasili Levitem na szacunek zasługuje postawa Łukasza Zygmunta (91 kg). Zakontraktowany w ostatniej chwili, nie mający za sobą mocnych treningów, stanął do walki z jednym z najlepszych zawodników Astana Arlans w tym sezonie i nie dał się złamać, choć przynajmniej trzy razy wydawało się, że nie wyjdzie z opresji. Łukasz Zygmunt potwierdził, że jest doświadczonym i niesamowicie twardym pięściarzem, który przy odpowiednim przygotowaniu może sprawić niespodziankę. Zawodników lepszych od Levita w WSB wielu nie ma…

WYNIKI WALK

49 kg: Mardan Berkbayev UD 5 Dawid Jagodziński
56 kg: Meirbolat Toitov UD 5 Marek Pietruczuk
64 kg: Askhat Ualikhanov UD 5 Damian Kiwior
75 kg: Tomasz Jabłoński UD 5 Yerik Alzhanov
91 kg: Vasilii Levit UD 5 Łukasz Zygmunt

hussars_astana

WZRASTAJĄ SZANSE JABŁOŃSKIEGO. KAZACHOWIE BEZ LIDERA

HUS_AST

Optymizm i bojowe nastroje towarzyszyły bokserom Hussars Poland podczas oficjalnego ważenia i konferencji technicznej przed meczem z Astana Arlans Kazakhstan. W składzie gości nie ma ich asa – Sergiya Derevyanchenki (75kg). W ten sposób wzrastają szanse na wygraną Tomasza Jabłońskiego w piątkowym (20:30) meczu WSB w Wyszkowie.

Kazachowie, którzy wygrali poprzednią edycję World Series of Boxing, zdecydowali się nie wystawiać najsilniejszego składu, w którym dominowaliby medaliści Mistrzostw Świata. Liderem miał być właśnie Derevyanchenko (rekord 20-1), ale ostatecznie jego miejsce zajął Yerik Alshanov. To 22-letni zawodnik, który jeszcze nie boksował w WSB.

Pozostali pięściarze Astana Arlans też nie mają wielkiego doświadczenie w tych rozgrywkach. Trenerzy rywali liczą m.in. na urodzonego w Rosji, a mieszkającego w Astanie Vasilija Levita. W tym sezonie wygrał dwie walki, a teraz spotka się z nim doświadczony Łukasz Zygmunt. Dla niego będzie to debiut w WSB.

Husaria po 4 porażkach z rzędu po 0-5 chce koniecznie się zrehabilitować. Optymistami są zawodnicy i główny trener Hubert Migaczew. W poprzednich rozgrywkach Hussars Poland awansowali aż do ćwierćfinału ligi, teraz są w bardzo silnej grupie eliminacyjnej, ale stać ich na pojedyncze zwycięstwa.

Trener Hubert Migaczew – Dysponuję dobrym składem, zawodnicy są przygotowani i z pewnością staną na wysokości zadania. Pewną niewiadomą jest zmiana przeciwnika dla Jabłońskiego. Nieobecność Derevyanchenki jest dość dużym zaskoczeniem, ale to powinno wpłynąć pozytywnie na Tomka. Dużo dobrego ducha wniósł do zespołu Zygmunt. To profesjonalny zawodnik, który wcześniej musiał sam trenować w domu, ale tutaj w Warszawie zapewniamy mu odpowiednie szkolenie i z pewnością pójdzie do przodu. Łukasz bardzo motywuje młodszych kolegów swoim podejściem do treningów, diety itd.
Walczymy z mistrzami świata, ale jestem optymistą. Bardzo liczę na całą piątkę bokserów. Marek Pietruczuk robił wagę, ale na oficjalnej ceremonii uzyskał limit 56kg. Na pewno jutro będzie mocno zmobilizowany, bo przyjazd do Wyszkowa zapowiedziało pół jego rodzinnej Ostrołęki.

Dawid Jagodziński – Jestem prawie pewny, że wreszcie wygram w lidze. Walka z utytułowanym Dawidem Airapetianem z Rosji dużo mi dała, czuję się mocniejszy, pewniejszy siebie, wiem, że mogę wygrywać z każdym w mojej wadze. Oglądałem 1 walkę Mardana Berykbayeva, boksuje on na dystans, w pierwszych 3 rundach bił dużo ciosów, ale na wstecznym. W kolejnych już nie miał siły. Myślę, że jak narzucę tempo i zaatakuję już przez pierwsze 2 rundy, to będzie dobrze. Nie widzę specjalnego zagrożenia, choć oczywiście nie lekceważę go. Jestem bardzo mocno nastawiony.

Marek Pietruczuk – Trochę chorowałem, kilka dni spędziłem w łóżku, bolał mnie każdy mięsień. W ostatnich dniach jeszcze zbijałem 4 kg, ale się udało i jest wszystko dobrze. Mam szansę zwyciężyć, ten rywal jest słabszy od przeciwnika z debiutu. Wtedy się dobrze zaprezentowałem, a teraz liczę, że będzie jeszcze lepiej. Wychodzię i boksuję, proste. Do tego motywuje mnie obecność wielu kibiców z Ostrołęki.

Damian Kiwior – Przygotowałem się z trenerem Migaczewem na 200 procent. Dużo ciekawych akcji przerobiliśmy na tarczy. Po debiucie jestem w stanie teraz lepiej rozłożyć siły, wcześniej trochę bałem się, że może mi ich zabraknąć w końcówce, że będzie jakiś kryzys. Ale już wiem, że w pierwszym występie mogłem przycisnąć już w 1 fazie walki, a nie czekać do 4 i 5 rundy. Mój rywal boksuje stylowo podobnie do mnie, zapowiada się fajna walka, mam nadzieję, że zwyciężę. Zamierzam od początku przycisnąć, a na pewno 5 rund wytrzymam. Jestem bardzo zdeterminowany.

Tomasz Jabłoński – Po pierwszej walce w sezonie, przegranej przed czasem z Rosjaninem Chebotarevem, miałem trochę nieprzespanych nocy, był stres, bo w głowie siedziało to niepowodzenie. Ale z pewnością jeszcze bardziej zmotywowany byłem do ciężkiej pracy i czekałem na walkę z Derevyanchenko, długo przygotowywałem się pod niego. Muszę przyznać, że ciężko było znaleźć sposób na Ukraińca, bo jest bardzo wszechstronny. Ale teraz muszę szykować się na innego przeciwnika, myślę, że jednak o mniejszych umiejętnościach. W całym meczu jesteśmy w stanie pokusić się nawet o zwycięstwo. Widzę dużo pozytywnej energii w sobie i u chłopaków. Kazachowie być może nas, słabszą drużynę, zlekceważą. My zaś chcemy pokazać dobry boks.

Łukasz Zygmunt  – Wiem jaką szansę dostałem, czego trenerzy ode mnie oczekują i po co mnie sprowadzili do zespołu. Chciałbym abyśmy przełamali złą passę porażek i wygrywali walki. Fizycznie jestem przygotowany, na pewno dam z siebie wszystko to, na co mnie stać. Mam dużo doświadczenia wyniesionego z różnych ringów krajowych i zagranicznych. Kazachowie są twardzi, walczą do końca, a my przeciwstawimy się tym samym. Liga WSB to już tak wysoka półka, że trzeba analizować rywali i być przygotowanym na wszystko. Mój przeciwnik ma dobrą pracę nóg, chociaż popełnia błędy, jak podnoszenie prawej stopy po prawym prostym. Będę chciał go skontrować w takiej sytuacji.

ŁUKASZ ZYGMUNT: PAMIĘTNE WALKI Z PULEWEM I ZATYKĄ

Poland-Hussars

Na zagranicznych ringach wygrywał z Kubratem Pulewem, a na krajowych z Henrykiem Zatyką. Teraz Łukasz Zygmunt ma nadzieję, że do listy najważniejszych zwycięstw dopisze sukcesy w barwach Hussars Poland w World Series of Boxing. 32-letni Łukasz Zygmunt ma szansę na występy w Husarii. Jeśli zaprezentuje wysoką formę na sparingach na warszawskim Torwarze, który jest bazą drużyny, wówczas zadebiutuje w WSB prawdopodobnie już 10 stycznia w meczu z Astana Arlans Kazakhstan. Transmisja meczu z Wyszkowa w TVP Sport.

- Mieszkam w Szczawnie-Zdroju, gdzie na co dzień trenuję, a biorę udział w zajęciach i sparingach także w Wałbrzychu czy Strzegomiu. Współpracuję m.in. z Mariuszem Cieślińskim i zawodnikami z K-1. Wiem, że muszę być super przygotowany, aby pokazać dobry boks na dystansie 5 rund z wymagającymi przeciwnikami w WSB. Jeśli okaże się na sparingach w Warszawie, że jeszcze nie osiągnąłem najwyższej dyspozycji, będę musiał poczekać na swoją szansę w Husarii. Bo jeśli wchodzę do ringu, chcę zagwarantować wszystkim – trenerom, działaczom, kibicom, że mogą na mnie liczyć – powiedział Łukasz Zygmunt.

Karierę w WSB chce on łączyć z zawodowymi występami, podobnie jak inny zawodnik Husarii z kategorii ciężkiej Mateusz Malujda. Łukasz Zygmunt ma bilans walk 1-1; wygrał z Łukaszem Rusiewiczem i przegrał z Michałem Cieślakiem.

- Do walki z Michałem Cieślakiem doszło w najgorszym dla mnie momencie, miałem problemy osobiste, stąd mniejsza liczba treningów niż przed pojedynkiem z Łukaszem Rusiewiczem. Na pewno nie jestem gorszym bokserem od Michała Cieślaka. Niestety, dobrze boksowałem tylko 1 rundę, później było słabiej. Ale mam nauczkę na przyszłość – powiedział Łukasz Zygmunt.

Pięściarz pochodzący ze Świdnicy rozpoczął karierę od złotego medalu Mistrzostw Polski Juniorów, które w 1999 roku odbyły się w jego rodzinnym mieście. To było jeszcze w wadze półciężkiej. Później dotarł do ćwierćfinału Mistrzostw Europy Juniorów w Rijece i wygrał turniej juniorów w Salonikach. W finale pokonał świetnego dziś zawodowca, swego rówieśnika Bułgara Kubrata Pulewa 9-2. Jako profesjonalista Pulew ma bilans 19-0.

- Mam znakomitą pamięć, potrafiłbym opowiedzieć o każdej ze swych walk. Ta z Pulewem była jedną z najważniejszych na zagranicznych ringach, a na krajowych bardzo miło wspominam wygraną z bardzo doświadczonym Henrykiem Zatyką (rocznik 1968) – dodał Łukasz Zygmunt.

Zwycięstwo z Henrykiem Zatyką miało miejsce w 2002 roku w lidze. Łukasz Zygmunt, podobnie jak kilku innych zawodników ze Świdnicy i Dzierżoniowa (m.in. Aleksander Nycz, Przemysław Peczyński, Robert Gniot, bracia Zajączkowscy), występował w barwach Gwarka Łęczna. Z Henrykiem Zatyką wygrał różnicą 1 pkt podczas meczu przeciwko Victorii Jaworzno.

- Chciałbym wygrywać też w WSB, a z pewnością te zwycięstwa byłyby na liście moich najważniejszych w karierze. Wiem, że Husaria czeka na pierwszy sukces w tym sezonie – dodał mistrz Polski 2010.

ZNAMY SKŁAD „HUSARII” NA MECZ Z ASTANA ARLANS. ZADEBIUTUJE ŁUKASZ ZYGMUNT

ZYGMUNT

Poznaliśmy skład ekipy Hussars Poland na najbliższy mecz w zawodowej lidze World Series of Boxing. 10 stycznia w Wyszkowie w rywalizacji z ubiegłorocznymi mistrzami ligi, Astana Arlans zobaczymy w ringu w barwach polskiej drużyny Dawida Jagodzińskiego (49 kg), Marka Pietruczuka (56 kg), Damiana Kiwiora (64 kg), Tomasza Jabłońskiego (75 kg) i Łukasza Zygmunta (91 kg).

Niewątpliwie niespodzianką będzie występ blisko 32-letniego Zygmunta, który  w minionym roku dwukrotnie boksował na zawodowym ringu. Najpierw w marcu w Częstochowie pokonał po 6 rundach twardziela ze Starogardu Gdańskiego, czyli Łukasza Rusiewicza, by trzy miesiące później ulec w Ostródzie na punkty po czterech starciach Michałowi Cieślakowi.

Młodszym kibicom przypominamy, że największym sukcesem Łukasza Zygmunta w boksie olimpijskim było zdobycie tytułu mistrza Polski seniorów wagi superciężkiej (2011). Był także wicemistrzem kraju (2006) i brązowym medalistą seniorskiego czempionatu (2003, 2007 i 2009). W czasie swojej kariery wygrywał m.in. z Kubratem Pulewem (w 1999 roku podczas turnieju juniorskiego w Salonikach), Ivicą Bacurinem (2000) oraz stoczył dwa wyrównane, choć przegrane,  pojedynki z Clemente Russo (oba w 2000 roku). Na krajowym ringu pokonał m.in. także Marcina Rekowskiego, czy Michała Gerleckiego.

Rywalem debiutanta rodem ze Świdnicy będzie 25-letni Kazach Vassili Levit, który w tym sezonie wygrał dwie walki, w tym jedną przed czasem. Równie trudne zadanie czeka kapitana „Husarii”, Tomasza Jabłońskiego, który skrzyżuje rękawice z absolutną ikoną ligi WSB, Ukraińcem Sergiyem Derevyanchenko.

Fot. facebook.com/zyga11