TODOROV: DZIĘKI MOJEJ DECYZJI MAYWEATHER OTRZYMAŁ SZANSĘ, KTÓRĄ WYKORZYSTAŁ

sarafa

Wicemistrz olimpijski z Atlanty (1996), Serafim Todorov, nadal pozostaje ostatnim pięściarzem na świecie, który pokonał słynnego Floyda Mayweathera jr. Od tamtego dnia minęło już ponad 18 lat i wiele w życiu obu pięściarzy się zmieniło. Przedstawiamy Wam wywiad, w którym trzykrotny mistrz świata w boksie olimpijskim, „Sarafa”, jak nazywają go przyjaciele, wspomina czasy swojej świetności i ze smutkiem opowiada o dniu dzisiejszym.

- Podczas Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku pokonałeś Floyda Mayweathera, który aktualnie jest najbogatszym pięściarzem na świecie…
Serafim Todorov: Tak jest, 18 lat temu pokonałem w półfinale Mayweathera, który od tamtego czasu zarobił na ringu dziesiątki milionów dolarów. To był już wtedy naprawdę klasowy zawodnik, w którym widziano mistrza olimpijskiego. Pokonałem go, więc po walce zaproponowano mi zawodowy kontrakt. Amerykanie kochają białych bokserów, którzy pokonują Murzynów. Poszedłem na kontrolę antydopingową, a następnie na spotkanie z największymi pięściarskimi promotorami i menedżerami. Zaproponowali mi podpisanie umowy, ale powiedziałem, że wolę nadal walczyć dla Bułgarii. Mayweather stał obok mnie i czekał. Kiedy odmówiłem, natychmiast poproszono go na rozmowy.

- A potem rozpoczęła się jego wielka zawodowa kariera?
ST: Tak. Zaraz po zakończeniu Igrzysk w Atlancie podpisał kontrakt zawodowy.

- Chcesz przez to powiedzieć, że Twoja odmowa dała mu szansę, z której skorzystał?
ST: Oczywiście! Byłem znacznie lepszym zawodnikiem od niego. Prawda jest taka, że miałem zarówno talent, jak i umiejętności. Zdobyłem złoty medal Mistrzostw Świata po zaledwie 20 dniach treningów.  Dzięki temu, że nie chciałem po Igrzyskach zostać w USA, Floyd otrzymał szansę na to, by zostać gwiazdą i wykorzystał ją. Taka jest prawda.

- Żałujesz, że nie chciałeś wtedy zostać w Stanach Zjednoczonych i wróciłeś do Bułgarii?
ST: Bardzo tego żałuję. Jest mi tym bardziej przykro, bo moje losy potoczyłyby się inaczej. Czuję jakby to była jakaś klątwa.

- Mimo pokonania Mayweathera nie zostałeś mistrzem olimpijskim w Atlancie, zdobywając ostatecznie srebrny medal. Dlaczego tak się stało?
ST: Ze względu na wewnątrz bułgarskie brudy. Mój rodak, Emil Zhechev, który był szefem sędziów w AIBA, zabrał mi dwa tytuły olimpijskie. Taka jest prawda… Właśnie przez niego nie zostałem mistrzem olimpijskim w Barcelonie i Atlancie. Mogę powiedzieć mu to prosto w oczy.

- Czy możesz nam wyjaśnić dlaczego?
ST: Oczywiście. Na rok przed Igrzyskami w Barcelonie (1992) odmówiłem występu w turnieju, który odbył się w Tampa Bay na Florydzie, wybierając start w niemieckiej Bundeslidze. Miałem tam kontrakt i musiałem walczyć dokładnie w tym samym czasie, kiedy kadra Bułgarii wylatywała do USA. Wybrałem Niemcy, bo tam zarabiałem na chleb. Zamiast mnie poleciał Yuliyan Strogov i wydawało się, że wszystko jest w porządku. Jednak Zhechev miał mnie odtąd na celowniku i zapowiedział, że podczas Igrzysk w Barcelonie zemści się za odmowę wylotu do USA [Todorov został pokonany po skandalicznym werdykcie 16-15 przez Koreańczyka z Północy Sik Gwang Li - przyp. JD]. Cztery lata później, przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Atlancie pojechałem na Mistrzostwach Europy w Vejle, gdzie odmówiłem wejścia na podium, nie zgadzając się z werdyktem sędziów, którzy w finale, mimo mojej ewidentnej przewagi, dali zwycięstwo Rosjaninowi [Ramazi Palianiemu - przyp. JD]. Zhechev po raz drugi zemścił się za to zachowanie podczas Igrzysk w Atlancie.

- To są bardzo poważne oskarżenia…
ST: Tego Taja [Somlucka Kamsinga - przyp. JD], który został mistrzem olimpijskim w Atlancie, pokonałem podczas turnieju przedolimpijskiego [walka odbyła się w Macon i zakończyła wygraną Bułgara 3-2 - przyp. JD], mając za sobą cztery dni treningów. Nie uznaję go za mistrza. To światowa federacja zadecydowała, że będzie mistrzem olimpijskim. Czy wiesz, że na kolejnych Igrzyskach przegrał swój pierwszy pojedynek przez nokaut [faktycznie Kamsing przegrał w Sydney przed czasem z Amerykaninem Ricardo Juarezem, ale przez RSC.O w 4. starciu - przyp. JD]?  W Atlancie w finale olimpijskim wiedział o tym, że wystarczy tylko klinczowanie w walce ze mną, aby sędziowie dali mu zwycięstwo. Taka jest prawda. Byłem zawodnikiem walczącym bardzo techniczne. Uwielbiałem boksować z przeciwnikami takimi jak Taj, którzy szukają bitki, bo wiem jak takich ogrywać. Wtedy w ringu widziałem, że coś się niedobrego dzieje. Sędziowie już w pierwszej rundzie nie widzieli moich akcji, nie zdobywałem punktów. W drugiej rundzie przeciwnik trzymał mnie nieustannie i faulował. Poprosiłem sędziego, by zwracał na to uwagę, za co ten ukarał mnie ostrzeżeniem. Cóż mogę powiedzieć więcej o finale olimpijskim?
kamsing
- W jaki sposób zwykły, prosty chłopak z miasteczka Peshtera osiągnął tak wspaniałe międzynarodowe sukcesy?
ST: Zostałem wybrany przez Boga. To on dał mi talent. Do tego doszło zaangażowanie na sali bokserskiej. Miałem 10 lat jak poszedłem po raz pierwszy z wujkiem na trening bokserski. On i jego trzej synowie byli bokserami, ale cóż osiągnęli w sporcie? Nic. Bóg wybrał na mistrza właśnie mnie, więc zdobyłem wszystko. Mając nieco ponad 12 lat wywalczyłem Puchar Maksima Misheva, w wieku 15 lat powołano mnie do reprezentacji młodzieżowej, a kiedy miałem 17 lat zostałem w Kopenhadze Mistrzem Europy juniorów. Nie byłem utalentowany, ale wręcz zjawiskowy. Ile tych wszystkich tytułów wywalczyłem dla mojego kraju? Właściwie to w czasie kariery przegrałem tylko jedną walkę [w rekordzie Todorova znajduję ok. 19 przegranych walk - przyp. JD]. Tylko jeden raz rywal okazał się faktycznie lepszy ode mnie w ringu. To było podczas Igrzysk Olimpijskich w Seulu. Zlekceważyłem niskiego Koreańczyka [Kim Kwang Suna - przyp. JD]. To jedyna była prawdziwa porażka, która poniosłem [Todorov przegrał przez nokaut w 2. starciu - przyp. JD]. Wszystkie inne zawdzięczam decyzjom sędziów, których pracę koordynował na najważniejszych zawodach mistrzowskich wspomniany przeze mnie rodak.

- Po Igrzyskach Olimpijskich w 1996 roku postanowiłeś szukać szczęścia w Turcji. Dlaczego?
ST: Dlaczego wyjechałem do Turcji? Jestem jedynym Bułgarem i jednym z niewielu na świecie pięściarzy, którzy zdobyli zarówno Puchar Russella dla najlepszego boksera na świecie, jak i Nagrodę Denisova dla najlepszego zawodnika Europy. Ktoś jeszcze otrzymał takie nagrody? Tylko ja! A co mi dali w zamian za to w Bułgarii? Zapytaj ich. 350-400 lewa wynagrodzenia i 4 000 dolarów nagrody za tytuł mistrza świata. Zawsze byłem przyjacielski, hojny i …naiwny. Myślałem, że wszystko dobrze się ułoży. Po tak wielu tytułach i wyróżnieniach, zdobywanych na ringach świata liczyłem na szacunek i podziękowanie. Dlatego w końcu powiedziałem: „dosyć” i wyjechałem do Turcji.

- Dlaczego nie zostałeś tam dłużej?
ST: Ponownie z powodu naszej federacji, która zażądała od Turków 300 000 dolarów za zgodę na to, bym mógł walczyć dla nowej ojczyzny, więc tamci zrezygnowali [W kwietniu 1997 roku Todorov został zdyskwalifikowany na 3 lata przez bułgarską federację "za ucieczkę z kraju" - przyp. JD]. Oferowali mi w Turcji 1 000 000 dolarów za wywalczenie tytułu olimpijskiego… Byłem najlepszym bokserem na świecie, najlepszym technikiem. A co mi dali w Bułgarii? Nic. Wiesz jak to jest kiedy przez lata trenujesz codziennie od godz. 6.00 rano? Całą noc płaczesz ze zmęczenia, głodny i spragniony, by nie przybrać na wadze i pozostać w swojej kategorii. 27 lat mojego życia poświęciłem dla boksu i nikt tego nie docenił. Powiem ci jeszcze coś. W 1989 roku zacząłem walczyć w Bundeslidze i byłam tam wręcz wielbiony! Miałem 20 lat i zarabiałem w Bułgarii 180 lewa pensji, więc pojechałem do Niemiec. Pamiętam ten dzień jak na lotnisku odebrał mnie milioner – Herbert Wolf, który sponsorował boks. Dotarliśmy do hali. On otwiera bagażnik swojego mercedesa, ja sięgam po swój bagaż, a on powstrzymuje mnie i zabiera moją torbę. Pytam go: „Dlaczego to robisz? Jesteś bokserskim menedżerem i milionerem, więc jak możesz nieść mój bagaż?” I wiesz co mi odpowiedział? „Takich milionerów jak ja jest wielu, ale taki talent, jak Ty rodzi się raz na miliony”. Czy możesz sobie wyobrazić jak się czułem? To był wspaniały gest szacunku dla mnie.

- Jak żyjesz teraz?
ST: Bóg mi pomaga. Żyję prawdziwie, czysto, bo pomagają mi dobrzy ludzie. Ale jest trudno…

- Pracujesz?
- Jestem bezrobotny.

- Wiem, że byłeś z córką w Portugalii i tam pracowałeś...
ST: W Portugalii było nam dobrze, ale to biedny kraj. Jest tam kryzys. Pracowałem jako kierowca. Pewnego dnia koledzy z pracy zapytali mojego szefa: „Czy wiesz, kim jest tamten człowiek, którego zatrudniasz? Sprawdź w Internecie, napisz w wyszukiwarkę Serafim Todorov.” Następnego dnia szef podszedł do mnie i powiedział, że nie może mnie dłużej zatrudniać. Przeprosił mnie mówiąc: „Jesteś wielkim mistrzem a tymczasem co tutaj robisz? Jak mogę dłużej Cię zatrudniać? Tacy ludzie powinni mieszkać w Bułgarii i być tam szanowani”.

- Pojechałeś na krótko do Hiszpanii, by tam pracować jako trener… Co tam się wydarzyło?
ST: Nic szczególnego. Pokazałem im kilka rzeczy na treningach. Byli oczarowani, ale nie mieli pieniędzy, by mnie zatrudnić. Zaproponowali bardzo niskie wynagrodzenie, uzasadnione przez kryzys, czyli 550 Euro. Odmówiłem i  wróciłem do domu. Wstydzę się teraz tych wyjazdów zagranicznych w poszukiwaniu pracy.

- Mamy w kraju jakiś szczególny bokserski talent? Zauważyłeś kogoś?
ST: Jest jeden. Kilka miesięcy temu byłem na Młodzieżowych Mistrzostwach Świata w Sofii. Widziałam tam chłopaka, który boksuje w wadze półciężkiej (81 kg), Blagoya Naydenova i wierzę, że zostanie wyjątkowym pięściarzem. Zdobył tam złoto w bardzo przekonujący sposób. Wszystko przed nim. Będzie kiedyś mistrzem olimpijskim.

- Co sądzisz o pojedynku Kubrata Puleva z Władimirem Kliczką, który wprawdzie został przełożony, ale jest nadzieja, że do niego dojdzie.
ST: Jeśli Bóg pozwoli dojdzie do niego. Kubrata czeka bardzo trudne zadanie, bo Kliczko to wyjątkowy pięściarz, ale mam nadzieję, że wygra.

- Również poznałeś smak zawodowego ringu…
ST: Niezbyt. Miałem słabych menedżerów i promotorów, więc zrezygnowałem. Gdybym podpisał kontrakt w USA, byłoby inaczej. Ale powiem ci, że jestem bogaty, bo mam przy sobie rodzinę i najbardziej lojalnych przyjaciół, którzy szanują mnie i doceniają.

Na podstawie wywiadu Ljubomira Ilkova